Wóz Drzymały, germanizacja Drang nach Osten- germanofobia tryumfowała gdy w mediach pojawiła się sprawa odzyskanej nieruchomości we wsi Narty
Tymczasem całą sprawę krok po kroku wyjaśnia prezes Sądu Najwyższego Lech Gardocki:
Przyjrzyjmy się bliżej tej sprawie. Chodziło o nieruchomość, która przed II wojną światową była własnością ojca pani T. Należał on do grupy ludnościowej zamieszkującej na terenie Prus Wschodnich, uważającej się za Polaków, i opierających się germanizacji (ich walkę o zachowanie polskości opisywał Wańkowicz w książce "Na tropach Smętka"). Po wojnie nazywano ich w języku urzędowym autochtonami. Potocznie zaś (i sami tak siebie nazywali) Mazurami. Po wojnie ci, którzy czuli się Polakami, uzyskiwali stwierdzenie narodowości polskiej, nabywali obywatelstwo polskie i, w rezultacie, zachowywali własność nieruchomości należących do nich przed 1945 r. Tak właśnie było z ojcem pani T. Mieszkał on w Polsce aż do śmierci w 1954 roku. Po nim nieruchomość odziedziczyła żona i dzieci.
Tu warto zrobić dygresję dotyczącą powojennego losu ludności mazurskiej. Oficjalne stanowisko władz centralnych było pełne życzliwości, ale na szczeblu lokalnym starano się różnymi szykanami wybić Mazurom z głowy przywiązanie do Polski. Często wspomagała te starania ludność napływowa, uważająca ich za Niemców odpowiedzialnych za okropności dopiero zakończonej wojny. Wiem to z osobistego doświadczenia, bo jako dziecko mieszkałem pod Piszem i wśród moich kolegów były dzieci autochtonów, które w przypadku dziecięcych konfliktów spotykały się często z argumentem w postaci wyzwiska "Szwab, Szwab!". Nic więc dziwnego, że gdy pojawiła się możliwość wyjazdu do RFN w ramach tzw. łączenia rodzin, wielu autochtonów wyjechało, rezygnując z polskiego obywatelstwa. Wyjeżdżając, tracili oni, na mocy art. 38 ust. 3 ustawy z 1961 roku o gospodarce terenami w miastach i osiedlach, własność nieruchomości, uprzednio zachowaną wskutek uzyskania polskiego obywatelstwa. Art. 38 ust. 3 dotyczył jednak tylko tych, którzy spełniali łącznie trzy warunki:
1) byli właścicielami nieruchomości w dniu 1.01.1945 r.;
2) uzyskali stwierdzenie narodowości polskiej i obywatelstwo polskie;
3) utracili następnie to obywatelstwo w związku z wyjazdem z Polski.
Gdyby więc z Polski wyjechał ojciec pani T. - utraciłby sporną nieruchomość na rzecz Skarbu Państwa. Wspomniany przepis nie dotyczył jednak następców prawnych, tj. osób, które nie były właścicielami nieruchomości w styczniu 1945, lecz nabyły ją później (w przypadku pani T. przez dziedziczenie). Pani T. nie utraciła, w świetle wspomnianej ustawy, prawa własności, i wobec tego, niezależnie od aktualnego obywatelstwa, zgodnie z prawem nieruchomość odzyskała. Można się oczywiście zastanawiać, czy art. 38 ustawy z 1961 r. nie powinien przewidywać również utraty własności nieruchomości przez emigrujących z Polski spadkobierców, ale aktualnie przepis jest jasny. Jeśli zaś ktoś poniósł szkodę z winy polskich władz, pochopnie uznających taką nieruchomość za stanowiącą własność państwową - to państwo polskie powinno ją naprawić. Natomiast współczucie dla ludzi, wprowadzonych przez władze w błąd, nie upoważnia jednak nikogo do nakłaniania sądów, by łamały prawo.
Wbrew medialnym doniesieniom, którym i ja uległem okazało się, że sprawa jest banalna. Umarł Niemiec w Polsce, a PRL-owska władza uznała jego majątek za swój i przydzieliła Polakom. Teraz przyjechała spadkobierczyni i majątek odzyskała, a obecni właściciele powinni żądać odszkodowania od Skarbu Państwa. Oczywiście żadnego przepraszam sędziowie orzekający w tej sprawie nie usłyszą.
Posłowie zamiast kombinować z nowymi ustawami powinni akurat w takich przypadkach jak ten wysupłać pieniądze na odszkodowanie


Komentarze
Pokaż komentarze (14)