Chłopaki z Wyborcze, Rafał Stec i Michał Pol, dyskutują między sobą czy Barca kupi czy nie kupi Boruca, a jeżeli nie kupi, to dlaczego kupić powinna.
Póki więc jeszcze jakieś czujne liberalne, kapitalistyczne oko z państwowych, tudzież na wpół państwowych mediów nie wyłapało, że agorowe chłopaki z desperacji rozmawiają już sami ze sobą (zupełnie jak przy „Strachu”- Ziemkiewicze do piór), sam dorzucę parę przemyśleń.
Rafał Stec, tym razem w swej frazie nie naśladując Jerzego Pilcha (Pan Rafał chory, czy co?), twierdzi, że Barca nie kupi Boruca, bo Valdes jest całkiem niezłym bramkarzem, no i jest Katalończykiem, a Boruca nikt nie ogląda na tym szkockim zadupiu. Sęk w tym, że Barca to nie Athletic Bilbao. Owszem cenią sobie we Katalonii swoją odrębność, Barca jest nawet taka ekspozyturą katalońskich nacjonalistów, że mądrze rzeknę, jak pewien filozof od morderczych tekstów, ale całkowitego jobca na tym punkcie nie mają. Przynajmniej nie wszyscy. Potrafili sprzedać „Małego Buddę” czy Celadesa, to potrafiliby sprzedać i Victora Valdesa. Zwłaszcza, że w klubie jest jeszcze Xavi, Puyol i Iniesta. No i symbolem klubu powoli staje się całujący herb Barcy, Lionel Messi, którego Barcelona uratowała przed ewidentnym kalectwem.
Bajdurzenie, że nikt Boruca nie ogląda też jest, oględnie mówiąc, nieco chybione, a mówiąc dosadniej jest ewidentną bzdurą. Co Boruc miał pokazać już pokazał, a rynek bramkarzy jest stosunkowo niewielki, tu większość nazwisk już się przewinęła w notesach. A skoro skauci Barcy potrafią wyszukać/ukraść jakiegoś młokosa w buszu czy na argentyńskiej pampie, to i trener bramkarzy Szkocję znajdzie na mapie. Celtic to mimo wszystko nie Orlęta Cielądz.
Ale rację ma Stec pisząc, że Valdes jest całkiem niezłym bramkarzem, może nie topowym, ale bynajmniej nie bramkarskim leszczem. Boruc natomiast, choć może i lepszy, aż tak swymi umiejętnościami Valdesa na głowę nie bije. I tu jest problem największy. Nawet wczoraj mógł Boruc o ułamek później wyjść z bramki i uniknąć loba (przy pierwszym golu) i zatrzymać piłkę, którą miał na reku przy golu trzecim. Ale tego nie zrobił. Nie zagrał genialnie, tylko po prostu dobrze, momentami wręcz świetnie. A to za mało. Transfer Boruca Katalonii na kolana nie rzuci, kibiców za serce nie chwyci, a być może nawet okaże się, że skórka nie warta była wyprawki. Piłka to też, a może przede wszystkim marketing.
Barca jest klubem o nieco innej filozofii gry niż Real Madryt, gdzie ostatnią zaporą jest świetny bramkarz, jak Casillas czy Ilgner. Stąd w Realu zawsze pewna niefrasobliwość obrońców, najwyżej Iker piłkę wibije. Być może, jak trafnie pisze Michał Pol, pora by Barca podejście zmieniła, powróciła do czasów Andoniego Zubizaretty. Ale problem w tym, że z Borcuem jej się to pewnie nie uda.
Tu potrzebny byłby ktoś na miarę Bufona, a z całym szacunkiem, Arturowi co kocha „Legiunię”, do klasy tego ostatniego trochę brakuje. Coraz mniej, ale nadal brakuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)