48 obserwujących
436 notek
503k odsłony
1301 odsłon

Anatomia wyborcza

Wykop Skomentuj25

        No, wydawałoby się, że można odetchnąć. To znaczy zwolennicy Andrzeja Dudy, póki co mogą sobie na to pozwolić, ale sponsorzy i wyborcy Rafała Trzaskowskiego już nie za bardzo, choć pewną satysfakcję również powinni odczuwać. Bo mimo że kandydat-dubler wyskoczył jak Filip z konopi za pięć dwunasta, to nie tylko odzyskał straty w elektoracie, który za sprawą fatalnego wizerunku Kidawy Błońskiej wyciekł jej przez palce, ale w drugiej turze zdołał dobrać sobie jeszcze rzesze sympatyków swoich konkurentów z bloku opozycji. Tak więc to, co początkowo odpłynęło od kandydatki Koalicji Obywatelskiej do popleczników Hołowni, wielkomiejskich chłopów i gejowskiej, kawiorowej lewicy, napędzając im chwilowo sondażowe poparcie, nagle zawróciło pod sztandar Trzaskowskiego wraz z rzeszą innych przeciwników PiS, upatrujących w prezydencie Warszawy większych szans podkopania politycznej pozycji rządzącego ugrupowania.

         Tu warto zauważyć, że to nie zalety ducha czy umysłu Rafała Trzaskowskiego, bo de facto jakichś ekstraordynaryjnych nie posiada, zdecydowały o jego niekwestionowanym sukcesie mimo ostatecznej przegranej. Również nie program, którego nie zaprezentował, bo w ogóle go nie miał, a już na pewno nie polityczne zaplecze, które często, w sytuacji niezbyt skomplikowanego umysłu kandydata, stanowi o jego –jeśli nawet nie za niego – przyszłym potencjale reformatorskim i w konsekwencji decyzyjnym. A nie, bo stały za nim miernoty typu Budki, Kierwińskiego, Tomczyka czy Nitrasa – ot, grupa bardziej lub mniej oświeconych łobuzów i niedzielnych politykierów sołeckiego szczebla, która zaraz po mszy spotkała się na politycznych pogwarkach przy kuflu z piwem. I jeśli nie trafiłem dokładnie, to w każdym razie są to ktosie o takiej właśnie proweniencji, charakteryzujący się typową dla wspomnianych grup mentalnością i publicznie prezentowanymi manierami.

         Co więc zdecydowało o powrocie elektoratu jeszcze przed drugą turą? Jedna jedyna rzecz, a jest nią anatomiczna normalność Rafała Trzaskowskiego. Co, że jest to niejasne? Już tłumaczę.

        Otóż o ile Małgorzata Kidawa-Błońska udowodniła wyjątkowo szybko - nawet bez konieczności dokonywania wciąż ryzykownej trepanacji czaszki wraz z włożeniem do środka palucha przez jakiegoś niewiernego Tomasza - że posiada tylko jedną półkulę mózgową i to kiepskiej próby, to co by powiedzieć złego o Trzaskowskim, on na pewno dysponuje kompletem, w tym obie połówki są w całkiem niezłym stanie. To znaczy nie żeby jakieś wyjątkowo sprawne, ale dostatecznie okraszone wiedzą i ilorazem inteligencji, co widać zwłaszcza na tle pozostałych przywódczych miernot z jego ugrupowania. Powiedzmy sobie uczciwie, że aby tak dobrze łgać, kręcić, udawać, manipulować, robić uniki i stwarzać pozory, a do tego nie przejawiać cienia zażenowania, trzeba być politycznym szulerem wyższego rzędu, a do tego niezbędny jest łeb jak sklep. Bez tych cech nie będzie odnosił sukcesów ani polityk-karierowicz, czyli tuskopodobny - człowiek bez jakiejkolwiek wizji i dorobku poza ciepłą wodą w kranie, ani sprzedawca używanych samochodów, bo obaj mają do zaoferowania lichy towar z ukrytymi wadami.

        Należy jednak pamiętać, że sama inteligencja nie musi być powodem dumy. Na przykład ksiądz Jerzy Popiełuszko, który był dobrym Polakiem a zarazem dogmatycznym katolikiem i bezkrytycznym urzędnikiem Kościoła, co nie za dobrze świadczy o jego inteligencji i wrażliwości, zapisał się na trwałe w księgach polskiej historii po stronie dobra. Natomiast jego morderca, Grzegorz Piotrowski, człowiek podobno wybitnie inteligentny, był łotrem spod ciemnej gwiazdy i figuruje w księdze wstydu naszych dziejów. Tak więc nie ulegajmy przedwcześnie urokom wysokiego IQ jakiegoś aparatczyka, dopóki ten nie sprawdzi się w praktyce, w konsekwencji czyniąc nam dobrze lub źle.

        Oczywiście byli i tacy, którzy twierdzili, że za sukcesem Trzaskowskiego, oprócz jego wiedzy i uroków osobistych, kryje się pewna tajna broń, a konkretnie małżonka. Ci w osobie na wskroś przeciętnej odnaleźli – choć nie wiem jak, za to wiem, dlaczego – pewien głęboko ukryty ślad nieprzeciętności, takie błyszczące ziarno w parcianym worku z otrębami, przekonując, że pani Małgorzata stała się czarnym koniem kampanii męża. I choć słowo ,,czarny” jest obecnie wygumkowywane ze słownika w ramach walki z rasizmem, to kolor konia nie dziwi, jako że szanowna małżonka pochodzi ze Śląska. Niestety, nawet ona mimo starań mocno ją przerastających nie stała się kamieniem węgielnym prezydentury pana Rafała, który ostatecznie uległ Andrzejowi Dudzie zaledwie o grubość wstyd powiedzieć jakiego włosa, a dokładniej kłaka, co jest miarą odległości równą pi razy drzwi jednej tysięcznej końskiego paznokcia. I mimo że nie znajdziecie jej w zbiorach w Sèvres, zwłaszcza w jej pełnej hardcorowej nazwie, to trafnie oddaje ona nastroje w obozie dotkniętych tyci, tyci porażką wrogów PiS. Bo żeby przegrać o długość konia, nawet czarnego, ale o jakiś kłak?

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka