Od początku konfliktu za naszą wschodnią granicą, Polska stała się jednym z głównych sojuszników Ukrainy. Pomoc humanitarna, wojskowa i polityczna płynęła szerokim strumieniem. Jednak za kulisami tej przyjaźni rozgrywają się sceny, które rzucają cień na wzajemne relacje. Coraz częściej słychać o „twardych kompromatach”, jakie Ukraina rzekomo posiada na polskie władze. Co zawierają te materiały? Tego dokładnie nie wiemy. Możemy się jedynie domyślać, że ich treść jest na tyle kompromitująca, iż skłania polski rząd do podejmowania decyzji, które z punktu widzenia interesu narodowego wydają się co najmniej dyskusyjne.
Kompromat! Ukraina dyktuje Polsce?
Czy to możliwe, że w imię „dobrej współpracy” z Ukrainą, Polska rezygnuje z własnej suwerenności? Czy strach przed ujawnieniem niewygodnych faktów paraliżuje decydentów? A może to jedynie plotki, mające na celu skłócenie dwóch zaprzyjaźnionych narodów? Niezależnie od odpowiedzi, jedno jest pewne: sytuacja wymaga wyjaśnienia. Polskie społeczeństwo ma prawo wiedzieć, czy jego rząd działa w oparciu o interes narodowy, czy też pod dyktando zewnętrznych sił.
Oczywiście, pomoc Ukrainie jest ważna i potrzebna. Nie możemy jednak zapominać o własnych interesach. Bezwarunkowe poparcie, bez względu na konsekwencje, może okazać się dla Polski zgubne. Potrzebujemy partnerskich relacji, opartych na wzajemnym szacunku i transparentności, a nie na szantażu i ukrywaniu niewygodnych faktów.
„Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. Kto kompromaty zbiera, ten sam może nimi zostać potraktowany?
Oprac. typografi redaktora Gniadka



Komentarze
Pokaż komentarze