Wszyscy, ja też. Analizujemy, wnioskujemy, stawiamy hipotezy, ale tak naprawdę nic nie wiemy. Bo jak można ułożyć skomplikowaną układankę gdy ma się do dyspozycji tylko kilka puzzli i do tego nie wiadomo jeszcze czy niektóre z nich nie są trefne.
Ale próbujemy dalej, używamy, czy raczej staramy się użyć jakiś prawideł logicznych, naiwnie zakładając, że polityka kieruje się jakąś logiką. Próbujemy wmawiać sobie, ba niektórzy w to zawzięcie wierzą, że nic nie jest przypadkowe. Gdybyśmy bowiem dopuścili przypadek jako jedną z przyczyn politycznych zawirowań, pozbawilibyśmy się możliwości jej przewidywania. Czymże bowiem byłyby nasze analizy, skoro dany efekt jest dziełem przypadku. Przypadku, który z definicji jest przecież nieprzewidywalny.
Co wiemy? Znamy zaledwie parę stałych punktów, reszta to mgławica. Odbijamy się od nich w poszukiwaniach rzeczywistości i czasami myślimy, że właśnie co wpadła nam w ręce. Ale nikt głowy za to nie da. Jak bowiem mam za coś ręczyć, skoro to coś jest wypadkową nieskończonej liczby czynników.
Einstein powiedział dajcie mi wszystkie dane, a przepowiem wam przyszłość. Czasami ma wrażenie, że każdy z nas próbuje być Einsteinem tylko już tych danych nie potrzebuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)