Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
129 obserwujących
1603 notki
2036k odsłon
2445 odsłon

Podglądanie

Wykop Skomentuj6
Wytłumaczę zasady dotyczące wolności słowa na przykładzie robienia zdjęcia i podglądania. Otóż każdy powinien mieć prawo do robienia zdjęć kiedy chce, komu chce, bez konieczności tłumaczenia się po co je robi – zgoda osoby fotografowanej nie powinna być wymagana.

Wolność słowa <- poprzednia część

Prawo do figlowania przy otwartym oknie jest równoważne prawu do fotografowania takich figli. Gdy dojdzie w takim przypadku do sporu: jeden nie chce być fotografowany, a drugi chce fotografować, to najprostszym sposobem rozwiązania takiego sporu jest zasłonięcie okna, czyli prywatna ochrona prywatności, a nie wzywanie na pomoc państwa, które zastosuje przemoc, lub groźbę jej użycia, by fotografa złapać, zniszczyć mu zdjęcia i go ukarać. Ta przemoc jest absolutnie niedopuszczalna i niemoralna. Sprzeciwiam się państwu, które takie prawo stosuje. Wolność od przemocy jest ważniejsza niż prywatność.
Prawo do prywatności to w istocie prawo do utrzymywania tajemnicy. Każdy ma prawo trzymać w tajemnicy co chce. Ale jeśli tajemnicy nie utrzyma, będzie ją słabo chronił i się ona wyda, to nie ma prawa stosować przemocy w stosunku do tych, którzy tą tajemnicę głoszą korzystając z wolności słowa. Ma natomiast prawo do walki z tym ujawniającym tajemnicę przy użyciu swojej wolności słowa, może tą tajemnicę przekłamywać, topić w morzu innych tajemnic, zdobywać tajemnice przeciwnika i je ujawniać, stosować wszelkie techniki informacyjne, by niwelować negatywne skutki ujawnienia tej tajemnicy.
 
"No ale, o ile każdy ma obowiązek chronić swój dobytek przed kradzieżą, o tyle zaniedbanie czy zaniechanie tego obowiązku przez prawo karane nie jest, bo każdy ma prawo rozporządzać dobytkiem jak chce, natomiast kradzież tego dobytku pozostaje przestępstwem i to obciąża złodzieja, a nie ofiarę."
 
Tak, ale złodziejstwo jest aktem agresji przy użyciu przemocy, oszustwa, czy podstępu, jest zawsze fizyczną ingerencją w cudzą własność. W odpowiedzi na przemoc wolno stosować przemoc, na fizyczną ingerencję można odpowiedzieć fizyczną ingerencją. Zrobienie fotografii nie jest aktem agresji. Można się zgodzić, że zrobienie komuś fotografii bez jego woli jest złamaniem jego prawa do prywatności, ale jest to złamanie bez użycia przemocy, bez jakiejkolwiek ingerencji fizycznej w tą osobę czy w jej własność. Nie jest więc dopuszczalne stosowanie przemocy w obronie tego naruszonego prawa. Środki stosowane do obrony nie mogą drastycznie przekraczać środków zastosowanych do ataku. Takie drastyczne przekroczenie środków jest niemoralne.
 
"No ale czy czasem podglądanie nie jest już przemocą?"
 
Być może, ale przemocą nie fizyczną - nie następuje fizyczna interwencja w stosunku do ciała czy własności.
 
"No ale co np. z gwałtem? Gwałcąc kobietę czynimy jej przede wszystkim szkodę psychiczną, bo fizycznie można to tak rozegrać, że nawet dozna fizycznej rozkoszy. Można też kobietę zgwałcić nawet jej nie dotykając."
 
Tak, niemniej bez fizycznego kontaktu do gwałtu dojść nie może. Mogę się zgodzić, że kobieta poczuje się zgwałcona przez kogoś kto jej nie dotknie, ale tylko będzie mówił o jakichś seksualnych sprawach. Mogę się zgodzić, że są sytuacje, że taki słowny gwałt uczyni jej więcej krzywdy niż fizyczny. Niemniej nie godzę się na stosowanie fizycznej przemocy wobec takiego słownego gwałciciela. Wolno go wzajemnie zgwałcić psychicznie, wolno mu w odwecie naubliżać i naopowiadać najgorszych rzeczy, można zatkać uszy, ale nie wolno zastosować wobec niego fizycznej przemocy.
Oczywiście dopuszczam tu wyjątki. Są słowa, na które można odpowiedzieć użyciem przemocy, czy interweniować fizycznie – gdy są to groźby użycia siły, przemocy, czy interwencji fizycznej. Czyli gdy gwałciciel opowiada jak uprawiał seks wczoraj z kimś innym, to nie wolno go za to tknąć, wolno odejść i nie słuchać, gdy jest to na terenie publicznym, albo poprosić właściciela by go wyrzucił i wtedy można użyć siły fizycznej. Ale gdy gwałciciel słowny będzie groził, że zaraz zgwałci i zacznie o tym opowiadać, to już wolno użyć przemocy, by się przed nim bronić.
Ale problem fotografowania nie dotyczy tych wszystkich niuansów. Fotografowanie samo w sobie jest dobre i moralne. Na terenie publicznym nie można nikomu zakazywać fotografowania. Można mu przeszkadzać w adekwatny sposób, np. świecąc w obiektyw, zasłaniając się itd…, ale nie wolno fizycznie odebrać mu aparatu, zniszczyć zdjęcia i go karać, niezależnie od tego co sfotografował.
 
"Hasło do konta bankowego jest również czyjąś własnością a jak widać - można je ukraść bez uciekania się do przemocy."
 
Dokonanie zmian na koncie jest ingerencją w to konto. Ingerencja we własność, czyli jakakolwiek jej zmiana, jest naruszeniem własności. Zrobienie komuś zdjęcia nie ingeruje w żaden sposób w ciało i własność tego fotografowanego, nic, co jest jego nie ulega zmianie.
Ja rozważam kwestię zbierania, przetwarzania i publikowania informacji, a nie ingerowania przy pomocy informacji w cudzą własność. Zgadzam się, że ingerowanie w cudzą własność, jakimikolwiek metodami powinno być zakazane. Zgadzam się też z tym, że planowanie przestępstwa powinno być karane (choć mniej niż dokonanie go). A więc zgadzam się, że zbieranie i przetwarzanie informacji w celu planowania przestępstwa powinno być zakazane – ale jako akt planowania, a nie jako akt gromadzenia i przetwarzania danych. Ten sam akt planowania dokonany zamiast przy użyciu komputera przez mózg przestępcy będzie tak samo zakazany.
Fotografowanie nie jest planowaniem przestępstwa. W ogóle nie rozumiem skąd ten zabobonny strach przed fotografowaniem. Wygląda mi to na jakąś religijną fobię zaczerpniętą z islamu.
Tu widać, że prawa są zależne od cywilizacji. W islamie być może zbieranie i przetwarzanie cudzych wizerunków jest większym grzechem niż zabójstwo i tam może to być karane nawet karą śmierci. W naszej cywilizacji zbieranie i przetwarzanie cudzych wizerunków jest jak najbardziej dopuszczalne, a nawet dobre i chwalebne – wszyscy to masowo robią. Jedynie rozpowszechnianie niektórych form tych wizerunków jest penalizowane. I z tym się nie zgadzam.
Penalizowanie publikowania danych staje się coraz mniej skuteczne, a dzięki rozwojowi Internetu w zasadzie już praktycznie nieskuteczne. Dalsze próby wprowadzania praw ograniczających przepływ informacji są walką z wiatrakami, jest to bardzo kosztowne i absorbujące dla aparatu państwa i z góry skazane na przegraną. Lepiej te środki przeznaczyć na walkę z przestępcami, a informację uwolnić całkowicie, przy okazji ułatwiając samej policji zbieranie i przetwarzanie informacji.
Najbardziej drastycznym przykładem jest pedofilia. Gdyby uwolnić informację i nie karać za udostępnianie treści pedofilskich, to dużo łatwiej byłoby śledzić i namierzać pedofili, którzy czynią fizyczne szkody. A w tej chwili utrzymujemy fikcję, bo jak ktoś chce to i tak sobie filmy i zdjęcia pedofilskie może ściągnąć z Sieci. Dodatkowo można już generować treści pedofilskie wirtualne z postaciami sztucznie wytworzonymi przez komputer - czy to też powinno być zakazane?
 

