GugulskiM
Bądź tym bardziej niedoceniony, im bardziej masz słuszność... [R. de J.]
41 obserwujących
532 notki
681k odsłon
  9798   0

Przed nocną zmianą był traktat z Rosją

Ministrowie czują się związani tajemnicą obrad rządu i nie chcą wywlekać na światło dzienne różnic zdań dzielących Polaków, więc nikt nie podejmuje publicznej dyskusji z Ananiczem.

Rano 21 maja poseł Porozumienia Centrum Marek Dziubek zgłasza wniosek, by porządek obrad rozpoczynającego się posiedzenia Sejmu rozszerzyć o debatę poselską w sprawie treści porozumień, które mają być podpisane w Moskwie. Wniosek upada. Popiera go 68 posłów, 170 głosuje przeciw.

 

Nocny szyfrogram

 

21 maja o 17.00 samolot z Lechem Wałęsą ląduje w Moskwie. Wcześniej na Okęciu rzecznik prezydenta Andrzej Drzycimski oświadcza, że „wobec traktatu rząd nie wniósł żadnych zastrzeżeń, natomiast do towarzyszących dokumentów wnosił zastrzeżenia i można powiedzieć, że te zastrzeżenia zostały jak gdyby wycofane, bo nie znalazły formalnego wyrazu”.

Premier uznaje, że nie pozostaje mu nic innego, jak dostarczyć panu prezydentowi do Moskwy ów „formalny wyraz” znanego mu – wydawałoby się – stanowiska rządu, które znalazło przecież „formalny wyraz” w protokole z obrad i ustaleniach rządu z 19 maja. Tyle tylko, że protokół z tajnych obrad jest tajny. Nie można go więc przekazać środkami jawnej łączności, a wysłanie samolotem kuriera dyplomatycznego byłoby możliwe najwcześniej następnego dnia rano. Pozostaje łączność radiowa, i to szyfrowa, skoro „formalny wyraz” (którego brak tak się daje panu prezydentowi we znaki) jest tajny. Po zaszyfrowaniu rządowy ośrodek łączności przesyła stosowne fragmenty protokołu do polskiej ambasady w Moskwie, zaadresowane do Lecha Wałęsy.

W tym czasie, zgodnie z decyzją Rady Ministrów, minister Skubiszewski niemal do trzeciej nad ranem negocjuje z Rosjanami tekst protokołu finansowego, o czym 22 maja informuje premiera.

 

Pistolet na Kremlu

 

Rankiem 22 maja Lech Wałęsa otrzymuje rozszyfrowaną w ambasadzie depeszę. W 1995 roku tak wspominał tę chwilę w rozmowie z redaktorami „Gazety Wyborczej”: „Żebym miał [wtedy] pistolet, Olszewskiego obok, to bym go zastrzelił”.

Depesza, którą wkrótce potem, nie zważając na zagrożenie dla polskiego systemu szyfrów dyplomatycznych, ujawni rzecznik prezydenta, zmusza prezydenta do negocjacji z Borysem Jelcynem. Okoliczności tych negocjacji są dramatyczne (niektóre opisywała prasa) a wynik korzystny.

Protokół finansowy zostaje podpisany w kształcie zgodnym ze stanowiskiem rządu, bez wzmianek o polsko-rosyjskich spółkach czy o budowie mieszkań dla rosyjskich oficerów. Feralnym artykułom (5 i 7) wyrwano jadowite zęby. Był to swoisty majsterszyk dyplomatyczny. Dokonane na krótko przed podpisaniem dokumentów jednostronne zaostrzenie polskiego stanowiska negocjacyjnego zostało przez Rosjan zaakceptowane. Jak z tego widać, rząd Olszewskiego dobrze oceniał, na ile można Rosjan docisnąć. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wszystko to zostało wynegocjowane na Kremlu rękoma dwóch ludzi (Skubiszewskiego i Wałęsy), którzy albo byli przeciwni tak zdecydowanemu stawianiu sprawy przez rząd albo wręcz uważali, że polsko-rosyjskie spółki w posowieckich bazach to doskonały pomysł.

 

Kłamstwa i zemsta

 

„Nieodpowiedzialność rządu mogła doprowadzić do całkowitego załamania rozmów” (25 maja, Wałęsa do Skubiszewskiego wg PAP).

Czy rząd „próbował w ostatniej chwili storpedować wizytę Wałęsy w Moskwie” - zastanawia się wrogi rządowi dziennik.

Tymczasem nawet minister Skubiszewski oceni, że choć „nie jest to sytuacja normalna, że prezydent jest negocjatorem, ale (...) ważne, że rzecz miała dobry finał”.

Rzeczywiste intencje Wałęsy - który twierdził potem, że chciał mieć w negocjacjach wolną rękę - obnażyli: jego własny rzecznik opowiadający, że jego zwierzchnik „nie chciał być negocjatorem” oraz dowódca wojsk rosyjskich (byłej Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej) w Polsce, generał Wiktor Dubynin, który tuż po obaleniu rządu Olszewskiego oświadczy po wyjściu ze spotkania w Belwederze, że Wałęsa jednak zgodził się na budowę domów dla rosyjskich oficerów i na spółki na terenie baz.

Znów włącza się do akcji wiceminister Ananicz, który 26 maja kłamie w „Rzeczypospolitej”, że po belwederski  spotkaniu Olszewskiego z Wałęsą do polsko-rosyjskich umów „nie było już zastrzeżeń”. Zdezawuuje go jego własny szef, minister Skubiszewski, który oświadczy, iż „prezydent wiedział, że rząd jest nieprzychylnie (…) nastawiony do punktu siódmego. Mówiłem o tym prezydentowi i była (…) o tym mowa na spotkaniu w Belwederze z udziałem premiera i obu marszałków”.

27 maja minister Wachowski wręcza marszałkowi Sejmu pismo, w którym prezydent Lech Wałęsa stwierdza, że podejmowane są „nieodpowiedzialne kroki w sprawach zagranicznych” współpraca rządu z prezydentem weszła „w fazę ostrego konfliktu”. Oświadcza, że stracił zaufanie do rządu Olszewskiego i wzywa marszałka Chrzanowskiego oraz kluby parlamentarne do „przezwyciężenia tego impasu”.

Kilka dni później, nocą z 4 na 5 czerwca 1992 roku obalono rząd Jana Olszewskiego, który ośmielił się wymusić na Rosji korzystne dla Polski ustępstwa.

 

Efekty

 

Ostatnie jednostki bojowe byłej Północnej Grupy Wojsk Armii Sowieckiej opuściły Polskę w połowie listopada 1992 roku. Na 10 miesięcy zostało jeszcze w Polsce 6000 rosyjskich żołnierzy (głównie w okolicach Legnicy i pod Warszawą), z których ostatni odjechali do Rosji w połowie września 1993 roku.

Na terenie byłych sowieckich baz nie ma polsko-rosyjskich spółek.

A miały być...

MARCIN GUGULSKI

Gazeta Polska, 20 X 1995

Uzupełnienia: 4 VI 2012 i 4 VI 2017

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale