Spośród wielu deficytów, które dręczą ludzkość, w tym także ludność zamieszkałą w pięknym kraju nad Wisłą, dokuczliwy deficyt prawdy daje o sobie znać coraz bardziej, o czym świadczy chociażby niewiarygodna wręcz ilość indywidualnych i grupowych inicjatyw stawiających sobie za cel dotarcie i ujawnienie prawdy o wydarzeniach i ludziach powszechnie znanych, ale także o ludziach i wydarzeniach celowo lub przez nieuwagę zapomnianych.
Jak czytam, właśnie świat wstrzymał oddech i wszyscy z napięciem oczekują na publikację w internecie olbrzymiej ilości tajnych dokumentów Pentagonu czy dyplomacji amerykańskiej, które w jakiś sposób wyciekły i znalazły się w niepowołanych rękach. Komentatorzy, również w s24, spekulują na temat wagi tych dokumentów oraz znaczenia jakiego one nabiorą już przez sam fakt podania ich do publicznej wiadomości. Niektórzy nawet wieszczą, że to może być bomba, która zniszczy Stany Zjednoczone. a wraz z nimi stary świat.
Nie wiem co o tym sądzić i specjalnie się tym nie pasjonuję, gdyż prędzej czy później te sensacyjne wieści i tak do mnie dotrą. Wtedy jednak nadal nie będę wiedział ile prawdy będzie w tym o czym się dowie świat. Na ile to będzie cała prawda, a na ile tylko prawda częściowa, czyli półprawda. Jednym słowem ile w tej prawdzie obnażonej będzie prawdy, a ile manipulacji kreującej kolejną nieprawdę. Trudno przesądzić i nawet trudno zgadnąć, gdyż nieprawda stała się naszym chlebem codziennym. Nieprawda, czyli kłamstwo, ale także półprawda, która nie jest prawdą. Podobnie jak ukrywanie prawdy, milczenie, czyli zaniechanie mówienia prawdy, świadczenia o istnieniu prawdy. Również jest nieprawdą, czyli kłamstwem, gdyż ukrywa stan faktyczny, czyli prawdę. W takim oto środowisku pozbawionym prawdy rodzi się kłamstwo, tak jak w środowisku pozbawionym tlenu rodzą się beztlenowce, które potrafią zabić. Również kłamstwo zwłaszcza to nachalnie propagowane może zabić i jak się okazuje zabija, ... bo kłamstwo zabija
I tutaj powoli dochodzimy do meritum tematu. Wszyscy chyba mamy świadomość, że w ostatnim półwieczu dokonała się prawdziwa rewolucja w zakresie przekazu, a tym samym dostępu do informacji. Obok tradycyjnej prasy codziennej i radia, mieliśmy do czynienia z niezwykle dynamicznym rozwojem telewizji, a w ostatnim dwudziestoleciu internetu. Zwłaszcza te dwa ostatnie media opierają swój przekaz informacyjny na prezentowaniu obrazów ruchomych bądź statycznych, które swą jednoznacznością potrafią poruszyć miliony odbiorców i teoretycznie nie wymagają dodatkowego komentarza. Jednak komentarz zazwyczaj tym obrazom towarzyszy i mówi odbiorcy nie tylko o tym, co na obrazie widzi, ale również co o prezentowanym wydarzeniu ma sądzić.
Jeśli teraz jeszcze sobie uświadomimy, że pomimo nieograniczonych możliwości nie wszystkie obrazy ilustrujące różne wydarzenia są odbiorcy prezentowane, to musimy zdać sobie sprawę z istnienia konieczności wyboru zarówno wydarzeń jak i ilustrujących je obrazów. Jeżeli z kolei mamy świadomość, że docierające do nas informacje ilustrowane obrazami są efektem świadomego wyboru, to w naszych głowach winno pojawić się pytanie:
kto tego wyboru dokonuje i według jakich kryteriów?
Wobec ogromu informacji ich klasyfikacja i wybór jest oczywistą koniecznością, to nie podlega żadnej dyskusji. Jednak zadanie to już samo w sobie zawiera pierwiastek ludzkiego błędu, ale także niesie pokusę takiego doboru informacji, który nie tyle ma zapewnić odbiorcom dostateczną i prawidłową wiedzę o istotnych wydarzeniach w kraju i na świecie, co służyć ma realizacji określonej polityki informacyjnej nadawcy, który posiada bądź kontroluje stacje radiowe czy telewizyjne, ale także słowo drukowane w postaci dzienników, tygodników czy informacyjnych serwisów dostępnych w internecie.
W Polsce nadal wielu pamięta czasy PRLu, kiedy to przekaz informacyjny był ściśle kontrolowany, gdyż miał służyć i służył władzy poprzez wpływanie na zbiorową świadomość społeczeństwa, celowe utrzymywanego w niewiedzy i nieświadomości. Od tej pory wiele wody w Wiśle upłynęło i przynajmniej teoretycznie wiele się zmieniło. Jednak chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że coś w tej materii jest nadal nie tak, że nadal dostęp do prawdy jest ograniczony i reglamentowany. Tym samym obraz wyłaniający się z informacji starannie dobranych jest niepełny, to znaczy fałszywy i zamiast zbliżać nas do prawdy, coraz bardziej od prawdy oddala, zniekształcając ją, zamazuje i ukrywa. Co gorsza jest to zjawisko, które się rozpowszechnia na szeroką skalę, do tego stopnia, że nawet trafia na fora dyskusyjne, takie jak Salon24 na przykład, gdzie arblitralnie admisnistacja wycina, blokuje lub ukrywa notki czy komentarze blogerów.
Tymczasem proces manipulacji i ogłupiania trwa dalej ...

rys. Andrzej Krauze
Przy okazji zwócę uwagę na taki oto nasz salonowy przykład:
W ostatnich dniach wszystkich zbulwersowała wiadomość o decyzji prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, który zaprosił na obrady Rady Bezpieczeństwa Narodowego gen. Wojciecha Jaruzelskiego, na którym nadal ciążą oskarżenia za zbrodnie stanu wojennego, gdyż trwający od lat (z przerwami) proces z różnych powodów nie może dobiec końca. W związku z tym wydarzeniem w mediach, ale również na forach dyskusyjnych pojawiło się szereg notek temat ten traktujących. Również w s24, ilość notek odnosząca się to tego wydarzenia była znacząca, co uznałem za całkiem oczywiste.
Natomiast zdziwiło mnie pojawienie się na topie SG notki znanego mi blogera lestata, przedstawiającej sentymentalny wybór kawałków muzycznych, zwanych zwłaszcza wcześniej pod nazwą "pościelówek". Przyznam, że mnie to trochę zirytowało, tym bardziej w wykonaniu lestata, gdyż wiadomo mi, że akurat z gen. Jaruzelski ma on na pieńku. Napisałem więc pod tymi pościelówami taki gorzko ironizujący komentarz.
"Mi po prostu przykro ze względu na Ciebie, bo myślałem: Jaruzel w roli doradcy Rady Bezpieczeństwa Narodowego i to teraz, w tej niby wolnej i niepodległej Polsce - że przynajmniej to Ciebie ruszy. A tu nic tylko pościelówa ;-)
Trudno się mówi,
zmykam"
Na co otrzymałem ze strony lestata niezastępujące wyjaśnienie, które mnie zawstydziło i zarazem mocno zbulwersowało:
"widzisz Grzegorz bardzo się mylisz, wręcz fundamentalnie .
Swoją notkę powiesiłem na ten temat. S24 ją zapakował do piwnicy, więc skasowałem, jej miejsce nie było między wekami i kartoflami.
W ostatnim akapicie były słowa poety do obecnego Prezydenta:
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie"
W związku z powyższym przystępuję do czynności publicznego postawienia pytania zarządzającym Salonem24.
Szanowna Administracjo stawiam więc następujące pytanie, gdyż nadszedł najwyższy czas, aby to pytanie "po męsku" postawić i oczekiwać nań "męskiej" odpowiedzi:
Czy prowadzona przez Was polityka publikacji notek blogerów wynika z Waszego spontanicznego przekonania służenia dobrej sprawie ku chwale Ojczyzny, czy jest przejawiam narzuconej sobie w sposób celowy dobrowolnej cenzury, czy wręcz - w co nie śmiem uwierzyć - jest rezultatem dyrektywom płynącym "z góry".
z wyrazami ....


Komentarze
Pokaż komentarze (9)