"Z całym szacunkiem, ale dla mnie wolność to stan samodysponowania własną osobą i jej wizerunkiem. Więc nie życzę sobie żeby ktokolwiek robił mi zdjęcia. Więc ktoś kto mi je robi, robi to bez mojej zgody, czyli zmusza mnie do bycia na tym zdjęciu. A Ty chyba nie chcesz żeby ktoś kogoś do czegoś zmuszał?"
 
Dobrze. A zatem ustaliliśmy co uważamy w kwestii robienia zdjęć. Ja tu popieram wolność, a Ty uważasz, że wszelkie zdjęcia, które ktokolwiek by zrobił, na których jesteś Ty, muszą uzyskać Twoją zgodę by istnieć, jeśli nie zgodzisz się, to zdjęcia należy z mocy prawa zniszczyć. I dodatkowo należy opłacić aparat przymusu, który będzie śledził kto takie zdjęcia ma i będzie je niszczył, a fotografów karał.
Ale ciekawią mnie uogólnienie tych spraw. Czy to dotyczy tylko Twojego wizerunku zrobionego aparatem fotograficznym? A może ktoś Cię namalować farbami i mieć taki obraz bez Twojej zgody? A mogę z Tobą zrobić fotomontaż? A czy mogę Cię śledzić i zapisać wszelkie Twoje ruchy w przestrzeni przez np. kilka dni w postaci logu GPS i sobie ten log oglądać, albo publikować w Internecie? A mogę pobrać Twoje odciski palców (np. gdy jesteś w miejscu publicznym i czegoś dotkniesz) i sobie to zarejestrować? A mogę znaleźć Twój zgubiony włos, albo ślinę i odtworzyć z tego DNA i sobie to zapisać w komputerze? Mógłbym wymienić jeszcze wiele innych informacji, które mógłbym o Tobie zbierać. Czy gromadzenie wszystkich tych informacji wymaga Twojej zgody, i gdy będę je gromadził bez tej zgody, to aparat władzy powinien mnie przed tym powstrzymać i mnie karać, gdybym to robił? Czy dotyczy to tylko niektórych informacji? Jakich?
 

"(...) I Ty byś sobie zamieszkał tam gdzie może urzeczywistniać swoje marzenia o wolnym dostępie do cudzego wizerunku, a ja tam gdzie czułbym że mój wizerunek jest w jakimś stopniu chroniony przez policję i sądownictwo, na które wydaje swoje pieniądze."
 
A ja nie chciałbym żyć w państwie, które może na jakimkolwiek kawałku swojego obszaru zabronić trzymania komuś jakiegoś zdjęcia, albo robienia zdjęć w miejscu publicznym, albo na własnym terenie. Gdybym w takim żył, to nie dążyłbym do zniesienia tego prawa zakazującego robienia i trzymania zdjęć, bo to by mi specjalnie nie przeszkadzało, bo i tak bym tego nie respektował, ewentualnie robiłbym zdjęcia z ukrycia, a trzymał w jakiś zaszyfrowany sposób, ale dążyłbym do zmian procedur, czy prawa nadrzędnego, które zezwala na wprowadzanie takich idiotycznych przepisów.
 

"Większość widzi to tak: wszedł na drzewo kogoś podglądać."
 
A dlaczego podglądanie powinno być zakazane? Tak, podglądacz podgląda. Ale podglądacz w żaden sposób nie narusza fizycznie ciała czy własności podglądanego, nie ingeruje fizycznie w jego życie, nie odkształca nic co jest jego. Podglądanie jest pasywnym aktem odbierania informacji, odbiornik informacji w żaden sposób nie oddziałuje na świat zewnętrzny. Stwierdzenie, że ktoś sobie czegoś nie życzy, nie rozstrzyga konfliktu, bo jeden sobie nie życzy by go podglądać, a drugi sobie nie życzy by mu przeszkadzać w podglądaniu. Niby dlaczego życzenie jednego, by drugi na niego nie patrzył jest ważniejsze od życzenia drugiego by sobie patrzeć?
Jest wiele czynności, które możemy wykonywać by komuś zaszkodzić, zrobić krzywdę, uczynić coś czego sobie nie życzy, a mimo to tego nie zakazujemy. Choćby wszelka konkurencja na rynku. Konkurent, sprzedając to samo co ja ale taniej i lepiej, szkodzi mi, krzywdzi mnie, doprowadza mnie do ruiny, robi coś czego sobie nie życzę, a mimo to powinien móc tak robić całkiem legalnie. A więc sam fakt, że ktoś sobie czegoś nie życzy, że subiektywnie czuje dyskomfort, czy jakiekolwiek negatywne odczucia, nie uzasadnia, by to zakazać. Jakie jest więc uzasadnienie zakazu podglądania?
Można stwierdzić, że podglądanie to w istocie część większej całości. Że to nie tylko odbieranie informacji, ale też odbieranie i gromadzenie jej w celu wyemitowania w jakiś sposób tej informacji w przyszłości. A emitowanie informacji może już powodować fizyczną ingerencję w ciało czy własność innych ludzi.
Dobrze, to w takim razie można karać za podglądanie, gdy jest to element większej całości, która jest istotnie przestępcza. Np. złodziej może podglądać po to by poznać nawyki podglądanego, co ułatwi mu późniejszą kradzież. Ale wtedy penalizacja podglądania jest skutkiem penalizacji tej większej całości, której elementem jest to podglądanie.
No ale co gdy podglądanie nie jest częścią przestępczego procederu? Np. ktoś podgląda kobietę, bo się w niej zakochał. Zakochał się i ma zamiar ją poderwać, a potem się z nią ożenić. Podglądanie jest częścią większej całości, całości, która nie jest zakazana, nie jest przestępcza. A ona sobie tego nie życzy. Ale jaki konkretnie akt podglądactwa powinien być w takiej sytuacji penalizowany? W konkretnej sytuacji życiowej możemy to jakoś ocenić i zdecydować, by dać w mordę gościowi, gdy się zbyt nachalnie gapi. Ale ustawodawca musi to jakoś sformułować ogólnie. Jak sformułować zakaz podglądania? Tak samo idiotycznie jak ten obecny przepis o zakazie podsłuchiwania? Że uchem słuchać można, ale przy użyciu dodatkowych urządzeń już nie? Gapić się można, ale przez lornetkę już nie? Stojąc na chodniku wolno gapić się w okno, ale wejść na drzewo, czy murek, to już nie wolno, tak? Ustawodawca musi to jakoś z sensem sformułować. No to jak to powinno brzmieć? I przy okazji mogłoby to sformułowanie jeszcze rozwiązać miliony innych sytuacji polegających na tym, że ktoś, albo coś, odbiera informacje i je rejestruje.
Ja rozwiązuje to prosto: nie powinno być jakiegokolwiek zakazu odbierania i rejestrowania informacji w dowolnej postaci. Jeśli ktoś uważa, że pewne sytuacje wymagają prawnego zakazu odbierania i rejestrowania informacji, a inne powinny być dozwolone, to musi umieć sformułować przepis to regulujący. Stwierdzenie, że każdy człowiek czuje kiedy takie odbieranie informacji jest złe, a kiedy dobre, nie rozwiązuje problemu jaki ma ustawodawca, ani nie ułatwia w żaden sposób pracy sędziemu, który musiałby rozstrzygać konflikty w tych kwestiach. Musi istnieć sformułowany w języku przepis, który by to regulował. Proszę go sformułować.
 
Grzegorz GPS Świderski

następna część -> Zalegalizować podsłuchy!

Elity kulturalne <- poprzednia notka

 

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale