"To nieprawda, że po szczycie w Brukseli nasze stosunki ze starymi krajami Unii się pogorszyły. Wręcz przeciwnie, są lepsze - mówi prezydent Lech Kaczyński w rozmowie z gazetą "Fakt".
To wnioski jakie polski mąż stanu wysnuwa po całej tej zawierusze związanej ze szczytem w Brukseli. Jak by nie patrzeć to w owej starej Europie są chyba też Niemcy, chyba że Pan prezydent postanowił je śmiałym ruchem z europejskiej mapy wykreślić. Okazuje się, że o dziwo wbrew powszechnej opinii po obu stronach Odry stosunki są jeszcze lepsze. Rozumiem, że prezydent nie czyta co o Polsce myślą europejscy dziennikarze, wszak nie zna języków obcych (może to i dobrze, bo by się przeraził). Ale obsługiwać komputer to chyba potrafi, przecież potrafi to robić zwykły „robol” Wałęsa. A skoro jest w stanie uporać się z tym szczytem techniki, to mógłby chociaż wejść do nas, tu na salon 24 Jankesów. Mógłby np. przeczytać odpowiedzi na pytanie Pani Bogny „ Kto winny polsko-niemieckiej zimie?” Być może Pan prezydent by się zdziwił, ale na 49 odpowiedzi żadna z nich tezy postawionej w pytaniu nie kwestionuje. Słowem dla wszystkich jest oczywiste, że mamy „zimę”, pytanie tylko kto jest za to odpowiedzialny?
Powiem wam szczerze, że nie mogę się doczekać jak teraz miłośnicy braci panujących będą udowadniać, że Niemcy nas lubią bardziej niż kiedyś. Na argumenty czekam z niecierpliwością, zwłaszcza mając na uwagę groźby Merkel o pominięciu Polski w pewnych ponoć ważnych negocjacjach.
„Zapytany, czy negocjacje były bardzo nieprzyjemne na poziomie osobistym, bo tak to wyglądało z zewnątrz - prezydent Kaczyński odpowiedział: "Rozmowy były stanowcze, ale absolutnie nie wrogie. Duży, pozytywny wpływ na ich przebieg miała na pewno osobowość pani kanclerz Angeli Merkel, która w żadnych okolicznościach nie jest osobą rodzącą agresję, tylko wręcz odwrotnie".
Składam wyrazy niekłamanego hołdu, za to że w swej wspaniałomyślności Pan prezydent nie obarczył Pani kanclerz winą za zbrodnie wojenne, nie wypomniał jej Hitlera no i nie wspomniał, że jest dumny iż w Niemczech był pierwszy raz dopiero jako prezydent.
A przecież od zakończenia II wojny światowej minęły, o zgrozo zaledwie 62 lata
- Rozstaliśmy się z kanclerz Merkel w bardzo serdecznych stosunkach. Pani kanclerz pokazała, że potrafi być elastyczna, rozumie potrzeby swojego kraju, ale potrafi też zrozumieć innych. Ja odebrałem ten szczyt jako znakomity pokaz europejskiej lojalności i solidarności - mówi prezydent.
A więc jednak solidarność i lojalność, a nie „kasa misiaczku kasa”. A więc jednak wspólna Europa, jedna idea, a nie pragmatyzm. Słowem eurosojuz, eurokołchoz - zawsze twierdziłem, że Pan prezydent to socjalista, ale nikt mnie słuchać nie chciał.
Co jeszcze ciekawego powiedział w tym wywiadzie nasz kochany Pan prezydent (niech tam gdzie stąpa kwitną kwiaty, a słońce rozświetla mu drogę aż po horyzont)?
- Mówić, że nie odnieśliśmy sukcesu, to jakby mieć pretensje do kogoś, kto zdobył złoty medal na olimpiadzie, że przy okazji nie pobił rekordu świata, który i tak do niego należy - uważa prezydent Lech Kaczyński.
P.S. Poniżej kilka przykładów na potwierdzenie racji Pana prezydenta:
„irytująca argumentacja” ze strony Warszawy – Min.Spr.Zagr. Niemiec.
„Polacy zachowują się jak z innej planety” – przedstawiciele delegacji szwedzkiej
„W Europie nie ma zrozumienia dla zachowania Polski. Jakie zdanie można mieć o prezydencie, który najpierw prowadzi poważne negocjacje, a później musi zadzwonić do domu do brata, żeby usłyszeć: "Naprawdę się nie da?"- kanclerz Austrii


Komentarze
Pokaż komentarze (58)