0 obserwujących
1279 notek
1254k odsłony
126 odsłon

O istnieniu lewicy

Wykop Skomentuj11

 

Ponoć nawis podatkowy w Polsce, w porywach, sięga nawet i 80%, ponoć związki zawodowe co roku wywalczają podwyżki w budżetówce, ponoć eksmisja matki z dzieckiem, jest cholernie utrudniona, ponoć również bezrobotnemu przysługuje nieodpłatna opieka medyczna, edukacja, a bywa, że i pomoc prawna. Ponoć mało kto może posiadać broń palną i ponoć kobieta może bezkarnie zabić płód, zwany dzieckiem. Ponoć, po urodzeniu, owe dziecko należy wychowywać w interesie społecznym, a rodzice muszą prosić sąd o zgodę, gdy przekraczają zwykły zarząd jego majątkiem.

 

Dobrze więc, że Jakub Kumoch napisał, iż w Polsce nie ma lewicy, bo bym jeszcze pomyślał, że to powyżej to jej jest jakiś dorobek. A tak okazuje się, że jest odwrotnie. Bo skoro lewicy nie ma (a patrząc na kumochowe kryteria - lewicy nigdy nie było), za powyższe odpowiadać musi prawica.

 

A swoją drogą nie ma chyba, gorszej sztampy niż zarzucanie lewicy kawiarnianych inklinacji. Gdy lewica poświęca kulturę, to jest chamem Edkiem, który miesza się do gospodarki ze swymi księżycowymi pomysłami. A przecież gospodarka to zabawa dla dorosłych chłopców, wy tam sobie puszczajcie Brechtów w teatrze, a my tu wam urządzimy nowy, wspaniały świat z konkurencyjną gospodarką. Gdy lewica do kawiarni zaś wraca, to jest nieczułą na los robotników bandą egoistów brzydzących się ludźmi pracy. Nie ma już takiej lewicy jak Kuroń, ale niechby taki nowy Kuroń zaczął gmerać w budżecie, ale by było krzyków, spazmów i tupania nóżką. Gdy lewica się organizuje, zabiega o fundusze, dotację, to jest utrzymanką zabiegającą o swoje, gdy tego nie robi i zaczyna zarabiać na swym wydawnictwie, to jest merkantylna, komercyjna, zdradza swoje ideały. Tyle, że przecież bez biegania za swoim Sierakowski, co najwyżej dalej by mył okna w IPNie, tudzież pisał eseje zrozumiałe dla garstki zapaleńców, dla których sztuka to niekoniecznie filmy Tarantino, Pan Wołodyjowski albo spektakle w TVP Historia.

 

Podobnie jest z lewicą i gejami. Fakt, że lewica zabiega, aby garstka Panów mogła sobie choć raz do roku zbiorowo pomaszerować, ma blednąć z potrzebami gościa, który ma sklep i mówi do pracownicy: albo zostajemy po godzinach albo wynocha, czy hydraulika, który w Warszafce kasuje parę stów za zwykłe postukanie w kaloryfer. W końcu to drobniutka burżuazja, czy klasa robotnicza, a zwłaszcza tej ostatniej z definicji się należy szacunek, bo Marks, Plechanow, Lenin i diabli wiedzą kto jeszcze. Tyle, że jeśli o gejów się nie upomni lewica, to się też nie upomni prawica, więc w gruncie rzeczy wszystkie te próby obchodzenia lewicy z lewej strony, granie na ambicji, czy urzekająca troska i nagły szacunek dla historii lewicy, prostacko zmierzają do wyrugowania pewnych tematów z obiegu. Jak to, to wy, potomkowie Kuronia o pedałów, a nie o robotnika z Ursusa się dopominacie? Jak to, co by powiedział Pan Jacek, oj na pewno musi się w grobie przewracać, taki wstyd, taki wstyd. Dziwne, że ludzie się potrafią jeszcze na to łapać, nawet jeśli pisze to taki gigant jak Kumoch.

 

Oczywiście, że lektura kwartalnika (?) Krytyki Politycznej, której sukcesem jest choćby to, że właśnie z nią utożsamia się dziś polską lewicę (sorry, Wołodźko Krzysztofie), skłaniać może do prostego wniosku, że robotnika jest tam mało. Z numeru na numer może nawet coraz mniej. Tyle, że Krytyka Polityczna nie jest pismem skierowanym do robotników, do tego bardziej, choć nie całkiem, nadają się Przewodniki KP. Ba, kwartalnik nie jest nawet skierowany do przeciętnego polskiego absolwenta studiów wyższych, który nad prostym felietonem w Rzepie albo Wyborczej, cmoka wpisując w necie pod tekstem: genialne, wspaniałe, ratuje Pan polską kulturę. Bez bicia się przyznam, że bez ciągłego uzupełnienia wiedzy z filozofii, socjologii i kultury XX wieku (w liceach i na studiach dawno z tego zrezygnowano) nie mam czego tam szukać, bo w końcu, który polski absolwent, nawet „prestiżowego” SGH czy UW wie coś więcej o Walterze Benjaminie czy Stanisławie Brzozowskim? Zresztą właśnie Brzozowski ma być kluczem do zrozumienia tak pojmowanej lewicy, która uważa, że aktywista lewicowy niekoniecznie musi tylko gadać Marksem i przykuwać się do ściany fabryki albo jakiegoś drzewa. Zwłaszcza, że taki lewicowiec jest bardzo wygodnym przeciwnikiem, naśle się na niego policję albo Zubrzyckiego i po kłopocie. A w telewizji powie się setny raz o złych komunistach, co nie szanują prawa własności i odstraszają inwestorów. Z drugiej strony Wat wspominał, że choć teksty w komunistycznym Miesięczniku Literackim były trudne, to jednak robotnicy to doceniali, nie chcieli lżejszych, bo takie to sobie mogli znaleźć na co dzień. Każdy potrzebuje trochę snobizmu i ufności, że jak kogoś bierze za inteligenta, to jeśli ten nie myśli, to chociaż, gada jakos tak mądrze. Zresztą pomysł wyjścia z zaklętego kręgu Sienkiewicz-Żeromski-Herbert, który zdominował nie tylko lektury, ale też pewien sposób pojmowania kultury jako ofiary na ołtarzu Ojczyźnianej Historii, sam w sobie przynieść może zadziwiające efekty wychowawcze. Brzydko mówiąc nie ilość, ale jakość czytelników, decydentów, tych, którzy tworzą trendy, się liczy. Nie psioczenie, że boisko jest krzywe, ale gra w takich warunkach jakie są dane, próba zmiany neoliberalnego paradygmatu, który, gdy w końcu dojrzeje i zakiełkuje u młodych, wykształconych z wielkich miast (dalej jazda do roboty, je**ne nieroby...) zmieni to co powyższe, a dziurawe, lewicowe eldorado się skończy. Zresztą spór o samoświadomość, nie tyle u wyzwalających, co właśnie u wyzwalanych, istniał na lewicy (i nie tylko) bodajże od zawsze. Na ile masy trzeba do zmian stymulować, na ile im trzeba zaufać i na ile można im powierzyć władzę, skoro skończyć się może zabobonami i życiem pod moralnym knutem proboszcza. Prawica robi zresztą to samo, tyle że jej paternalizm przeciwdziałać ma aborcji, wychowywaniu pokolenia Rzewuskich, Branickich czy obyczajowemu rozpasaniu. W tym sensie taktyka nie jest nowa, wykształcić, uformować elitę, która w bliższej lub dalszej przyszłości pociągnie za sobą resztę, utrzyma i poprawi to, co jest lewicowe, i przeciwstawi się temu, co prawicowe, już nie tylko w symbolice, ale realnej polityce. Również tej gospodarczej. Dlatego gdy dziś ci, co z faryzejską troską pytają się czy gdzieś poza teatrami, czy ogólnie pojmowaną kulturą, istnieje lewica, powinni się cieszyć. Bo nie daj Boże się tej lewicy powiedzie, a już nie będą pytać, a jeno wspominać te złote czasy gdy lewica była tylko w teatrze lub czasopismach.

 

 

PS Ale meczyk na Old Trafford, prawie jak wczorajszy Barcelony

 

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale