0 obserwujących
80 notek
43k odsłony
421 odsłon

Egzorcyzmy na hipokryzję i apostazję

Wykop Skomentuj

 

W poprzednim odcinku opisałem jak to najprzyzwoitszy ze skierniewickich radnych, próbował schować głowę w piasek by uniknąć spotkania z bliźnim (czyli ze mną) przeciwko któremu do spółki z pozostałymi radnymi publicznie dał fałszywe świadectwo.

http://godnoscojca.salon24.pl/670674,a-jesli-nawet-kosciola-nie-uslucha-niech-ci-bedzie-jak-poganin-i-celnik

Wybrałem akurat radnego T ponieważ co do jego sumienia i formacji duchowej miałem jeszcze jakieś nadzieje. Być może dla pogan i pozostałych ateistów, dawanie „fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu” to „bułka z masłem”, czy tam inna „kaszka z mleczkiem” lub „pikuś” - rozumowałem - ale dla praktykującego katolika, do tego nauczyciela religii traktującego serio wartości chrześcijańskie to straszna trauma. Zwłaszcza kiedy otwiera ona bramę prawdziwego piekła już tu na ziemi. No bo jak można uczestniczyć w coniedzielnej Eucharystii z takim ciężarem na duszy? Jak nie przystąpić do komunii świętej kiedy żona czuwa i dzieci patrzą? Kiedy obserwuje cię rosnące grono wiernych wtajemniczonych w sprawę? Co powiedzieć uczniom na lekcji religii, gdy z szyderstwem zapytają: „po co te wszystkie przykazania”?

  • Nie ma co, trzeba jednak pomóc bratu w wierze wybrnąć z niepotrzebnej opresji – pomyślałem – raz jeszcze spróbować uwolnić go od skutków strasznego błędu.

I pomimo, że po kilkutygodniowych, bezskutecznych próbach nawiązania kontaktu już na nim prawie położyłem krzyżyk, raz jeszcze zebrałem się w sobie i zdecydowałem że pora poprosić o pomoc proboszcza.

Ksiądz proboszcz wysłuchał mojej historii z mieszanymi uczuciami. Przez dłuższą chwilę nie mógł się chyba zdecydować czy ocenić mnie jak złośliwego denuncjatora i manipulanta, jakich wielu na tym padole, czy też uznać za opatrznościowego posłańca dobrej sprawy? Dopiero kiedy wyjaśniłem, że nie chodzi mi o wywieranie na wielce czcigodnego radnego T jakichkolwiek nacisków w celu wymuszenia korzystnych dla mnie działań, ani uchowaj panie Boże o upokarzanie człowieka, a jedynie o możliwość spotkania z błądzącym bratem w celu ratowania jego duszy i dobrego imienia poprzez uświadomienie mu wszystkich okoliczności i konsekwencji z których najpewniej nie zdawał sobie sprawy poświadczając sfabrykowaną w szatański sposób nieprawdę. Bo jakże by inaczej? Przecież nie jest możliwe żeby Polak i katolik dumnie niosący przez życie transparent z napisem „Bóg, Honor, Ojczyzna” popełnił taki występek z premedytacją! W jakim niby celu miałby to robić?

Pasterz naszej małej owczarni odetchnął z ulgą i zapewnił, że tej mediacji może się podjąć.

Obiecał, że jak najprędzej porozmawia z radnym T, ustali czas oraz miejsce naszego spotkania i niezwłocznie da mi znać.

Chwilę potem wybraliśmy się całą rodziną na uroczyste otwarcie najnowocześniejszego w mieście placu zabaw dla dzieci, po wielkich podchodach zrealizowanego na terenie skierniewickiego parku. Kiedy tam dotarliśmy zaskoczył nas tłum dziatwy. Do tego zorganizowany w karne, około dwudziestoosobowe roty równolatków przypominające szkolne klasy. Byłem pełen uznania, że w czasie wakacji udało się prezydentowi Jażdżykowi zmobilizować tyle małolatów? W roku szkolnym to oczywiście pestka, wystarczy jeden telefon do dyrektora szkoły, mówisz i masz, ale w wakacje to prawdziwa sztuka. Na tle tej roześmianej i rozszczebiotanej chmary grupka lokalnych VIP-ów nie miała powodu aby czuć się samotnie czy też nago. Wśród zgromadzonych znakomitości dostrzegłem wszystkich trzech (a jak twierdzą złośliwcy czterech) prezydentów, miejskich radnych w tym radnego T, magistrackich urzędników wyższego szczebla z panią dyrektorką MOPR Janiną Wawrzyniak w centrum, ze trzech posłów i senatorów, a nawet mojego księdza proboszcza. Pośród tego tłumu uwijali się oczywiście lokalni pismacy i fotoreporterzy z panią Anną Wójcik Brzezińską na czele. O zasługach pani Ani w mojej sprawie wspominałem już parę razy we wcześniejszych notkach: http://godnoscojca.salon24.pl/667841,opiekunka-srodowiska-zaatakowana-przez-podopiecznego

Oficjalna ceremonia na szczęście nie trwała długo, więc już wkrótce po poszatkowaniu wstęgi na kawałki, lokalne VIP-y zezwoliły by cała małoletnia publika rzuciła się do testowania wymyślnych urządzeń, jeszcze pachnących świeżą farbą. Nikomu nie przeszkadzało, że większość VIP-ów tymczasem się ulotniła.

Na placu pozostał jedynie przewodniczący rady miejskiej Andrzej Melon z uparcie orbitującą wokół niego szefową MOPR. Zapewne madame Wawrzyniak nie daje Melonowi spokoju ponieważ już wie, że wezwałem go na świadka?- Spekulowałem w myślach kiedy nagle, tuż przed nosem wyrósł mi radny T, właśnie w momencie kiedy moje dziewczyny wmieszały się w tłumek szkrabów szturmujących mini park linowy.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale