Nie tylko Polska stoi przed wyzwaniami związanymi z redukcją emisji CO2, podobno również Norwegia ma z tym problem (osobiście mam wątpliwości co do tego). Pytanie jak jednocześnie zachować konkurencyjność gospodarek i stabilność cen energii?
Nie tak dawno odbyło się spotkanie Janusza Piechocińskiego z szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Królestwa Norwegii Vidarem Helgesenem. Z relacji tego wydarzenia wynika, że ogólników nie brakowało: „Jesteśmy gotowi zaakceptować propozycje oparte o mechanizmy rynkowe, które przyczynią się do realizacji celów środowiskowo-klimatycznych, nie wpływając negatywnie na bezpieczeństwo energetyczne oraz konkurencyjność gospodarek poszczególnych państw”. Świetnie. Tylko co to w zasadzie oznacza tak konkretnie? Bo jak na razie mam wrażenie, że wszystko pisane jest palcem na wodzie a słyszmy tylko: tak tak. Będziemy musieli tak zrównoważyć politykę klimatyczną żeby nasza gospodarka nie straciła na tym a bezpieczeństwo energetyczne zostało zachowane. Słowa, słowa, słowa…
A pakt klimatyczny to przecież tak naprawdę zaprzeczenie tej konkurencyjności. Tak jakby Unia strzeliła sobie w głowę a firmy przeniosły się na inne rynki Azji czy Afryki. Nie zapominajmy też o ukrytych interesach poszczególnych państw, które gdzieś muszą sprzedawać np. ekologiczne żarówki, auta, roboty kuchenne... Wszystko jak zwykle rozbija się o pieniądze. O nasze portfele również, bo zapewne rachunki za prąd i tak będą wyższe…


Komentarze
Pokaż komentarze