- Myśleli, że hasła o traktowaniu walki z korupcją za priorytet tego rządu są puste. Pomylili się i siedzą w więzieniu- tak o skorumpowanych urzędnikach Centralnego Ośrodka Sportowego mówił nie kto inny jak sam szef CBA- Mariusz Kamiński.
Cała akcja, jak to zwykle w przypadku CBA przebiegła prawie wzorowo.
Tadeusz M., wicedyrektor COS nominowany za rządów ministra Lipca, zażądał od biznesmena za wynajem hali na Torwarze 300 tys. zł łapówki, CBA urządziło zasadzkę – przedsiębiorca dał urzędnikowi 60 tys. zł z funduszu operacyjnego tytułem pierwszej raty. Dyrektor łapówkę wrzucił do teczki i przez nikogo nie zatrzymywany wyszedł z gabinetu, wsiadł do samochodu i odjechał. Agenci CBA śledzili go i zatrzymali w momencie gdy zaparkował samochód.
Tak to opisywały media. Niby wszystko gra, przestępcy są w więzieniu, CBA odniosło sukces, Mariusz Kamiński pozuje do zdjęć, PiSfani cali w ekstazie, walczymy z korupcją, prujemy szarą sieć, lala puciu puciu, muniu muniu.
Tylko, że okazuje się, że piękny obraz psuje pewien szczegół. Otóż po przyjęciu łapówki urzędnik od razu podjechał nie gdzie indziej jak do… Ministerstwa Sportu. Dopiero tuż przed wejściem do gmachu, być może z teczką pod pachą CBA postanawia do aresztować. Jak słusznie zauważa Życie Warszawy być może Tadeusz M. chciał zawartością teczki podzielić się z innymi kolegami. Być może ministerialny zaciąg to właśnie ta szara sieć, ten układ, te szatany czy coś tam. CBA zamiast albo aresztować łapówkarza natychmiast po otrzymaniu koperty albo śledzić go i dojść po nitce do kłębka, wybiera (jak to CBA) rozwiązanie zupełnie pozbawione logiki.
Decyzji CBA próbują bronić eksperci– Czasami człowieka puszcza się po to, by dotrzeć do wspólników. Ale zawsze jest ryzyko, że pozbędzie się on pieniędzy. Decyzję, kiedy zatrzymać, podejmuje się zależnie od sytuacji. Nie wiem dlaczego Tadeusza M. zatrzymano w tym właśnie momencie, ale błędu taktycznego nie było – to słowa Adama Rapackiego byłego wiceszefa Policji.
Przyznam się szczerze, że trudno mi sobie wyobrazić, że Tadeusz M. tuż po przyjęciu łapówki podjeżdża pod gmach, żeby się teczki pozbyć. Właśnie co dostał łapówkęi z kopertą wypchaną grubą forsą wbiega do Ministerstwa tylko po to, żeby odrzucić od siebie to zło, którego jest udziałem. W tajnej skrytce gmachu w którym nie pracuje schować?
A może chciał te pieniądze spalić, a może je gdzieś zakopać? Hmm, a może chciał spuścić w ubikacji?
Jeszcze „lepiej” wypada inny ekspert, super macho Dziewulski
– Podejrzewam, że zatrzymali go dopiero wtedy, gdy mieli pewne dowody, że wziął łapówkę Mogło być tak, że facet w gabinecie przyjął kopertę z pieniędzmi, ale ich nie liczył. Pieniądze były znaczone, ale na rękach nie miałby śladów.Potem mógłby się wywinąć, mówiąc, że myślał, iż w kopercie są papiery, a nie pieniądze Pewność, że ktoś wziął łapówkę, ma się dopiero wtedy, gdy człowiek ją przyjmie, policzy i schowa. Zgarnęli go na parkingu z pieniędzmi w teczce. Przy tak mocnych dowodach sam się przyzna, jakich miał wspólników”
Jeżeli ktoś się dziwi dlaczego nie możemy poradzić sobie z korupcją to niech poczyta naszych ekspertów, dziwić się szybko przestanie. Cały tok myślenia Dziewulskiego nadaje się na oddzielny komentarz. W jaki sposób w umyśle eksposła Dziewulskiego zalęgła się myśl, że jak się łapówkarza z kopertą pieniędzy w biurze zatrzyma, to bez ich przeliczenia, korupcji się nie udowodni, a jak się zatrzyma delikwenta z ta samą kopertą w samochodzie to i przestępstwo się udowodni ,i jeszcze wspólników złapie. Chyba, że należałoby przyjąć wielce prawdopodobną tezę, że urzędnik Tadeusz M. jedną ręką kieruje pojazdem, drugą zmienia biegi, a… trzecią ręką liczy pieniądze. Może mieć urzędnik trzy ręce, ale śmiem twierdzić, że jednak podczas podróży liczenie 60 tyś złotych, jest rzadko praktykowane, nawet jeżeli ma się samochód z automatyczną skrzynia biegów.
CBA odniosło więc kolejny sukces.
Teraz ów delikwent, do którego najprawdopodobniej chciał się udać Tadeusz M. po przeczytaniu w mediach informacji i zatrzymaniu w sprawie owej hali na Torwarze, z pewnością będzie ostrożniejszy, być może nawet się zresocjalizuje.
I jak tu nie wierzyć w prewencję i resocjalizację, tak „chętnie” ogłaszaną prze nasz kochany rząd.
P.S. wyobraźcie osbie co by było gdyby w taki samym momencie zatrzymali sld-owskiego urżednika tuż przed gmachem sld-owskiego Ministertwa


Komentarze
Pokaż komentarze (23)