Miałem sobie odpuścić, myślę sobie chłopaknie wie co pisze, ale jak ktoś mi w twarz pisze „Daj argument, którego nie zbije faktami” to sobie myślę, trza chyba spróbować utrzeć koledze nosa.
Smootny clown twierdzi, że Karta Praw to nie jest tekst prawny. Dla mnie tekst prawny to tekst napisany językiem prawnym, a Karta praw to typowy język prawny ( niektóre zwroty są identyczne jak w konstytucji), ale cóż kolega Filip pewnie wie lepiej, w końcu w tym roku zdaje maturkę
Już sama preambuła stawia pod znakiem zapytania kierunek, w jakim Unia ma zmierzać. Pierwsze zdanie mówi: Narody Europy, tworząc między sobą coraz ściślejszy związek [...]. ! Już po tym zdaniu zapaliła się w mojej głowie czerwona lampka. Czerwona - dokładnie. Na czym ma polegać ten związek? Na federacji? Na konfederacji? Cóż, kiedyś Amerykanie walczyli o to, w którą stronę mają pójść. Miejmy nadzieję, że Europa nie będzie musiała.
Już na pierwszy rzut oka widać, że użycie imiesłowu w tym tekście oznacza stwierdzenie pewnego historycznego faktu. Po prostu od czasów EWWiS narody europejskie współpracują coraz ściślej, czego dowodem jest chociażby porównanie stopnia współpracy dzisiaj i kilkadziesiąt lat temu. Zdanie, po którym zapaliła się autorowi czerwona lampka dotyczy więc genezy unii a nie je przyszłych planów. To prosta różniąc jak miedzy przeszłością a przyszłością
Dalej w preambule możemy przeczytać o tym, że Unia jest zbudowana na niepodzielnych, powszechnych wartościach godności ludzkiej, wolności, równości i solidarności; opiera się na zasadach demokracji i państwa prawnego.Co pierwsze mnie zadziwiło, to brak wspomnienia o świętym prawie własności! Zamiast tego mamy bełkot o solidarności i równości. Jasne, że tak, najlepiej wszystkim wszystko wyrównać, prawda? Zabrać bogatym, dać biednym, żeby każdy miał dobrze. Europejski Robin Hood jest prostytutką biedaków. Ale skoro już tak chcemy to załatwić, to proszę bardzo - na początek proponuję obciąć pensje eurokratom (no i oczywiście likwidacja ulg i zwrotu kosztów podróży...). Będzie i solidarność, i równość. A pieniądze można przeznaczyć na rolnictwo, prawda?
Pamiętam jak na wydziale prawa fakultatywnie wykładano nam przedmiot o zasadzie demokratycznego państwa prawa. Pół roku dr Kordela (postrach I roku prawa) potrafiła rozprawiać o demokratycznym państwie prawa. Gdyby autor przypadkiem trafił na te wykłady to mógłby dowiedzieć się, że nie występuje w przyrodzie taki twór jak demokratyczne państwo prawa niehonorujące prawa własności. To prawo podstawowe składające się na państwo prawa, a że jest to tak oczywiste to w tekstach prawnych się o tym nie wspomina. Tak jak się nie wspomina, że żywy człowiek to taki, któremu funkcjonuje mózg. Prawo własności oczywiście nie jest święte, świadczy o tym choćby powszechny na świecie proceder wywłaszczenia własności na słuszny cel społeczny. Inaczej jeden raptus mógłby na złość blokować budowę strategicznej autostrady.
Gdyby autor był bardziej błyskotliwy to by się spytał o jaką sprawiedliwość chodzi. Czy każdemu po równo? Cze wedle potrzeb? Czy wedle zasług? A może tak jak jest to rozpatrywane w dzisiejszej nauce prawa – każdemu tyle ile mu się wedle prawa należy. Jest tyle koncepcji solidarności, ale autor pewnie o nich nie wie, jemu zapalają się lampki. Szkoda, że nie w tych momentach co trzeba. Podobnie jest z równością czy każdemu po równo (równość formalna) czy równo osobom wyróżnionym tą samą cechą (równość materialna)
Oczywiście wszystkie wyżej wymienione zasady są już zapisane w polskiej konstytucji i cokolwiek by o niej nie sądzić to nie zauważyłem, żeby Polska była jakąś prostytutką i każdemu dawała po równo. Jeżeli tak jest to ja chce tyle ile zarabia dajmy na to prezes Netzel.
Dalej - czymże jest państwo prawne? Wg powszechnie przyjętej definicji jest to państwo, którego ustrój opiera się na spisanej konstytucji. I tu pierwszy klops. Otóż taka Wielka Brytania nie ma SPISANEJ konstytucji. Może więc chodzi o inną definicję? Przypomina mi się tutaj wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który definiował ten niefortunny zwrot. Stwierdził on, że państwo prawa, to takie państwo, gdzie prawo tworzą ludzie niezainteresowani bezpośrednio w jego egzekwowanie. - oczywiście było to inaczej sformułowane, ale sens był właśnie taki. Czy nie jest to czysty absurd? W ten sposób rozumując, można u...pupić każdą ustawę. No ale może chodzi jeszcze o inną definicję państwa prawnego. Sformułował ją Robert von Mohl, autor "Encyklopedii umiejętności politycznych". Wg niego na państwo prawa składają się zasady i prawa obywatelskie:
- prawo do życia
- zasada czynienia wszystkiego, co nie jest zabronione
- jednakowe prawo wszystkich zdolnych do udziału w sprawach publicznych
- wolność osobista
- wolność wyrażania myśli
- wolność wyznań religijnych
- prawo przenoszenia się z miejsca na miejsce
- prawo zakładania dobrowolnych stowarzyszeń.
Można więc się domyślać, że chodzi o tą definicję. Nawet niektóre z tych praw i wolności są wymieniane w Karcie, ale o tym w innych częściach. Ah! Zapomniałbym - zauważcie, że o Unii Europejskiej mówi się p a ń s t w o prawa! Dalej preambuła mówi o tym, że Niniejsza Karta potwierdza [...] prawa wynikające z tradycji konstytucyjnych i zobowiązań międzynarodowych wspólnych Państwom Członkowskim, z Traktatu o Unii Europejskiej, Traktatów wspólnotowych, europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, Kart Społecznych, przyjętych przez Wspólnotę i Radę Europy oraz orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.Cytat długi, faktycznie, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że po takiej deklaracji eurowierchuszka mogłaby się rozejść i zakonczyć radosną twórczość. Bo skoro już wiemy, co takiego ta Karta ma potwierdzać, to czemu mamy jeszcze 57 punktów? Eurokracji końca nie widać.Unia uznaje zatem prawa, wolności i zasady wymienione poniżej.
Nie znam tej powszechnej definicji państwa prawa odnoszącej się do konstytucji, nie znam pewnie dlatego, że żadnej takiej definicji nie ma. Dlatego, że nie obejmowałby ona Wielkiej Brytanii, ale również dlatego że samo pojęcie „państwa prawa” zaistniało wcześniej niż powszechność aktów konstytucyjnych. Smootnyclown sam więc podaje idiotyczną definicję, jako rzekomo powszechnie obowiązującą a potem to sam obala. To tak jakbym podał, że powszechnie uważa się, że AIDS zarażasz się przez dotyk, a potem udowadniał, że jednak przez płyny ustrojowe.
Ta druga definicja to już jakieś horrendum nigdy o tym nie słyszałem, znów jakaś licenca poetica autora, rad bym dowiedzieć się o które orzeczenie chodzi i prosiłbym o dokładny cytat, a nie o twórczą interpretację.
I tak oto przechodzimy do rozdziału 1. Artykuł 2 mówi, że nikt nie może być skazany na karę śmierci, ani poddany jej wykonianiu.Oto więc mamy pierwszy przykład wpychania się z butami w kompetencje parlamentów narodowych w tworzeniu prawa.
Problem w tym, że parlament ratyfikując umowę w której był wpisany zakaz kary śmierci, zobowiązał się do jej wykonywania i ta umowa tak jak Karta praw może być wypowiedziana. Pociągnie to za sobą określone konsekwencje, ale do wyboru mamy albo Unia i zakaz kary śmierci albo na odwrót. Społeczeństwo godząc się na Unię z tej kary zrezygnowało, więc akurat w tej kwestii wolą narodu, już dawno tą kompetencję de facto zlikwidowano. Zły adres dla tych żalów
Nie ostatni zresztą, bo rozdział 6, artykuł 49, ustęp 1 mówi, że nie bedzie również wymierzona kara surowsza od tej, którą można było wymierzyć w czasie, gdy czyn zabroniony zagrożony karą został popełniony. [lex retro non agit? - smootnyclown] Jeśli ustawa, która weszła w życie po popełnieniu czynu zabronionego, zagrożonego karą przewiduje karę łagodniejszą, ta właśnie kara ma zastosowanie.Jednak nie. I tak oto dochodzę do konkluzji, ze socjalistyczny bełkot w wykonaniu brukselskich internacjonałów za nic ma sobie jakiekolwiek zasady. Gdy ktoś Kalemu ukradnie krowę...
Ten niby socjalistyczny bełkot to dokładne powtórzenie rozwiązań z polskiego kodeksu karnego. To powtórzenie kodeksów wszystkich krajów, gdzie obowiązuje zasady nie działania prawa wstecz i działania prawa korzystniejszego dla oskarżonego. Pierwsza zasada jest prosta, chodzi o to żeby sprawcy skazanemu za łapówkę na 3 lata jutro nie uchwalić prawa, na mocy któremu karze się go na śmierć. Przecież gdyby wiedział o karze śmierci to mógłby inaczej kalkulować ryzyko. Druga zasada odwołuje się do oceny szkodliwości czynu przez ustawodawcę. Skoro uznał, że dany czyn karany jest za surowo (czyli niesprawiedliwie), to warto aby już dziś niesprawiedliwych kar zaprzestać.
Prawdziwą perełką jest jednak artykuł 3, którego ustęp 1 mówi, że każdy ma prawo poszanowania swej integralności fizycznej i psychicznej. ! co to ma w ogóle znaczyć?!?
Ano tak jak w Polsce drogi nieuku znaczy to tyle, że nikt nie może zrobić ci żadnego badania bez twojej zgody. Trudne? Wiem , nikt nie obiecywał, że świat będzie łatwy.
Artykuł 4 mówi o zakazie poddawania torturom, ani nieludzkiemu, lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu [podkreślenie moje]. Widzimy tutaj, że nie można człowieka karać "poniżająco". Czy więc, jeśli ktoś w ramach robót publicznych zostanie skazany na sprzątanie psich gie w parku, to może odwołać się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości?!? Czy nie możemy w ten sposób zakwestionować każdej kary?
Trzeba znowu się powtarzać, ale takie przepisu istnieją również w Polsce. Sprzątanie psich kup oczywiście poniżające nie jest, poniżające było traktowanie pewnych Irakijczyków. Gdyby drogi geniuszu nie było takich przepisów to mógłbyś robić z więźniami to co ci się żywnie podoba a więc zamiast więźniów miałbyś niewolników. Czujesz różnice?
Art. 10 mówi, że każdy ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii. Prawo to obejmuje również wolność uzewnętrzniania, indywidualnie lub wspólnie z innymi , publicznie lib prywatnie swej religii lub światopoglądu.Jak ma się to do skazania pana Irwinga? Przecież on szerzył - nawet nie swój pogląd - wiedzę historyczną! Tym bardziej, że artykuł 11 mówi, że każdy ma prawo do wolności wypowiedzi. To samo dotyczy w art. 12 wolności gromadzenia i stowarzyszania się. Mam więc takie pytanie. Czy gdybym chciał założyć w Polsce National-Sozialistische Polnische Arbeiterpartei, władze krajowe nie miałyby prawa mi odmówić rejestracji? Bo przecież uznajemy wyższość prawa wspólnotowego, nad krajowym. Rozumiem, zaraz ktoś się wyrwie, że na 1. miejscu stoi konstytucja, która tego zabrania. Ale zabrania również istnienia partii odwołujących się do komunizmu, a jednak KPP w Polsce działa legalnie...
Zgodnie z art. 13 konstytucji „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.
To tyle w temacie rzekomego zakazu partii odwołujących się do komunizmu.
Ciekawy jest artykuł 13, mówiący o tym, że sztuki i badania naukowe są wolne od ograniczeń. Doprawdy, nie widzę najmniejszego sensu wprowadzać takich, hm.. durnych przepisów. Zresztą, cała Karta Praw Podstawowych właśnie tak wygląda. Mimo to doceńcie państwo moją wytrwałość i poświęcenie w wyłapywaniu eurobzdur. Artykuł 14, ustep 2 mówi o prawie do nauki. Prawo to obejmuje możliwość korzystania z bezpłatnej nauki obowiązkowej. Skoro obowiązkowej, to mówimy tu o PRAWIE, czy o PRZYMUSIE?!? Artykuł 15, ustęp 2 mówi, że każdy obywatel Unii ma swobodę poszukiwania zatrudnienia, wykonywania pracy, korzystania z prawa przedsiębiorczości oraz świadczenia usług w każdym Państwie Członkowskim. Czy muszę pisać, dlaczego nijak ma się to to rzeczywistości?
Cóż dla niektórych niby liberałów wprowadzanie zakazów cenzury to przepisy durne. Prawo do bezpłatnej nauki obowiązkowej polega po prostu na tym, że mimo iż ustawodawca nakłada na ciebie prawny nakaz to zapewnia ci prawo do wykonania tego nakazu na koszt państwa. Typowy zapis o nauczaniu państwowym. Co tu dziwnego? Swoboda poruszania itd. Akurat jak najbardziej mają się do rzeczywistości. Gdy się nie mają to możesz skarżyć się do ETS. Gdyby każdą normę prawną krytykować za to, że nie ma się do rzeczywistości bo np. smoothnyclowna potraktowano inaczej, to prawo w ogóle powinno przestać funkcjonować. No bo przecież zakazuje się zabijać a ludzie zabijają. Jak to się ma do rzeczywistości, uuua chyba znalazłem idiotyzm w kodeksie karnym, uuu ale jestem mądry.
Cały rozdział 3 ma na celu propagowanie równości. I tak już artykuł 21 mówi, że zakazana jest wszelka dyskryminacja ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, religię lub światopogląd, opinie polityczne, lub wszelkie inne, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie, niepełnosprawność, wiek lub orientacją seksualną. To pewnie dlatego kraj postępu - Hiszpania - z dowodów usunęła zwroty "mama" i "tata", zastępując je neutralnym "rodzic A" i "rodzic B". To pewnie dlatego też dała gorylom prawa obywatelskie (więc również i wyborcze). Ciekawe więc, jaką będą mieć frekwencję w wyborach. Co rawda wątpię, żeby w Hiszpanii było mrowie goryli, ale jak tylko rodzina z Afryki się dowie, napewno postanowi się przenieść tam, gdzie nie będą uciskane. A poza tym - skoro goryle mają prawa obywatelskie, to czy można ograniczać ich wolność i trzymać je w klatce w ZOO? Trzeba je wypuścić! Czemu Amnesty International się tym nie zajmie?
Owe słynne zwroty usunięto z prostego powodu, gdy dziecko adoptowały dwie kobiety to trudno aby jedną wpisywać do rubryki tata. Ta zmian to po prostu logiczna konsekwencja adopcji homoseksualnych. W Polsce niektórzy nadal nie rozumieją, ze przepisy administracyjne dotyczące formularzy pełnią role służebną nie kreują nowych praw, nie zakazują bycia ojcem albo matką. To zwykłe uregulowanie prostego problemu interpretacyjnego. A z gorylami- po prostu chciano aby były traktowane humanitarne i nie chodziło o prawa obywatelskie tylko o prawa człowieka, niby nic a różniąc jednak jest.Sama treść tych przepisów jest taka oczywista,że aż daruje ją sobie wyjaśniać szkoda mi moich czytelników.
Artykuł 23 mówi z kolei o równości kobiet i mężczyzn: Należy zapewnić równość mężczyzn i kobiet we wszystkich dziedzinach, w tym w sprawach zatrudnienia, pracy i wynagrodzenia.To będzie dopiero dyskryminacja! Gdy pracodawca nie będzie mógł zatrudnić jakiegoś faceta, z doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami, bo dany etat będzie ustawowo przyznany kobiecie! A czy w zawodzie szambonurka też połowa pracowników będzie płci żeńskiej? A czy do wojska również obowiązkowo będzie się powoływało kobiety? Chyba nie usłyszę odpowiedzi.
Oczywiście nie chodzi o zwykły parytet przy zatrudnianiu, ale o zakaz dyskryminacji ze względu na płeć. Możesz zatrudniać faceta, ale dlatego, że jest lepszy a nie dlatego że jest facetem. Innymi słowy dla ciebie jako pracodawcy płeć pracowników nie istnieje, chyba, że płeć jest nierozerwalnie związana z rodzajem wykonywania pracy (np. model czy tancerka)To samo z wynagrodzeniem, gdy na bliźniaczych stanowiskach zatrudniasz kobietę i mężczyznę to nie możesz im różnicować płacy.
Rozdział 4 dotyczy solidarności, czyli tego, co tygryski lubią najbardziej. Artykuły 27-32 mówią głównie o solidarności w pracy, co jest komplentym bezsensem. Takie umowy powinny być zawierane między pracodawcą, a pracownikiem, a nie ustalane odgórnie! Wrrr... i jak tu mówić o "liberalizmie unijnym"? Z kolei artykuł 35 mówi o tym, że każdy ma prawo do profilaktycznej opieki zdrowotnej i prawo do korzystania z leczenia [...] Przy określeniu działań Unii zapewnia się wysoki poziom ochrony zdrowia ludzkiego. Tak! Brawo! Przecież najwyższy poziom świadczeń mają kliniki prywatne! Tylko czemu Unia tego nie chce dostrzec? Czyżby sprzeczne to było z jej "solidaryzmem"? To zupełnie jak, wspomniane wyżej, prawo do nauki... Ciekawy jest też artykuł 37, mówiący, że wysoki poziom ochrony środowiska i poprawa jego [poziomu ochrony, jak mniemam - smootnyclown] jakości muszą być zintegrowane z politykami Unii i zapewnione z zasadą stałego rozwoju. Że co?!? Albo artykuł następny: Politycy Unii zapewniają wysoki poziom ochrony konsumentów. Słucham? Po jakiemu oni do mnie piszą? Co to w ogóle za bełkot socjalistyczny?!?!
Kolejne zapisy powtarzające nasze przepisy, a tekst ten ma mieć określone znaczenie dal zawodowców którzy będą go stosować, zwłaszcza dla sądów. W odwiecznym konflikcie klarowność tekstu prawnego a jego określone znaczenie nie od dziś wygrywa to drugie. Ale lepiej mieć tekst bezbłędny niż oczywisty, ale za to z błędami.
Przejdźmy już do rozdziału 5. Tutaj krótka przerwa, bo muszę coś na uspokojenie wziąć. Dobra, rozdział 5 mówi prawach oywatelskich. Ciekawy jest art. 41, mówiący o prawie do dobrej administracji. Cokolwiek ta "dobra administracja" miałoby znaczyć... Ogólnie nie ma w nim nic wartego podkreślenia. W takim razie przejdę już do rozdziału 6, mówiącego o wymiarze sprawiedliwości. Kilkakrotnie pojawia się w nim zwrot w rozsądnym terminie. Wiecie może co oznacza ów "rozsądny termin"? Bo nie wiem, czy jest to miesiąc, dwa, czy może pół roku... O artykule 49 wspominałem na samym początku, nie będę więc do niego teraz wracał. I tak oto dochodzimy do rozdziału 7, ostatniego. Mówi on o postanowieniach ogólnych. Już pierwszy art. w tym rozdziale (a 51. ogółem) - jego ustęp 2 - mówi, że niniejsza Karta nie ustanawia żadnej nowej kompetencji ani zadania dla Wspólnoty lub Unii, ani nie zmienia kompetencji i zadan określonych w Traktatach. Pojawia się tutaj moje pytanie: To po jaką cholerę ją pisaliście?!? Po jaką cholerę ja się z tym męczyłem?!? Agrh.. spokój i opanowanie to moje 2 imię. I trzecie. Dobra, na tym koniec, bo aż mnie skręca.
Gdy na świcie nie było samochodów i Internetu w mrocznych czasach średniowiecza wszystkie normy prawne opierały się na kazusach. To kazuistyczne podejście było niedoskonałe bo nawet minimalna zmiana okoliczności powodowała, że norma nie znajdywała zastosowania. Dlatego wymyślono tzw, klauzule generalne- czyli zwroty niedookreślone , które pozwały na kompletną regulację danej dziedziny prawa bez potrzeby używania szczegółowej i niedoskonałej metody prawodawczej. Zwroty niedookreślone interpretowane są przez sądy i z czasem po obrośnięciu orzecznictwem nabierają coraz bardziej „okręconego znaczenia” Odkrycie zalet tego systemu powszechnie uznawane są za przełom w historii prawa.
Na koniec tylko dodam, że czytałem ostatnio wypowiedź jakiegoś unioentuzjastycznego politologa, który stwierdził, że UE istnieje już 50 lat i będzie istniała o wiele dłużej. Jako żywo stanęła mi przed oczami wizja 1000-letniej Rzeszy i - późniejszego - wiecznego Związku Radzieckiego. Na szczęście oba byty się rozpadły. Teraz trzymam kciuki, żeby to samo stało się z UE. Miejmy nadzieję, że UE zdechnie tak szybko, jak szybko się pojawiła. Czego i wam wszystkim życzę.
Ja z kolei na koniec dodam, że aby smootnyclown dowiedział się jak wiele baboli strzelił w tym tekście musiałby przez kilka lat po maturce studiować nauki prawne. A po latach może zrozumiałby, że świat nie jest tak prosty jak go pokazują w tygodniku Najwyższy Czas.
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka