Jeszcze mamy trochę czasu do ogłoszenia wstępnych wyników II tury powszechnych wyborów na prezydenta RP. Pomimo wagi tego wydarzenia i pomimo emocji i nadziei jakie kampania wyborcza rozbudziła w społeczeństwie , dzisiaj nagle opuściło mnie napięcie, co przełożyło się na oddanie się spokojnym rozmyślaniom co mnie i nas wszystkich czeka z całą lub prawie całą pewnością.
Niezależnie od tego, który z kandydatów wygra, każde z dwóch możliwych zwycięstw niesie za sobą plusy i minusy, o których chcę właśnie napisać nie znając rezultatu, czyli kogo większość z nas wybrała. Mamy zatem dwie możliwości. Albo wygrywa Jarosław Kaczyński, albo wygrywa Bronisław Komorowski. Co z tego wyniknie.
1. Prezydentem zostaje Jarosław Kaczyński
Plusy:
Większość społeczeństwa zaufało kandydatowi, dla którego "Polska jest najważniejsza" i utożsamiło się z kryteriami wartości o jakich z przekonaniem mówił i swoją postawą potwierdzał Jarosław Kaczyński. Jest to ze wszech miar pozytywne zjawisko gdy widzimy jak naród odzyskuje swoją tożsamość i podmiotowość. Rozumie, że aby liczyć się w Europie i na świecie, aby być cenionym i szanowanym, przede wszystkim należy siebie i swój kraj cenić i szanować. Będąc Polakami dumnymi ze swojego kraju i zabiegającymi o jego interes, nie jesteśmy bynajmniej gorszymi Europejczykami, co niektórzy próbują nam wmówić. W Niemczech, we Francji czy w innych krajach nikt się nie zastanawia nad tym czy i w jakim stopniu jest Europejczykiem, gdyż każdy ma świadomość, że nim po prostu jest będąc Niemcem czy Francuzem i dbając w pierwszej kolejności o dobro własnego kraju. Gdyż im większy zaprowadzimy porządek i dobrobyt we własnym kraju tym pomyślniej będzie rozwijała się i kwitła nasza wspólna Europa.
Minusy:
Negatywne skutki zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego to przede wszystkim stworzenie rządzącej ekipie pretekstu dla tłumaczenia społeczeństwu dlaczego nic nie robi i nie wywiązuje się ze podjętych zobowiązań, nie realizuje tych wspaniałych reform, które trzyma w szufladach, aby Polska zmieniła się w dynamicznie rozwijający się kraj, co pozytywnie odbije się na kondycji wszystkich jej obywateli. Prezydent Jarosław Kaczyński będzie po prostu służył za pretekst dla wytłumaczenia niezgulstwa rządu, z czym zresztą już mieliśmy do czynienia, gdy prezydentem był Lech Kaczyński. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dotychczasowa agresywna retoryka będzie trwała nadal, wzmacniana i multiplikowana przez przyjazne rządowi "wiodące media". Dzięki czemu niezgulstwo polityków rządzącej PO nie zostanie do końca i ostatecznie obnażone, co może nastąpic w przypadku, gdy pretekstu, że prezydent przeszkadza już nie będzie.
2. Prezydentem zostaje Bronisław Komorowski
Plusy:
W tym wypadku urzędujący prezydent i rząd będą ze sobą, przynajmniej teoretycznie, współdziałali. Cała władza skupiona w rękach jednej partii stworzy możliwość Platformie Obywatelskiej pokazania całemu społeczeństwu na co ją stać. Rząd nie będzie już dłużej mógł tłumaczyć swojego niezgulstwa obecnością nieprzychylnego mu prezydenta, który wetuje niektóre podobno korzystne i bardzo istotne dla pomyślnego rozwoju kraju ustawy (np. nowelizację ustawy o IPN ;-). Gdy więc prezydentem zostanie Bronisław Komorowski ze szczerym podziwem, a może nawet rechotem, będziemy mogli obserwować jak rząd wziął się wreszcie do pracy i z niecierpliwością oczekiwać pierwszych pozytywnych rezultatów jego wzmożonej aktywności, co oczywiście przełożyć się ma na wzrost dobrobytu odczuwanego przez każdą polska rodzinę. Już wkrótce ;-)
Minusy:
W przypadku wygranej kandydata PO Komorowskiego minusy powstałej sytuacji politycznej są dość oczywiste. W ten sposób jedna partia będzie miała monopol na władzę, co nie wszystkim z nas kojarzy się najlepiej, a sądząc po ostatnich poczynaniach szczególnie tego rządu i p/o prezydenta może budzić zasadne obawy. Tym bardziej jeżeli nie mamy najlepszej opinii o ekipie rządzącej, o jej sprawności w podejmowaniu i realizowaniu działań istotnych dla interesu Polski i jej mieszkańców. Przykładów nie będę tu podawał, gdyż jestem pewien, że każdy rozumny obywatel ma w zanadrzu ich cały pęczek ;-). W sytuacji gdy nie będzie istniał w naszym kraju żaden istotny i konstytucyjnie umocowany urząd, który z racji swoich prerogatyw jest w stanie, chociaż w minimalnym stopniu, kontrolować poczynania rządu, oczywiście cała ta przygoda z demokracją może się skończyć dla nas wszystkich bardzo źle. Nie chcę przez to sugerować, że dojdzie do jakieś ogólnonarodowej katastrofy, ale istnieje wystarczająca ilość przesłanek, aby mieć zasadne obawy.
I to byłoby na tyle. Na zegarze mamy już godzinę 19:57, czas więc opublikować tę notkę. Reszta jest w rękach Boga oraz Administracji ;-)
A jak naprawdę będzie, to się okaże z czasem, bądźmy uważni i cierpliwi - czas nas uczy pokory
Dziękuję wszystkim za uwagę


Komentarze
Pokaż komentarze (44)