galopujący major galopujący major
114
BLOG

Łajdacki tekst Zdorta

galopujący major galopujący major Polityka Obserwuj notkę 53

 Miałem pisać o manipulacjach Ziemkiewicza, który w kłótni ze Jastrunem jak zwykle polemizuje z tym, z czym mu wygodnie. Miałem też napisać o fajerwerkach intelektualnych Wildsteina, w których zarzuty zdrady fruwają w powietrzu na wysokości kilku pięter. Ale trafiłem na tekst Dominika Zdorta i przyznam, że mnie zatkało 

 Szantaż. To mocne słowo, ale w tym wypadku wydaje się wyjątkowo odpowiednie. Bo w Polsce dziś lekarze szantażują władzę, że jeśli nie dostaną więcej pieniędzy, zwolnią się z pracy – a więc gotowi są narazić życie swoich pacjentów. Jak inaczej nazwać taką groźbę, jeśli nie zwykłym szantażem? Biskup łomżyński Stanisław Stefanek w Boże Ciało powiedział jeszcze dobitniej: to metoda terrorystyczna. I miał rację, bo właśnie terrorem jest groźba odebrania komuś życia. A protestujący lekarze usiłują sterroryzować władzę niemal w taki sam sposób jak porywacze samolotów. Mówią: jeśli nie dostaniemy pieniędzy, to nie ręczymy za życie zakładników. Zakładnikami terrorystów są dziś wszyscy pacjenci.

Nigdy żaden z lekarzy nie prowadził strajku z narażeniem życia pacjenta. Specyfika zawodu jest taka a nie inna więc i strajk często bywa iluzoryczny. Dowodem tego są słowa lekarza, blogera Andrzeja z Łodzi, który na moim blogu pisał jak w praktyce wygląda strajk na jego oddziale. Kilka dni temu rozmawiałem z pewnym wybitnym profesorem anestezjologiem. Powiedział, że strajk owszem jest, ale operuje się normalnie, przekładając tylko mało poważne zabiegi. Zdort dokonuje pozornie słusznego  logicznego zabiegu. Ale tylko pozornie. Taki sam zarzut można by bowiem postawić każdemu lekarzowi, który pytając dyrektora szpitala o możliwość podwyżki ostrzega, że ma propozycję z Irlandii. Czy taki lekarz to też terrorysta. Każde uzależnienie pozostania w  pracy od spełnienia jakichkolwiek warunków terrorem winno być określone. A co z urlopami lekarzy, a co z rezygnacją z zawodu lub zmianą specjalności. Przecież de facto z punktu widzenia pacjenta jest wszystko jedno co było przyczyną pustki w lekarskim gabinecie. Lekarze mają być porywaczami samolotów. Czy tak jak porywacze uzyskują władzę nad zakładnikami, tak samo lekarze panują nad pacjentami? Czy też tak powinno się ich karać? Od początku strajku w imię jakiś wyższych celów odmawia się lekarzom prawa do dbania o własne interesy. Od jakiegoś czasu, najczęściej ci, co maja gębę wypchaną wolnorynkowymi frazesami, pozbawiają pracę lekarza przymiotu zawodu, a odwołują się do niesprecyzowanego pojęcia służby. Lekarz nie jest pracownikiem, bo ten może strajkować. Lekarz jest służącym. Dostaje nędzną zapłatę i nie może żądać więcej. Odejść też nie może bo wtedy jest terrorystą.   

W sprawie publicznego lecznictwa w Polsce nikt nie jest obiektywny, bo każdy może niespodziewanie trafić w jego ręce. Ja też się boję, że po opublikowaniu tego tekstu jakiś lekarz mnie sobie zapamięta.”

Nie wiem czy cię zapamięta pampersiku, ale nie zdziwię się gdy kiedyś któryś ci to wypomni. Są granice łajdactwa i ty je właśnie przekroczyłeś. Kto wie być może w redakcji wygrasz tym tekstem konkurs na najbardziej łajdacki tekst tygodnia. Ale nie zapeszam, do końca tygodnia zostało jeszcze kilka dni, a konkurencja w redakcji sporawa. 

Nie udaję świętego – wiem doskonale, że wśród moich znajomych, a może i w mojej rodzinie zdarzały się sytuacje, gdy kładziono koperty na biurkach lekarzy. Mało tego – mogę zapewnić, że gdyby przyszła konieczność zapłacenia łapówki za uratowanie zdrowia moich bliskich, nie wahałbym się ani chwili. Zacisnąłbym zęby i zapłaciłbym.

Ta moja gotowość do zostania łapówkarzem to efekt społecznej terapii, którą fundowali nam lekarze przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Polacy – wynika to ze wszystkich badań – doskonale wiedzą, że najbardziej skorumpowaną grupą zawodową są medycy. I nie jest to wiedza teoretyczna – taka, jaką mamy o łapówkarstwie polityków – ale praktyczna, oparta na codziennym doświadczeniu. Każdy wie, że trzeba dać łapówkę, żeby liczyć nawet nie na specjalne, ale po prostu na przyzwoite traktowanie w szpitalu. Ten zarzut dotyczy zresztą w równym stopniu pielęgniarek.
 

Kolejna dawka kłamstewek. Lekarze łapówkarze (a tych jest bardzo wielu, nie przeczę) są winni w takim samym stopniu jak winny jest system. Istnieje społeczne przyzwolenia na to, że lekarz otrzymuje od chorego bonusy , właśnie w postaci kopert. To jest taka oddolna prywatyzacja społeczna.  Dominik Zdort pewnie nie wie, że o ile lekarz na oddziale jest ciągle ten sam, to pielęgniarek jest kilka, kilkanaście. Aby być przyzwoicie traktowanym trzeba by było płacić im wszystkim, a na to mało kogo stać. Choćby z tego powodu zawód pielęgniarki, aż tak korupcjogenny nie jest.  

 Z drugiej strony zawód lekarza zawsze należał w Polsce do najbardziej szanowanych profesji. Pamiętam, że bardzo dawno temu moja nieżyjąca już dziś babcia chciała, żebym studiował medycynę. I w tych jej słowach można było usłyszeć pragnienie starszej schorowanej pani, aby mieć w rodzinie, pod ręką, lekarza. Ale było też marzenie, aby jej wnuk był kimś pełniącym taką rolę społeczną, która nie tylko zapewni utrzymanie, ale też autorytet i szacunek innych.

Lekarz w PRL był kimś więcej niż zwykłym inteligentem. To był inteligent z posłannictwem i etosem. Czyli ktoś, kto w latach ogólnego spsienia charakterów mógł się pozytywnie wyróżniać na tle innych. Nie spełniłem oczekiwań mojej babci. Ale dziś, kiedy wysłuchuję oracji strajkujących medyków, nie żałuję tego. Bo w ostatnich tygodniach na naszych oczach lekarze – w każdym razie ci, którzy narzucają temu środowisku ton – porzucili swój etos. 

Czytając te słowa myślę, że lekarze cieszą się z tego, że Zdort ich kolega po fachu nie został. Choć z drugiej strony może szkoda, dziś pewnie inaczej by śpiewał. Lekarze stwierdzili, że pora zarabiać więcej. Ale gdy tylko zażądają podwyżek to mówi się, że porzucili swój etos. Tym etosem mają spłacić kredyty ( jeżeli je dostaną), nalać ten etos zamiast paliwa do baku, ten etos mają gotować na obiad i za ten etos maja kształcić się na własną rękę. Gdy nie wiesz jak odmówić lekarzom podwyżek zazwyczaj powołujesz się na etos. Wie Pan w prywatnej firmie produkującej cegły może Pan domagać się podwyżki, tu w szpitalach ratuje się życie, jest ono bezcenne, a właściwe to wycenione na jakieś 1200  zł miesięcznie.
 

Nie chcę przez to powiedzieć, że pracownicy służby zdrowia nie są warci, aby lepiej zarabiać. Nie mam wątpliwości, że setki internistów i pediatrów pracujących w powiatowych przychodniach i szpitalach są opłacane marnie i zasługują na więcej.

Niestety, w środowisku lekarskim jak w żadnym innym widać, że ryba psuje się od głowy. Ordynatorzy, profesorowie, wybitni chirurdzy – to oni mają możliwość wymuszania łapówek i oni, w wielu przypadkach, z tej możliwości korzystają. To od nich - a nie od szarych wyrobników w dzielnicowych przychodniach - zależy, czy ktoś trafi na operację poza kolejką, czy poczeka następne pół roku. Czy znajdzie się nerka do przeszczepu, czy też się nie znajdzie. Pół biedy, jeśli w zamian za termin operacji trzeba odbębnić parę płatnych wizyt w prywatnym gabinecie profesora, gorzej, gdy trzeba sprzedać samochód, aby zdobyć pieniądze na „dowód wdzięczności” za uratowanie zdrowia kogoś z rodziny.

Dlatego, kiedy czytam emocjonalną prasową relację o chirurgu i jego „dłoniach pianisty”, na które źli ludzie założyli kajdanki, kiedy słyszę o brutalnym aresztowaniu „wirtuoza skalpela”, to się nie wzruszam. Bo nie trzeciorzędni felczerzy, nie szarzy wyrobnicy, ale właśnie „wirtuozi skalpela” którzy swoimi dłońmi ratują człowiekowi życie, wcześniej tymi samymi dłońmi chowają grube koperty do kieszeni.

To wszystko prawda, tylko Pan redaktor raczył zapomnieć o sprawie dr G, który miał aż 30 % śmiertelności i minister wprost zarzucił mu popełnienie czynu wypełniające znamiona art. 148 k.k. Zarzucono mu zabójstwo, a nie pozbawienie życia, jak teraz łże minister. Dodatkowo jak się w czytać w ten fragment to wynika z niego, że korupcji na prowincji nie ma, widać Pan Zdort z warszafki o realiach polskich szpitali pojęcie ma blade.

I to oni dziś, gdy w Polsce nareszcie rozpoczęto na poważnie walkę z korupcją, czują się najbardziej zagrożeni. Broniąc się, narzucają ton całemu środowisku. Przypomnijmy krótko, na co w ostatnich tygodniach – oprócz niskich pensji – lekarze narzekają najbardziej. Boją się, że ich telefony są podsłuchiwane. Niepokoją się, że policja przesłuchuje ich pacjentów. Domagają się od Centralnego Biura Antykorupcyjnego natychmiastowego zwrotu dokumentacji medycznej do szpitali.”

Zdaję sobie sprawę, że nie jest miło, gdy kolejni koledzy z pracy trafiają do aresztu. Ale czym są zagrożeni, ci którzy nic złego nie zrobili? – chciałbym zapytać. Jakież to rozmowy prowadzą przez telefon, że chcą je ukryć? Co takiego mogą powiedzieć policjantom ich pacjenci? Cóż jest w lekarskiej dokumentacji, że nie chcą, aby CBA ją przeglądało?

Jakież to rozmowy prowadzą przez telefon, że chcą je ukryć? Jakie rozmowy? Wszystkie prywatne rozmowy, bo nie każdy podziela esbecko-bolszewicką mentalność Pana Zdorta, że kto nie chce być podsłuchiwany to winny. Zapewne nie chcą też kamer w domach przeglądania listów i emaili. Przyznać trzeba, ze wyjątkowi to terroryści, słowem prawdziwa antyrządowa hołota.      

Na początku tego tekstu pojawiły się mocne słowa: „szantaż” i „terroryści”. Czas na kolejne: mafia. Bo właśnie mafijne obyczaje pod pewnymi względami mogłaby przypominać sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia parę dni temu. Oskarżony o korupcję medyk trafił do szpitala, a jego koledzy, stwierdzili, iż jest tak chory, że nie da się go nawet przesłuchać. A potem się okazało, że w całym dwumilionowym mieście żaden lekarz nie chciał się podjąć funkcji biegłego, aby sprawdzić tę diagnozę. W końcu sprowadzony z daleka biegły stwierdził, że diagnoza miejscowego lekarza była fałszywa, że nie ma przeciwwskazań, aby ów medyk jednak trafił do aresztu. Ale i wtedy lekarz dyżurny w szpitalu odmawiał wydania podejrzanego policji.

Jak po czymś takim Polacy mają nadal szanować lekarzy? Jak mają im ufać? Jak mają wierzyć, że przyjmowanie łapówek to nie powszechny obyczaj, tylko przypadek kilku czarnych owiec? Czy przysięga Hipokratesa została zastąpiona przez omertę – mafijną zasadę solidarnego milczenia? „
 

Nie będę się pastwił nad przykładami kościelnej omerty, gdy księży pedofilów przerzucano z parafii do parafii. Mimo nagminnego procederu trudno jednak sprawę generalizować tak jak trudno generalizować środowisko  lekarskie w sposób jaki to robi Dominik Zdort. Przy okazji biegły lekarz jednak się z nalazł, co trochę przeczy jakoby panowała owa omerta. Ale nie twierdzę, że problemów z biegłymi lekarzami nie ma. Powinno się po prostu zreformować system begłych ale ziobrowskie reformy jak zwykle to wylewanie dziecka z kąpielą.   

Z Polski wyjeżdżają lekarze. To poważny problem. Tym większy, że wyjeżdżają nie ci, którzy (mając bardzo wysoką pozycję zawodową) korzystają z lewych dochodów na boku. Ci akurat wiedzą, że w Anglii czy Irlandii nie mieliby szans, aby dorobić – tam są solidne pieniądze, ale w zamian za solidną i wytężoną pracę. Za granicę ruszają więc ci, którzy nie zdążyli, nie mieli szansy lub nie chcieli się przyzwyczaić do złych obyczajów.

Jedynym – perspektywicznym – rozwiązaniem większości problemów polskiej służby zdrowia jest wpuszczenie do niej choć odrobiny wolnego rynku i konkurencji. Dziś jednak niestety trzeba na gwałt szukać pieniędzy na pensje, aby ci najsolidniejsi i najmniej zepsuci lekarze chcieli wrócić do Polski. Ale równocześnie władza nie może się ugiąć przed łapówkarzami i strajkującymi szantażystami – bo w ten sposób potwierdzi, że ich metody są skuteczne. A tego robić nie powinna. Bo ludzie, którzy teraz w ramach protestu zwalniają się z pracy w szpitalach, odrzucają lekarski etos. Ludzie, którzy chronią swoich kolegów przed wymiarem sprawiedliwości, odrzucają społeczny szacunek. To już nie są ci lekarze, o których mówiła moja babcia
.”

Akurat ci lekarze z pozycją oprócz tego, że są ponoć łapówkarzami to jeszcze najczęściej dobrze leczą. Bez problemu ordynator ortopedii poradziłby sobie lepiej niż młodzian tuż po egzaminie lekarskim. Dlaczego lekarz ze społeczną pozycją nie wyjeżdża? Ano, dlatego bo ma… pozycję. Proste? Proste, nie dla Zdorta. Nie wyjeżdża też dlatego, bo tu ma rodzinę
i ustabilizowane życie. Wyjeżdżają zaś młodzi, dziś uczą się szwedzkiego fińskiego duńskiego. Oni mentalnie są już przygotowani do emigracji i wyemigrują do krajów gdzie liczy się nie etos lecz kontrakt, a minister jest od załatwiania sprawa, a nie straszenia wzięciem w kamasze.

Argumentacja przeciwnikówm lekarzy jest powtórzeniem wszytskich haseł i chwytów jakich imała sie władza komunistyczna.

To, że wówczas strajki dotyczyły nie tylko postulatów socjalnych, wcale nie oznacza, że dziś gdy Polska jest wolna,  ta komunistyczna argumentacja zyskała na wartości.

        Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Polityka