„Biada tym, którzy prawo czynią narzędziem ucisku, a sprawiedliwość zamieniają w piołun, aby odebrać prawo ubogim i ograbić maluczkich z ich słuszności”.
Cyfrowa gilotyna i złote klatki
Wydarzenia z początku lutego 2026 roku, związane z fiaskiem startu projektu „Telewizja Zero” Krzysztofa Stanowskiego oraz portalem zero.pl, to coś więcej niż tylko biznesowe niepowodzenie jednego influencera. To – używając języka analitycznego – aktualizacja naszych przewidywań co do stabilności systemu medialnego w Polsce. Jeśli na chłodno ocenimy prawdopodobieństwo, że zerwanie kluczowych umów reklamowych przez TVN Media w ostatniej chwili było czystym przypadkiem, wynik oscyluje niebezpiecznie blisko zera. Mamy do czynienia z „case study” nowoczesnego zamordyzmu, który nie potrzebuje dekretów, aby uciszać. Wystarczy mu kontrola nad przepływem tlenu, jakim dla mediów są pieniądze z reklam.
Niewidzialna ręka rynku czy zaciśnięta pięść? Przypadek „Telewizji Zero” i zmierzch medialnego pluralizmu
|
Co zyskujesz po zapoznaniu się z tą treścią? Czytelnik otrzymuje wszechstronne spojrzenie na kulisy polskiego rynku medialnego, wykraczające poza proste doniesienia o „awarii portalu”. Zrozumiesz, jak powiązania polityki z biznesem reklamowym wpływają na to, co możesz oglądać w telewizji, oraz poznasz mechanizmy ekonomicznej cenzury, która kształtuje współczesną debatę publiczną. [ Polecam się i proszę o wpłaty wedle uznania na Suppi , dziękuję za Twoją wdzięczność. ] |
Mechanizm wykluczenia: Od socjologii po moralność
Z perspektywy socjologii mediów, rynek w Polsce stał się klasycznym oligopolem. Trójkąt bermudzki: Polsat, TVN i TVP, wchłania niemal każdą próbę stworzenia niezależnej alternatywy. Kiedy Rafał Ziemkiewicz wskazuje na przypadek Telewizji Republika czy historycznego „Czasu Krakowskiego”, dotyka głębokiego problemu psychologii społecznej – mechanizmu „spirali milczenia”. Wielkie marki, jak Lidl czy korporacje międzynarodowe, nie unikają współpracy z mediami „niepokornymi” dlatego, że nie mają one odbiorców. Wręcz przeciwnie – Republika notuje rekordy oglądalności. Firmy uciekają, ponieważ boją się stygmatyzacji ze strony politycznego establishmentu i powiązanych z nim dominujących mediów. To nowoczesna forma ostracyzmu.
W ujęciu aksjologicznym, a nawet biblijnym, mamy tu do czynienia z „fałszywą wagą”. Sprawiedliwość wymaga równych szans dla każdego, kto staje do rywalizacji. Tymczasem system, który sam siebie nazywa „demokracją liberalną”, stosuje metody, które z liberalizmem (rozumianym jako wolność wyboru i konkurencji) nie mają nic wspólnego. To raczej model korporacjonizmu, gdzie wielki kapitał i władza polityczna zrastają się w jeden organizm, eliminujący „ciała obce”.
|
Czyń dobro: Wspieraj "Słuchy Górowa", lokalne medium, które potrzebuje wsparcia finansowego aby kontynuować działalność. https://zrzutka.pl/hcp8mz |
Perspektywa socjaldemokratyczna i odpowiedzialność
Z punktu widzenia wartości socjaldemokratycznych, monopol – czy to państwowy, czy prywatny – jest zawsze uderzeniem w obywatela. Brak pluralizmu mediów oznacza brak kontroli nad władzą. Jeśli największe media stają się tubą jednej koalicji (co widzimy na przykładzie relacji TVN z rządem czy zmian w Polsacie po odejściu Solorza), obywatel traci prawo do pełnej informacji.
Wypuszczenie przez polityków takich postaci jak Włodzimierz Czarzasty do prowokowania konfliktów (np. z ambasadą USA), przy jednoczesnym „zagładzaniu” mediów opozycyjnych i niezależnych, to gra o wysoką stawkę. To próba przebudowania świadomości społecznej poprzez całkowite odcięcie alternatywnych narracji.
|
Źródło: Załatwiony Stanowski, zagładzana Republika – czyli Polska ratlerkiem UE | Rafał Ziemkiewicz
|
Decyzja o „załatwieniu” Stanowskiego czy blokowaniu reklam w Republice to wybór polityczny, za który odpowiedzialność ponoszą nie tylko politycy, ale i zarządy domów mediowych. Musimy zapytać: komu służą media? Czy ich lojalność należy do widza, czy do reklamodawcy sterowanego politycznym strachem?
Jeśli nie powstrzymamy procesu monopolizacji i nie wymusimy przejrzystych zasad dostępu do rynku reklamowego, Polska rzeczywiście stanie się „ratlerkiem”, który szczeka tylko wtedy i tak głośno, jak pozwoli mu na to właściciel smyczy. Wolność słowa bez wolności gospodarczej w mediach jest jedynie pustym sloganem.
| Media | Stanowski | Wolność Słowa | Oligopol | Socjologia | Rynek Reklamy | Demokracja |
Oprac. 9/2/2026,
redaktor Gniadek
Przeczytaj również: |
Fot. ilust. pomponik.pl - Jan Lorenc odchodzi z kanału Stanowskiego. Ma swoje powody - Pomponik w ...
Nota: Materiał opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w celach rozrywkowych w oparciu o dostarczone dane, choć może zawierać niezamierzone błędy np. językowe, graficzne.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)