Deloitte przeprowadził badania jak wyglądają wydatki na prace badawczo-rozwojowe w firmach z Europy Środkowej oraz jakie są bodźce zachęcające przedsiębiorstwa do inwestowania w badania i rozwój firmy. Konsultanci przeprowadzili ankiety i wywiady w 330 firmach z regionu. Wśród nich znalazły się zarówno duże (ok. 60% ankietowanych) jak i te małe i średnie. Około 70 badanych firm pochodziło z Polski. Wnioski z tych badań są zatrważające – „zielona wyspa” tonie i nie oszukujmy się, nikt nie zamierza jej rzucić koła ratunkowego.
Zacznijmy od tych bardziej pozytywnych informacji. Polskie firmy dostrzegają powoli, że innowacje to niekoniecznie przełomowe odkrycia. Lepiej późno niż wcale. Ale sama świadomość prezesów i zarządów to trochę mało. Przydałoby się jeszcze legislacyjne wsparcie ze strony (nie)rządzących. Ponadto większość przedsiębiorców chce zwiększyć wydatki na innowacje. Wszystko przedstawiałoby się ładnie i obiecująco… ale w tym momencie przechodzimy do motywów działań naszych polskich firm.
Otóż niemal połowa polskich przedsiębiorców planuje to zrobić za 2 lata, a około 60% za 3 lata. Jaki jest powód? To bardziej przewidywalne niż się wydaje: unijne pieniądze. Najbliższe 2 lata dla polskich przedsiębiorców to pewnego rodzaju dziura w budżecie unijnym. Później pojawi się nowa pula unijnych funduszy, z której można skorzystać. Brzmi to jak żart z marnego kabaretu. Polska firma nie jest w stanie bez unijnej kasy znaleźć pieniędzy na innowacje. Problem jest jednak i taki, że te innowacje są mało innowacyjne, a Unia i tak fundusze przelewa. Jak się okazuje, największą zachętą dla polskiego przedsiębiorcy jest kasa, którą może wyciągnąć od Unii i Państwa. Dla porównania, w momencie gdy Polak czeka na dotacje, nasi sąsiedzi z Czech, Węgier już inwestują. Nie czekają. Uniomasochizm działa.
Nie będę zaznaczał, że wypada to co najmniej blado w porównaniu do innych państw w regionie… Polacy odstają od średniej w regionie – oczywiście w dół, a nie w górę. Polska zaniża wskaźniki, ile przedsiębiorcy wydają na badania i rozwój swoich firm. Nie będę przytaczał dokładnych danych, można je oczywiście znaleźć w sieci bez problemu. Wnioski jednak są dość okrutne, gdyż okazało się, że dla Polaków najważniejsza jest jak największa dostępność ulg podatkowych, dotacji i innego rodzaju wsparcia.
Zastanawiam się czy za taki stan mogę obwiniać wyłącznie przedsiębiorców. W końcu taki efekt nie jest zasługą naszej mentalności czy skąpstwa, wszystko ma swoje przyczyny, a jak wiemy w Polsce przedsiębiorstwa nie mają łatwo. Oczywiście na tle innych państw wypadamy blado, ale zastanówmy się czy aby na pewno tylko przedsiębiorcy powinni się wstydzić takich statystyk?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)