Nicpoń dalej prowadzi swoją anylewacką krucjatę pisząc coś o oscypkach i o tym, że prawicowy rząd nie będzie się wtrącał do ich produkcji, bo wolny rynek bla, bla, bla takie tam tego typu mądrości.
Widać Nicpoń nic nie słyszał o Sanepidzie, który działa bynajmniej nie tylko pod rządami lewicy. Ale może to i dobrze, że nie słyszał. Znowu musiałby k…ami rzucać, Igor Janke by prosił żeby bluzgi wyciął bo nie może dać na SG, prawactwo by się odmeldowało i w sumie salon stawałby się nudnawy coraz bardziej.
Tymczasem ja jako rzekomy lewak właśnie co dopiero zainspirowałem się innym „lewackim ścierwem” czyli znanym i lubianym grzesiem. Co pisze grześ?Ano przypomina co o sprawie Anety K. pisał pewien prawak Ziemkiewicz :
Na moje oko historia jest prosta jak drut i banalna: facet, jak wielu innych, posuwał sektretarkę i faworyzował ją za to. I jak to w takich wypadkach uważał, że wszystko jest w porządku, bo się przecież umówili. Dziecka oczywiście w tej umowie nie było. I ona też do pewnego momentu była z tego układu zadowolona. Ale z jakiegoś powodu uznała, że jak zajdzie i urodzi, to więcej z faceta wyciśnie. I nawet się udało, ale po paru latach on uznał, że i tak dostała więcej niż się należało, i kazał jej spadać. To ona postanowiła go dociśnąć, opowiadając o sprawie dziennikarzom. Najpierw tylko troszkę, widać w nadziei, że "były" zadzwoni: "na litośc boską, dobrze, załatwię ci robotę na placówce w Nowym Jorku, tylko milcz". I wtedy by zamilkła, i by się rozeszło po kościach. Ale ten nadal ją olewał, więc poszłą do radia, do telewizji, dodała do tego oskarżenie o alimenty…
Tyle Ziemkiewicz. A co na to prokuratura ?
Wiceprokurator generalny Jerzy Engelking ujawnił, że śledczy chcą postawić Łyżwińskiemu 7 zarzutów - o podżeganie do porwania biznesmena (grozi za to do 10 lat więzienia), wielokrotnego doprowadzenia Anety Krawczyk oraz trzech innych kobiet do seksu z nim i innymi mężczyznami, grożąc im utratą pracy w swym biurze poselskim lub strukturach Samoobrony.
Jak dziś pamiętam ten rechot prawaków w związku z seks aferą w Samoobronie. Dziwka to było jedne z najłagodniejszych epitetów. Prawackie postrzeganie seksu sprowadza się bowiem do ordynarnego „jak suka nie da to pies nie weźmie”. I tak facet może cię pytać czy się z nim prześpisz, może cie szantażować, a ty kobieto jak ta suka masz tyko wybór dać czy nie dać, pies natomiast zawsze może zachodzić. Prawaki nie rozumiały, że nie chodzi tu o moralność Anety K. (czy raczej jej brak), ale o zachowanie Łyżwińskiego. A ten cóż jak to chłop zalecał się prawda, co w tym złego?
Ale wracając do Nicponia. Niejaki joggin na nicponiowym blogu wyjątkowo chamsko obraził Nicponia żonę. Rzuciło się tedy kilka prawaków, aby jogginowi pysk obić. I bardzo słusznie. Tylko ja sie teraz pytam gdzie jesteście Panowie gdy Rydzyk obraża żonę Kaczyńskiego? Powiecie, że to nie to samo. Może i nie, ale przyznajcie się w duchu jak byście zareagowali, gdyby to był ktoś wam bliski. Też byście siedzieli cicho i coś tam o przeprosinach i Hubercie H. bąkali? Czy może wręcz przeciwnie stanęli byście w obronie jej honoru, skoro mąż okazał się ostatnim tchórzem?
Oczywiście to nie jest tak, że prawak nie szanuje kobiet. Owszem szanuje je, ale wybiórczo gdy akurat mu to pasuje do politycznej nawalanki. Pamiętam jak oburzano się na Wenderlicha gdy powiedział, że szefowa KRRiTV Elżbieta Kruk bredzi. A tymczasem wystarczy np. wpisać w salonie nazwisko Środa i już mamy popis prawackiej kultury: kołtunolożka, idiotka, chora psychicznie, g.. warte są jej wypociny ( to akurat prawaczka- prowincjuszka vensisa) itp.
Ale i tak nic nie przebije tych uroczych scenek gdy prawak z szacunkiem całuje kobietę w rękę choć i tak w duchu traktuje ją jako samonapędzający się inkubator wielokrotnego użytku.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)