Pisczyca to nowa epidemia choroby zakaźnej z gatunku psychicznych, szerząca się prawie od dwóch miesięcy w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że rozprzestrzenia się ona przy pomocy mediów, ale również internetu. Pomimo tego epidemia pisczycy występuje wyłącznie w naszym kraju. Wprawdzie odnotowano już pojedyncze przypadki zachorowań zagranicą, jednak nie należy ich traktować poważnie, gdyż lokalna społeczność jest na nią uodporniona.
Choroba w zasadzie nie jest groźna, gdyż głównie polega na nieustanym i monotonnym pisczeniu często przerywanym w kółko powtarzanym słowem "pis" oraz tworzonymi na tym źródłosłowie wyrazami z rodziny przymiotników czy zaimków, rzadziej czasowników czy rzeczowników odprzymiotnikowych. Jak się wydaje samo słowo "pis" nie pochodzi od angielskiego peace, a jest skrótem nazwy jednej z partii politycznych w Polsce, aktualnie znajdującej się w opozycji czyli Prawa i Sprawiedliwości - w skrócie PiS [czytaj: pis]. W tym miejscu warto przypomnieć, że w Polsce już trzeci rok rządzi partia zwana Platformą Obywatelską, której kandydat ostatnio został nawet wybrany na prezydenta.
W chwili obecnej nie ma podstaw do obaw, że choroba może doprowadzić do śmiertelnego zejścia. Tym niemniej - jak stwierdził niepytany psycholog krajowy dr Henryk Pisczak (zbieżność nazwiska przypadkowa) - chorych należy bacznie obserwować, gdyż niektóre symptomy epidemii wskazują na analogię ze zbiorową histerią czasami groźną, a pojedyncze przypadki nawet z schizofrenią, ciężką chorobą psychiczną, która nieleczona w skrajnych przypadkach może doprowadzić chorego do utraty życia poprzez targnięcie się nań.
Obywatele bądźmy więc czujni i obserwujmy nie popadając w panikę.
Na zakończenie wszystkim peace - tym razem świadomie po angielsku ;-)


Komentarze
Pokaż komentarze (8)