galopujący major galopujący major
42
BLOG

Czy Jacek Czabański jest socjalistą?

galopujący major galopujący major Polityka Obserwuj notkę 5

Jacek Czabańsk w Rzeczpospolitej podjął polemiczny tekst z mecenasem Pociejem na temat wynagrodzenia dla adwokatów. Postanowiłem do tekstu Pana Jacka dorzucić parę gorszy.

Przechodząc jednak do meritum sprawy, czyli regulacji zasad wynagradzania adwokatów, należy przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu stawki adwokatów w ogóle powinny podlegać regulacji. Ostatecznie to wolny rynek powinien kształtować cenę usług, w tym cenę usług prawniczych. Nie istnieje jednak obecnie wolny rynek usług prawniczych i to właśnie dzięki wieloletnim staraniom samorządu adwokackiego. Nie może być bowiem mowa o wolnym rynku, kiedy dostęp do zawodu był przez wiele lat ograniczany w sposób ilościowy, a na aplikacje dostawali się przede wszystkim krewni adwokatów (dopiero od niedawna egzaminy dają równe szanse wszystkim chętnym).


W podkreślonych przeze mnie fragmentach dosyć  łatwo zauważyć można pewną niekonsekwencję. Otóż okazuje się, że teraz nie mamy wolnego rynku usług prawniczych, bo kiedyś był ograniczony dostęp na aplikację, a teraz już nie jest. Czyli fakt, że głównie za sprawą PiS (co zawsze warto podkreślać) otwarto dostęp do aplikacji wcale dobrodziejstwa wolnej konkurencji nam nie sprawił. Sytuacja jest wiec o tyle zabawna, że z jedne strony PiS chwali się jak to doprowadził do wolnej konkurencji przez reformę aplikacji, a drugiej gdy przychodzi do konkretów to się wycofuje rakiem twierdząc, że co prawda jest reforma, ale wolnej konkurencji nadal nie ma. Za to kiedyś to ho, ho dopiero nie było wolnej konkurencji, choć teraz cholera… też jej nie ma.

A ta masa aplikantów, którzy jako pierwsi zdawali już po „Pisowkiej” nowelizacji już za 1, 5 roku będą pełnoprawnymi adwokatami. Już dziś mogą występować przed sądami niższej instancji.  Ale oczywiści  wówczas wolnej konkurencji też nie będzie.   

 Nie ma mowy o wolnym rynku, kiedy konkurencję, a zwłaszcza konkurencję cenową, uważa się za nielojalność wobec kolegów i jest ona zagrożona karą dyscyplinarną polegającą na wykluczeniu z zawodu. Trudno mówić o konkurencji, kiedy obowiązują stawki minimalne za usługi, kiedy nie można reklamować swoich usług i nie można umówić się na prowizję od sukcesu. Wreszcie, niektórych czynności klient nie może dokonać sam, lecz wyłącznie przez adwokata (tzw. przymus adwokacki). Wszystkie wymienione ograniczenia obowiązują obecnie w Polsce i nie pozwalają mówić o wolnym rynku usług prawniczych.

Spośród szeregu argumentów Jacka Czabańskiego trafny jest zaledwie ten pierwszy. Rzeczywiście stosowanie nie tyle cen dumpingowych (co jest karalne w każdej branży), ale stawek wyłamujących się ze zmowy cenowej  zwłaszcza na prowincji, często karane jest w tak absurdalny sposób. Ale aby to zmieniać nie trzeba jednaka wprowadzić centralnego planowania, kołchozów dla niepoprawnych adwokatów, przypinać im tabliczek jak w Chinach albo mścić się odgórnym ustalaniem ich wynagrodzenia. Wystarczy w ustawie o adwokaturze umieścić odpowiedni przepis. Ale przecież taki postulat  dla obecnej władzy to pomysł zbyt …abstrakcyjny.

Co do pozostałych argumentów fakt, że nie można reklamować swoich usług czy umawiać się na prowizję, nie sprzeciwia się wolnej konkurencji bo obowiązuje wszystkich adwokatów. Gdyby jedni mogli się reklamować, a drudzy nie to owszem byłby problem, a tak wszyscy konkurują na jednakowych zasadach. Zakaz reklamy ogranicza konkurencję, ale sprawiedliwie dotyka wszystkich.

Fakt, że klient w wyjątkowych przypadkach musi skorzystać z pomocy adwokata również w żaden sposób nie tyczy się wolnego rynku, bo może to być adwokat dowolnie wybrany. Oczywiście odrębną sprawą jest to czy i jak przymus adwokacki zmusza jednostki do określonych zachowań, ale z punktu widzenia rynku adwokackiego nie ma to jakiegokolwiek znaczenia. Tak jak dla rynku usług finansowych nie ma znaczenia to, że biegły rewident musi sporządzić bilans spółki. Ważne żeby rewidentów było wielu i żebyś mógł swobodnie wybierać. Czy rynek usług finansowych nie jest wolny?

Najzabawniejszym  argumentem jest to, że przeciwko wolnemu rynkowi świadczy istnienie stawek minimalnych. A skoro istnieją stawki minimalne, to my wam damy maksymalne mówią w ministerstwie i teraz urzędnik będzie dekretował ile maksymalnie mogę wziąć za rozwód itp. Rozsądne stawki minimalne, mimo że są przejawem socjalizmu w praktyce są nieodczuwalne. Nikt w Warszawie nie przeprowadzi ci rozwodu za mniej niż  tyle i tyle, a owe mniej to oczywiście kwota większa niż stawka minimalna. Tak jak żaden deweloper nie zbuduje ci domu za cenę materiałów i robocizny powiększoną o zaledwie parę złoty zysku. Ceny minimalne są więc fikcją, bo tak naprawdę jak w każdej branży wolnorynkowej obowiązują minimalne ceny rynkowe.  

 Skarga mecenasa Pocieja na pomysł regulacji wynagrodzeń adwokatów ma w tym świetle taki sam walor, jak skargi monopolistów telekomunikacyjnych na kolejne działania regulatora rynku, zmuszające ich do obniżania cen. Zresztą odwoływanie się do swobody działalności gospodarczej i zasad wolnego rynku traktowane jest przez adwokatów w sposób wyjątkowo instrumentalny. Kiedy Trybunał Konstytucyjny rozpatrywał (i w dużym stopniu niestety zakwestionował) zmiany w zakresie otwarcia korporacji adwokackiej, adwokaci podnosili, że są zawodem szczególnym, który musi być regulowany w imię zaufania publicznego. Kiedy jednak przychodzi do kwestii wynagrodzenia, nagle okazuje się, że regulacje są absolutnie zbędne, bo o tym akurat ma decydować rynek.  

Przy otwartym dostępie do zawodu adwokata (a taki już istniej od ponad dwóch lat) zarzucanie adwokatom monopolu jest tym samym czym byłoby zarzucanie monopolu architektom, budowlańcom z uprawnieniami budowlanymi, czy lekarzom prowadzącym prywatna praktykę. Wszyscy oni dzięki zdobytej wiedzy i umiejętnością mogą wykonywać zawód, którego inni wykonywać nie mogą. W tym sensie są monopolistami. Należałoby wiec wszystkim im odgórnie ustalać wynagrodzenie. A adwokatów w Polsce są setki podczas gdy monopolista może być tylko jeden („mono”). Zadziwiające więc, że doktorant prawa na jednej  szali kładzie dajmy na to Telekomunikację Polską, która dzięki kablom, aparatom, ogromnej ilości abonentów odziedziczonych po PRL, a zwłaszcza występowaniu w niektórych miejscach jako jedyny usługodawca,  może dowolnie kształtować ceny, a na drugiej zaś szali jest pojedynczy adwokat, który często już na tej samej ulicy ma pod bokiem konkurencję  paru kolegów. Ale teraz wszyscy oni gro swego czasu będą poświęcali obchodzeniu maksymalnych stawek adwokackich, które oczywiście jak to każdy wymysł socjalizmu da się objeść zwłaszcza odkąd jesteśmy w Unii i obowiązuje wolny przepływ usług i handlu.

Zawód adwokata jest zawodem specjalnym, ale nie tyle, żeby go podpiąć pod socjalne wynagradzanie. Jeżeli coś jest specjalnego to nie koniecznie musi to być specjał socjalistyczny. Widać niektórym wszystko się jednym kojarzy. Samorządność adwokacka istniejąca np w USA z socjalizmem niewiele ma wspólnego. Ta w Polsce ustanowiona została przez Piłsudskiego, z pewnością nie z myślą o socjalizmie. Z tego tramwaju marszałek wysiadł  już dawno wcześniej, ekipa  PiS siedzi zaś w nim od początku i z bezsilności obgryza te swoje czerwone paluchy   

        Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka