Rzadko kiedy trafia się tak udana metafora polityczna jak „technika stu bębnów”, o której pisał dziś Jan Pospieszalski. Mieliśmy już co prawda „gryzienie żubra w dupę”, ale była to metafora nie tylko nieco knajacka, ale także rażąca swym prowincjonalizmem. Inaczej jest w przypadku „stu bębnów”, które jak to w czasach globalizmu przystało, wznoszą się ponad europejską cywilizację i wędrują w dalekie zakamarki naszego globu. Okazuje się bowiem, że rzeczywiście polska polityka to „technika stu bębnów”, z tym, że bębny są afrykańskie, a grać na nich będzie około 350 polskich żołnierzy wysłanych na misję do Czadu.
Wielkim bębniarzem (coś na kształt Guślarza z mickiewiczowskich Dziadów) stał się sam Pan prezydent, który bębniąc w patriotyczną nutę zwiększył polski kontyngent wojskowy o bagatela 133%. Negocjacje były twarde i zapewne trwały coś około 10 minut, wszak dłużej przy tej perkusji wysiedzieć się nie da. I decyzja ta oprócz gorących słów uznania dla bohaterstwa Pana prezydenta, ma także swe medialne konsekwencje. Wszak z Czadu to już zaledwie rzut beretem do sudańskiego Darfuru i być może nawet redaktor Warzecha teraz poszerzy swe pojęcie wspólnoty i uzna Darfur za godny swej uwagi.
Zwiększenie kontyngentu wojskowego o 200 żołnierzy (miało być 150), całkowicie przypadkiem zbiegło się ze szczytem w Lizbonie gdzie Pan prezydent kolejny raz walczył o tzw. sukces Joaniny. Te koszmarnie trudne dyplomatyczne zmagania (z otwartymi ustami podziwiane przez dyplomację światową) wejdą zapewne do historii dyplomacji, bo doprawdy, rzadko się zdarza, aby urzędnicy unijni byli tak roztargnieni, że nie tylko zapomnieli wpisać Joaninę do Traktatu, ale wręcz ostentacyjnie w ogóle nigdzie jej nie zanotowali. I jeszcze zanim posypią się kary za to niedbalstwo u naszych unijnych przyjaciół, Pan prezydent musiał ratować sytuację i użyć wszelkich swych negocjacyjnych talentów, aby to co już ustalone, ustalić raz jeszcze i tym razem już na dobre wpisać do unijnego Traktatu (konkretnie do załączonego protokołu). Innymi słowy po raz drugi z rzędu osiągnęliśmy to, co jak nam uczciwie mówiono ponoć osiągnęliśmy już wcześniej, z tym, że teraz Joaniny nie będzie można już zmienić bez zgody Polski, co niektórym wydawało się oczywiste już po poprzednim szczycie, ale polska dyplomacja skutecznie wyprowadziła ich z błędu.
Pomoc w tej dyplomatycznej kaligrafii zapewnił nam nowy przyjaciel Pana prezydenta Pan Sarkozy, któremu zapewne przypadkiem wymsknęło się parę słów o Czadzie i unijnej misji. Rozmowa nie mogła być jednak zbyt długa. Wedle standardów polskiej dyplomacji zapewne coś około 2 minut, gdyż jak wszyscy pamiętamy za 10 minut z Panem Bushem posłaliśmy 1000 żołnierzy do Afganistanu, a po rozmowie z Sarkozym do Czadu poślemy tylko 200.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)