29 obserwujących
75 notek
224k odsłony
  2607   0

A imię ich - bohatery

                                            Polska pod okupacją niemiecką

       Do wymordowania wszystkich europejskich Żydów Niemcy zabrali się z typową dla nich precyzją i konsekwencją. A zadanie bynajmniej nie było łatwe, w końcu prowadzili wojnę, a od roku 1941 – na dwa fronty. Naciski na państwa sojusznicze – Włochy, Finlandię, Rumunię, Węgry, Bułgarię - żeby wydały im swoich Żydów, nie zawsze dawały satysfakcjonujące rezultaty. Natomiast na terenie krajów okupowanych, mieli już wolną rękę. Tych, którzy próbowali sypać piasek w tryby i pomagać, a zwłaszcza ukrywać Żydów, miała spotkać kara. Ale nie wszędzie taka sama. Tylko na ziemiach polskich była to kara śmierci i co więcej dotyczyła całej rodziny ukrywających, włącznie z ich małymi dziećmi. Takich egzekucji, gdzie ginęli ukrywający i ukrywani, Niemcy bynajmniej nie trzymali w tajemnicy. Przeciwnie, mordowali publicznie i ostentacyjnie, żeby odstraszać innych, którzy by chcieli wyciągnąć do Żydów pomocną dłoń.

        Zatrzymajmy się chwilę nad tymi ludźmi, którzy mimo tak straszliwego zagrożenia, otwierali swoje drzwi przed Żydami, gdy Hitler odmówił im prawa do życia. Niewiele o nich wiemy, nie wiemy nawet ilu Niemcy zamordowali, są tylko szacunki – od 1 do 2 tysięcy. Spróbujmy sobie wyobrazić jak wyglądało ich codzienne życie, gdy w jakiejś komórce, skrytce czy piwnicy mieli u siebie ukrywających się Żydów. I trwało to tygodniami, miesiącami, a bywało, że nawet latami, aż na skutek donosu lub nieszczęśliwego przypadku pojawiali się niemieccy żandarmi. Z czego czerpali siłę i co myśleli, gdy stawiali pod ścianą na chwilę przed egzekucją?

       Ich postawa, ich wybór – to był najwyższej próby heroizm. Bez porównania większy –  w pierwszej chwili może to zabrzmieć obrazoburczo – niż bohaterstwo żołnierzy z Westerplatte, spod Monte Cassino, czy z Powstania Warszawskiego, którzy walczyli z wrogiem trzymając w garści karabin, płacili cenę życia i krwi, ale była ich to własna cena. I trafili, oczywiście słusznie, do panteonu polskich bohaterów narodowych. A ci, właściwie bezimienni, zanim nieuchronnie dosięgła ich kula,  widzieli przerażone oczy żony i matki oraz zapłakane twarze własnych dzieci. Tak to musiało wyglądać.

                                                           Brak symetrii

       W okupowanych przez Niemców krajach Europy zachodniej za ukrywanie Żydów nie groziła kara śmierci. We Francji, która kolaborowała z III Rzeszą, policja francuska gorliwie wyłapywała swoich obywateli pochodzenia żydowskiego, zamykała ich w obozach przejściowych i wysyłała dalej pociągami do docelowej stacji Auschwitz. W Danii, Belgii i Holandii, gdzie istniały  własne quasi rządy, w sprawie Żydów nie było tak haniebnej współpracy z niemieckim okupantem. Ale ukrywanie Żydów było zabronione, a ceną za złamanie tego zakazu było internowanie. I taką właśnie cenę zapłacili właściciele domu, w którym ukrywała się Anna Frank (wraz z rodziną), autorka pamiętnika na podstawie którego po wojnie robiono filmy, wystawiano sztuki teatralne Po denuncjacji rodzina Anny Frank trafiła do obozu koncentracyjnego, właścicieli domu także aresztowano, ale doczekali końca wojny.

       Polakom, którym jakże chętnie i często zarzuca się antysemityzm, wypomina się szmalcowników. W czasie niemieckiej okupacji mieliśmy do czynienia z takim zjawiskiem – nikczemnych zwyrodnialców, którzy wypatrywali na ulicach Warszawy ludzi o semickich rysach i szantażując, wyciągali od nich pieniądze, by w końcu zadenuncjować gestapo. Nie zauważa się jednak, że ci szubrawcy o mentalności hien cmentarnych, napędzani byli przede wszystkim chciwością, a nie uprzedzeniem do Żydów i co najważniejsze – polskie Państwo Podziemne sądziło ich i skazywało na śmierć, a wyroki były wykonywane. Trzeba też dodać, że w ramach struktur Państwa Podziemnego powstał Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom, którego współzałożycielką była Zofia Kossak-Szczucka, znana przed wojną z wypowiedzi niechętnych Żydom.

       Stawia się również zarzut, że Polacy, owszem, pomagali Żydom, ale była to mniejszość, a większość odnosiła się z obojętnością. Jest to prawda, ale powierzchowna. Polacy, w odróżnieniu od Francuzów, Belgów, Holendrów czy Duńczyków nie mieli przed sobą w sprawie Żydów takiej alternatywy: chcę być przyzwoitym, więc pomogę zagrożonym śmiertelnie współobywatelom mojego kraju, za co mogę napytać sobie biedy lub zrezygnuję z przyzwoitości i zamknę oczy. W Polsce alternatywa wyglądała inaczej – czynna pomoc Żydom wymagała bohaterstwa, a tego  w y m a g a ć nie można od nikogo.

       II wojna światowa i „czas pogardy” nie tylko był naznaczony milionami trupów i znacznym zniszczeniem dorobku materialnego, ale przeorał również duchowość mieszkańców Europy. I żaden naród nie przeszedł tej straszliwej próby bez skazy. Jednak Polacy zdali ten egzamin najlepiej i chociaż nie byli święci, to ci, którzy ratując cudze życie zapłacili własnym, na pewno na świętość zasłużyli.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale