29 obserwujących
75 notek
223k odsłony
  603   0

Aleja pomników

                         

 

                                                                                     Z Belwederu na Zamek, t ę t n i c ą Warszawy

                                                                Alejami, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem…

                                                                                                                                        Julian Tuwim

 

 

Początkowym fragmentem owej t ę t n i c y - zwanej również Traktem Królewskim - jest  Krakowskie Przedmieście. Ulica ta, mająca zaledwie 1 100 metrów, zaczyna swój bieg z Placu Zamkowego i jest skierowana na południe. Na przestrzeni wieków stała się miejscem szczególnym, zapewne jedynym tego typu w Polsce. Stała się aleją pomników.

 

       Co nam zdrady! - jest u nas kolumna w Warszawie, na której usiadają podróżne żurawie –zapisał w swoim wierszu „Uspokojenie” Juliusz Słowacki. Ta kolumna na cokole której stanął król Zygmunt III–Waza, powstała w roku 1644 z inicjatywy jego syna, również króla Władysława IV. Dla upamiętnienia decyzji faktycznego (chociaż nie formalnego) przeniesienia stolicy Polski z Krakowa do Warszawy.

      Usytuowana na Placu Zamkowym w osi Krakowskiego Przedmieścia była dla króla  doskonałym miejscem do obserwacji. Z wysokości 22 metrów król Zygmunt III mógł oglądać wkroczenie wojsk szwedzkich w czasie „Potopu”, potem kilka wolnych elekcji wyłaniających jego następców. Był świadkiem hańby sejmu niemego i bezskutecznego protestu Rejtana, ale także wspaniałych dokonań Sejmu Czteroletniego zwieńczonego uchwaleniem Konstytucji 3 Maja. I wreszcie - Insurekcji Kościuszkowskiej, w trakcie której przed usytuowanym o rzut beretem kościołem Św. Anny stanęła dla targowickich zdrajców szubienica. Ale i potem było co oglądać: wkroczenie wojsk francuskich i przyjazd Napoleona, dwadzieścia parę lat później podchorążaków Wysockiego, wzywających „do broni” w noc listopadową i wreszcie zajęcie Warszawy przez wojska rosyjskie po upadku powstania. Potem zaczęła się ciemna noc rosyjskiego zaboru, jeszcze bardziej straszna po klęsce Powstania Styczniowego. Zostawmy tę wyliczankę, chociaż i później zdarzały się rzeczy bardzo ciekawe i zakończmy  stwierdzeniem, że król Zygmunt III miał doskonały punkt obserwacyjny, na którym trwał równo przez trzy stulecia. Tę swoistą służbę przerwał niemieckiimage pocisk czołgowy, który w ostatnich dniach Powstania Warszawskiego zwalił kolumnę i posąg króla sięgnął bruku. O dziwo specjalnie nie ucierpiał upadku z tak dużej wysokości. W roku 1949, po renowacji i sprowadzeniu nowych elementów kolumny, król Zygmunt III wrócił na swoje miejsce.

                                                                 Mistrz Adam

       Przemieszczając się na południe wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia, docieramy do drugiego pomnika – Adama Mickiewicza. Jego odsłonięcie nastąpiło w setną rocznicę urodzin wieszcza – 24 grudnia 1898 r. W miejscu gdzie stanął pomnik (dłuta Cypriana Godebskiego), była wcześniej fontanna, którą bez problemów i protestów przeniesiono na Plac Bankowy. Trzeba w tym miejscu koniecznie przypomnieć, że zgodę na postawienie pomnika narodowego wieszcza musiały wyrazić władze rosyjskie, które w końcówce XIX stulecia realizowały w „priwislanskim kraju” bezwzględną politykę rusyfikacyjną. Czy było to zatem „przeoczenie” władz zaborczych, czy zadziałała jakaś forma korupcji? – tego nie jesteśmy w stanie ustalić. Wiemy natomiast, że Henryk Sienkiewicz, który był w komitecie honorowym budowy pomnika spotykał się wtedy ze złośliwymi docinkami. Warto też dodać, że kiedy pomnik już stanął, władze zaborcze wyraźnie się uwsteczniły zabraniając wygłaszania jakichkolwiek przemówień. Uroczystość odsłonięcia pomnika odbyła się zatem w ciszy, przerwanej odegraniem poloneza z opery „Halka”.

       Pomnik mistrza Adama stał spokojnie do roku 1942, kiedy to niemieckieimage władze okupacyjne wywiozły go do Hamburga – w celu przetopienia. Podobno Litwa będąca w tym czasie sprzymierzeńcem Hitlera w wojnie ze Związkiem Sowieckim wykazała wstępne zainteresowanie (z którego się wycofała) pomnikiem poety, deklarującego dobrowolnie, chociaż po polsku, że jego ojczyzną jest Litwa. Po wojnie – na szczęście zachowała się forma odlewnicza – udało się wykonać kopię pomnika i wieszcz Adam wrócił na swoje miejsce na Krakowskim. Raz tylko zakłócono mu spokój, gdy 30 stycznia 1968 r., po ostatnim przed zdjęciem ze sceny Teatru Narodowego spektaklem „Dziadów” – odbył się tam wiec protestacyjny, który dał początek tzw. wydarzeniom marcowym.

                                                    Pechowy książe Pepi

       Były to czasy Królestwa Polskiego gdzie na polskim tronie zasiadał (chociaż rzadko bywał w Warszawie) car Aleksander I. Podobno miał słabość do Polaków, ale już bez wątpienia do pięknych kobiet i może tym okolicznościom należy tłumaczyć jego zgodę, wyjednaną przez Annę Tyszkiewicz Potocką, na zbudowanie pomnika księcia Józefa Poniatowskiego i co więcej – na jego lokalizację przed Pałacem Prymasowskim. Decyzja cara o wspomnianej lokalizacji pomnika potwierdzała opinię o jego przewrotnej naturze i skłonności do wyrafinowanych żartów. Otóż w tym czasie rezydentem pałacu, przed którym miał stanąć pomnik księcia Pepi, był gen. Józef Zajączek, pełniący funkcję namiestnika. Dla Zajączka, który wobec Rosjan przyjął postawę renegata, wizja codziennego obcowania z Józefem Poniatowskim, choćby tylko odlanym z brązu, ale otoczonym już wtedy legendą, że umierając w czasie bitwy pod Lipskiem powiedział: „Bóg powierzył mi honor Polaków, Bogu go tylko oddam” – musiała być nie do zniesienia. Przypomnieć należy, że wcześniej obaj panowie znali się doskonale, a  od Powstania Kościuszkowskiego, po wojny napoleońskie, walczyli jako towarzysze broni przeciwko Rosji.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale