0 obserwujących
21 notek
16k odsłon
  362   0

W odpowiedzi Kresowianom

Coraz bardziej zintegrowane środowisko Kresowian postanowiło zapytać kandydatów na parlamentarzystów o ich stosunek do najważniejszych problemów dotyczących Polaków za naszą wschodnią granicą. Moja odpowiedź zostala opublikowana 31 sierpnia na stronie ks. Tadeusza Isakowicza Zaleskiego, a teraz pragnę z nią zapoznac czytelników Salonu 24.

 

Dziekuję za możliwośc wypowiedzenia sie na tematy mi tak niezwykle bliskie. Ostatnio jestem częstym gościem na Kresach, gdzie naszej młodzieży pokazuję polskość. Współpraca z polonijnymi drużynami piłkarskimi ukazała mi ogrom zaniedbań i zaniechań ze strony polskiego państwa w stosunku do naszych rodaków za wschodnią granicą, Najwyższy czas to zmienić. Poniżej przedstawiam moje odpowiedzi na Państwa pytania.

 

1. Czy jeśli Pana partia uzyska większość parlamentarną to przyjmie uchwałę w sprawie ustanowienia 11 lipca dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian

Mirosław Gilarski: Oczywiście, będę o to zabiegał. Jest dla mnie niezrozumiały powód dla którego marszałek wycofał projekt uchwały. Nie rozumiem tych kompleksów, które z jednej strony zamykają politykom usta gdy trzeba powiedzieć o tym co nas Polaków boli, a z drugiej pchają ich do nadgorliwości w obarczaniu narodu i państwa polskiego zbrodniami, które nie wynikały z polityki prowadzonej przez nasze władze. To przypomina postawę ludzi zniewolonych. Ja czuję się człowiekiem wolnym i nie krepuje mnie kaganiec autocenzury.

W roku 2010 byłem autorem rezolucji przyjętej przez Radę Miasta Krakowa potępiającej gloryfikację UPA i banderyzmu przez Radnych Lwowa. Rezolucja była przyjęta w przededniu rocznicy wydarzeń, których apogeum był dzień 11 lipca. 

 

2. Czy Pana partia wystosuje po wyborach apel do Kanclerza KUL o pozbawienie W. Juszczenki – piewcy zbrodniarzy z OUN- UPA - tytułu doktora honoris causa KUL

M. Gilarski: Złu najlepiej przeciwstawiać się od razu i to w sposób zdecydowany. Wszelkie przejawy zwracania się w stronę ideologii totalitarnych, wszelkie próby budowania państwa w oparciu o agresywny nacjonalizm powinny spotykać się z reakcją natychmiastową i na tyle silną aby nie pozostawiała niedomówień. Tym bardziej niezrozumiały staje się flirt Senatu KUL, uczelni o niebywałych zasługach dla Polski, z politykiem, który jawnie poparł ideologię przemocy.

Przypomnę, że ś.p. Lech Kaczyński, dwa miesiące przed katastrofą smoleńską potępił działania Wiktora Juszczenki i oświadczył, że honorowanie Bandery i Szuchewycza godzi w proces dialogu i pojednania między Polską i Ukrainą.

Apel oczywiście poprę.

 

3. Czy Pana partia jeśli stworzy nowy rząd wystąpi do władz Republiki Litewskiej z żądaniem przywrócenia poprzedniej ustawy o szkolnictwie mniejszości narodowych, a w przypadku odmowy czy wypowie Traktat 1995 r. zawarty między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy i podejmie działania wspierające polskie szkolnictwo na Litwie tak by szkoły polskie były lepiej wyposażone w pomoce naukowe i bardziej atrakcyjne niż szkoły litewskie.

M. Gilarski: Na swoim blogu, czy w artykułach publikowanych przez różne portale obywatelskie mobilizowałem opinie publiczną w Polsce do obrony naszego szkolnictwa na Litwie. Jednak przyglądając się bliżej problemowi coraz częściej dochodzę do przekonania, że jego przyczyna nie leży w stosunkach dwustronnych z naszym północnym sąsiadem. Jestem przekonany, że złe relacje z Litwą są jedynie objawem, a choroba, która te objawy generuje nazywa się polską polityką zagraniczną Radka Sikorskiego.

            Litwini ograniczają prawa polskiej mniejszości bo się jej obawiają, traktują ją jako zagrożenie. Proszę zauważyć, że za rządów PiS i prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego te nastroje były odmienne. To co różni tamte okresy to pozycja jaką Polska przybrała w Europie. Jeszcze kilka lat temu przewodziliśmy krajom regionu, byliśmy naturalnym i autentycznym przedstawicielem państw środkowoeuropejskich. Tworzyliśmy grupę wzajemnie się szanujących podmiotów, które miały w Europie wspólne cele. Symbolem tamtej polityki zagranicznej jest wyprawa prezydentów i premierów na ratunek Gruzji. To był czas, gdy Litwa nie musiała się nas obawiać, wręcz mogła szukać u nas oparcia. Wtedy też Polonii na Litwie żylo się łatwiej.

            Obecnie, szczególnie od czasu wyboru Bronisława Komorowskiego na głowę Państwa i symbolicznego powrotu do Trójkąta Weimarskiego Polska polityka zagraniczna znów wróciła w koleiny przygotowane jej przez Geremka i Skubiszewskiego. Przestaliśmy być niezależnym graczem, równoprawnym partnerem w spółce zwanej Europą. W zamian poszliśmy na "dobrze płatny etat", dostaliśmy „zaszczytny” tytuł lidera Europy Środkowej. Odtąd tylko Niemcy i Francja mogą ustalać kierunek rozwoju regionu, a my mamy realizować postawione przed nami zadania. Szukając analogii można powiedzieć, że funkcja Polski odpowiada teraz stanowisku zatrudnionego menadżera, wprawdzie sowicie wynagradzanego za swoją pracę przez właścicieli, ale realizującego tylko cele przez nich narzucone.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale