W swoim dzisiejszym, jakże ważnym tekście: "Stadna nagonka. Kto jeszcze rzuci kamieniem na Jarosława?" Janina Jankowska nazwała i scharakteryzowała zjawisko, które osiągnęło już tak powszechny wymiar, że po prostu trudno go nie dostrzec, a tym bardziej bagatelizować. Nagonka różnych tzw. "środowisk opiniotwórczych", że już nie wspomnę o politykach partii rządzącej na Jarosława Kaczyńskiego i opozycję parlamentarną, którą w obecnej sytuacji reprezentuje głównie partia Prawo i Sprawiedliwość u każdego myślącego człowieka musi budzić niepokój.
Wobec tej propagandowej i hałaśliwej kanonady, w zadziwiający sposób monotematycznej i skupiającej się na jednej jedynej partii będącej aktualnie w opozycji zaczynają przychodzić na myśl nam wszystkim historyczne analogie z przeszłości. I tak na przykład w komentarzu u pani Janiny bloger lem wspomniał nie bez racji o reminiscencjach z historii Niemiec lat 30-tych, chociaż jakby nie było w Polsce do "podpalenia Reichstagu" jeszcze nie doszło, co oczywiście nie znaczy, że dojść nie może.
Mnie z kolei zaangażowanie w tę nagonkę licznych przedstawicieli naszych elit i tzw. "środowisk opiniotwórczych", skrzętnie nagłaśniane przez "wiodące media", kojarzy się z ponurym okresem stalinowskim. Tutaj przychodzi mi na myśl na przykład słynna, choć wstydliwie niepamiętana Rezolucja Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego, "podpisana przez 53 sygnatariuszy - członków Związku Literatów Polskich, wyrażająca poparcie dla stalinowskich władz PRL po aresztowaniu pod sfabrykowanymi zarzutami duchownych katolickich, skazanych w sfingowanym procesie pokazowym zwanym procesem księży kurii krakowskiej". Dwa lata temu przypomniał o niej jeden z moich dawnych dziennikarskich ulubieńców Michał Mońko "Zapomniany proces księży" (nowy działający link)
To prawda, można mieć takie właśnie skojarzenia, a na dowód przywołam tutaj chociażby słynną akademię Honorowego Komitetu Poparcia kandydata Bronisława Komorowskiego jaka miała miejsce w warszawskich Łazienkach.
Ta coraz bardziej powszechna "stadna nagonka", o której pisze Janina Jankowska, jako żywo przypomina zbiorowe postawy różnych grup i środowisk społecznych z czasów utrwalania systemów totalitarnych, czy to faszyzmu, czy to komunizmu. To samo zaślepienie i grupowa jednomyślność, taka sama nadgorliwość, występowanie przed szereg, licytacja podłości, manipulacji, powszechnie obowiązująca i w dużej mierze dobrowolna autocenzura wynikająca z oportunizmu, strachu i czystej kalkulacji itd. itp.
Na koniec z goryczą muszę przyznać, że srogo się myliłem dopatrując się pozytywów w wygranych przez kandydata PO wyborach prezydenckich, notka: Jest dobrze czyli źle - albo na odwrót . Naiwny, miałem nadzieję, że w takiej oto sytuacji media, a więc dziennikarze i wszyscy szacowni analitycy naszej rzeczywistości z braku tematów zastępczych, zajmą się w końcu istotnymi bieżącymi dla naszego kraju sprawami czyli głównie kryzysem gospodarczym i funkcjonowaniem obecnego rządu. Niestety tematów zastępczych przybywa, a w ich produkcji biorą udział wszyscy, począwszy od polityków związanych z obozem rządzących, a kończąc na blogerach Salonu 24. Tymczasem nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że jest o czym pisać i dyskutować.
Dziękuję za uwagę


Komentarze
Pokaż komentarze (31)