Jeśli ktoś ubliża kobiecie od k… albo mężczyźnie od pedałów, to możemy go nazwać chuliganem, chamem, może nawet bydlakiem, ale czy ktoś uznałby za odpowiednie słowo “błazen”– tak zaczął Ziemkiewicz jeden z ostatnich felietonów, choć o Anecie K. pisał swego czasu: Jak nazwać postępowanie tej pani? Prosto – kurestwem. Nie wiem czy Ziemkiewicz jest chuliganem, chamem czy może bydlakiem, wiem natomiast, że Aneta. K. jest kobietą. Skakanie po wysokich kwantyfikatorach i kategoryczne sądy, są najlepszym sposobem zrobienia z siebie werbalnej krzywdy.
Skakanie po koledze Rybitzkim, jest z kolei skakaniem po pochyłym drzewie. Rybitzki zawsze wydawał kategoryczne sądy, rząd miał upadać przez pielęgniarki i strajki, a dziś rząd Tuska ma krew na rękach. Cóż, jak mówią starzy górale niedaleko pada jabłko do Żakowskiego. A to wszystko bo Dziennik stał się z dnia na dzień wiarygodny w swym pisaniu o ABW czyli zupełnie jak polskie sady po uwolnieniu od zarzutów kibiców Legii. Za to za pięć lat ma upaść Gazeta Wyborcza. Zdaje się, że nawet Bungo Witkacego tyle razy nie upadał, co Michnik. Nie padnie za to Rzepa, bo ma zielone żółte strony, a te przecież nie mogą mieć wyłącznie formy elektronicznej. Prawnicy i biznesmeni nie mają dostępu do Internetu, tak jak Wyborcza nie ma dodatków lokalnych. W przeciwieństwie do Polska The Times. Amerykanie pytają czy komuś powierzyłbyś swój portfel, ja spytam czy w oparciu o prognozy Rybitzkiego zagrałbyś swym majątkiem na giełdzie. Dziamanie w internecie ma to do siebie, że nic nie kosztuje.
Kosztuje za to dziamanie publiczne. Hołda powiedział coś o motłochu. Zawrzało się
i zakotłowało. Hołda nie został ministrem. Został nim Czuma, czyli za tydzień to Czuma będzie winny śmierci Olewnika. Najgłośniej o motłoch oburzają się przeciwnicy politycznej poprawności, na co dzień gardłujący o lemingach, ogłupianym tłumie i kretynach głosujących na PO. Dziwna sprawa ten motłoch, coś jak antysemityzm – liczy się chyba, kto o tym motłochu mówi. W sprawie wypowiedział się już mecenas Wildstein, czekamy na kolejne listy protestacyjne. Nie potrafią odróżnić skazania od orzeczenia odszkodowania, ale będą pisać o reformie wymiaru sprawiedliwości. Jak ktoś nie ma wiedzy, to najczęściej zaczyna od nieśmiertelnego de lege ferenda.
Podpisy pod ułaskawieniem tych z Włodowy zbiera Sławomir Sikora, ten z „Długu”. Ma to robić razem z jakimś księdzem i telewizją dla młodzieży. Nie wiem jakbym, tamtego sądnego dnia, zachował na jego miejscu. Czy miał bym odwagę obciąć komuś łeb szpadlem od łopaty? Są takie sytuacje w życiu, że nie ma dobrych wyborów. Zawsze wtopisz, nawet jak cię nie złapią. Masz przecież sumienie. Podobnie we Włodowie, lincz to nie obrona konieczna, ganianie menela w trzech chłopa po polu i wbijanie mu resoru samochodowego w czaszkę, to nie pobicie. To zabójstwo. Dziamający o równi pochyłej przy eutanazji, powinni być teraz przerażeni. Jakaż to równia nas czeka, przy „legalizacji” linczów? Wyrok wydaje się być słuszny, napastnika można tylko obezwładnić, nie trzeba go od razu zabijać. Tak jak można w stanie wojennym internować, a nie od razu zrzucać z helikoptera do wulkanów. Ludzie lubią histeryzować i wybierać skrajne rozwiązania. Jak to leciało… gdy rozum śpi, budzą się upiory.
Teraz, po nagłośnieniu zabójstwa Olewnika, rodzi się jakaś internetowa psychoza w sprawie niezgłaszania spraw organom ścigania. A przecież przez ostatnie trzy lata tyle się nasłuchałem o świetnej pracy policji. Sam premier Kaczyński zapewniał. W Sprawie Olewników ma być komisja, będzie w niej Wassermann, czyli po staremu. Kaczmarek autor monografii o porwaniach dla okupu, ponoć się zgłasza jako ekspert. Jak był ministrem się nie udało, to ma się udać przy ekspertyzach?
Teoria to najlepsza praktyka – powiedzieć miał Max Weber. Ale co gdy teoria jest z praktyką sprzeczna. Teoretycznie reformować powinno się w czasach hossy, ale praktycznie lepiej udaje się to w czasach kryzysu. Czysta psychologia, człowiek bardziej skłonny do ustępstw. Zastanawiam się na ile grupowe zwolnienia to efekt nadciągającego kryzysu, a na ile próba wykorzystania nadarzającej się okazji do wykołowania związków zawodowych. Tusk ma szansę coś zmienić, bo media nakręciły spirale strachu. Z budżetu zionie dziura, firmy zmniejszyły obroty, płacą mniejsze zaliczki na poczet podatków. Rostowski dal ciała, bo zrobił zbyt optymistyczne założenia. A wystarczyło wygooglać: subprime. Polskim „subprimeme” mogą być opcje walutowe, zawierane by minimalizować ryzyko kursowe. To te ryzyko, o którym pojęcia nie ma Maciej Rybiński. Choć pisze o Euro. Wszyscy dziś piszą – słyszeć miał kiedyś Gombro. Ministerstwo wydało nawet memorandum jak się w z opcji wyślizgać. Powołują się na wyzysk i bezpodstawne wzbogacenie. Czyli nie maja argumentów. W budżecie Tuska nie ma kasy, a w moim był – jak dziecko ciszy się Jarek. Podpowiada jak reformować naszą gospodarkę – wydawać więcej. Ciekawe czy sam się dorzuci? Można by wypuścić bony skarbowe, albo obligacje (sposób na Dyzmę). Tylko kto je dziś kupi? Skoro Pawlak chce pożyczać 30% kredytu.
Nic to, pora na Masłowską i TR Warszawa
Komentarze
Pokaż komentarze (18)