Okupujące URM pielęgniarki śmiały żreć łososia, wprost zajadały się tą królewską rybą, a do tego krupnik i soczki. Niezawodny koncern Axel Springer (ten o „samobójczyń” Betanek) raczy nas szczegółowym menu pielęgniarek. Menu jest też na stronie kancelarii premiera.
Gawiedź wściekle zawodzi, jak śmiały mieć takie rarytasy, przecież miały lepiej niż niejeden uczciwe pracujący Polak. Jadły trzy razy dziennie i do tego łososia.
Gawiedź zawodzi bo zawodzić miała. Tylko pielęgniarki same nie ustalały sobie menu, menu takie dostały. Oczywiście zupełnie przypadkiem o łososiu nie dowiedzieliśmy się w trakcie okupacji kancelarii.. Jeszcze pielęgniarki poprosiłyby o czerstwy chleb z masłem. Przypadkiem też premier nie wspomniał o łososiu podczas apogeum tekstów o tym jak źle się pielęgniarki traktuje.
Trzeba było odczekać, trochę te panie frykasami podtuczyć, no i oczywiście wszystko nagrywać.Trzeba było siedzieć cicho i dopiero odpalić „rarytasową bombę” gdy już powrotu do kancelarii nie było.Trzeba było spokojnie, cynicznie wykorzystać te panie, ale nie można było przesadzić, stad nie było kawioru. Jeszcze by się zorientowały.
A tak najpierw umyślnie dostarczono jedzonko, a potem w odpowiednim czasie opublikowano białą księgę.
Czy wam takie triki, pytam zwłaszcza starszych blogerów, nie przypomina to czasem starych, „dobrych” PZPRo-wskich sztuczek?
Czy nie czujecie małego deja vu?


Komentarze
Pokaż komentarze (75)