Onet postanowił na niedzielę zmolestować nas ciekawym artykułem o zdradzie.
"Ile procent dzieci wychowywanych w małżeństwach nie jest potomstwem mężczyzny, który uważa się za ich ojca? Można by pomyśleć, że to pojedyncze przypadki, patologia, efekt wypaczenia tradycyjnych wartości. Jeśli tak sądzisz, realia Cię zaskoczą – liczba ta sięga nawet 30 procent!"
"Jeśli w anonimowej ankiecie zadamy wprost pytanie: "Czy miałeś kiedyś seksualne stosunki pozamałżeńskie?", możemy się spodziewać 5–7 procent pozytywnych odpowiedzi. To charakterystyczne zjawisko "wybielania się" – człowiek nie chce się przyznać do zdrady nawet wtedy, gdy gwarantuje mu się zachowanie anonimowości."
"Co więcej, tak wysoki procent narodzin dzieci spoza małżeństwa musi znaczyć, że zdrada jest niezwykle popularną rozrywką. Okazuje się bowiem, że w przypadku ciąż z partnerem innym niż stały kobiety częściej decydują się na aborcję. Ponadto tylko nieznaczny procent stosunków seksualnych prowadzi do ciąży. Jak w tym świetle wyglądają nasza niewzruszona wierność i chwalebna monogamia?"
"W tym przypadku [zdradzania przez kobiety- lf] badania są znacznie trudniejsze i w dużym stopniu opierają się na domysłach. Pierwszy z nich dotyczy możliwości uzyskania doraźnych korzyści materialnych. Przygodny partner musi nieco zainwestować w kobietę, by ta była skłonna mu ulec. Dziś jest to dla niej okazja otrzymania atrakcyjnego prezentu, a w ewolucyjnej przeszłości samica miała w ten sposób szansę na dodatkowe pożywienie czy czasową opiekę samca."
"Czas pogodzić się z tym, że ludzka monogamia to mit. Nasz gatunek ewoluował, wykonując stałe i liczne skoki w bok, a współczesny kult monogamii jest mocno podszyty hipokryzją."
A co państwo salonowicze o tym sądzą?
Nie jestem dobry katoliko, ale trochę wiary w ludzi i w miłość jeszcze mam.
Sprowadzanie wszystkiego do fizjologii wydaje się co najmniej nadinterpretacją wyników badań, ale nie mi młodemu to oceniać.
Biorę poprawkę na to, że artykuł jest z Przekroju i został rzucony na SG Onetu, gdzie raczej trudno przeczytać coś wartościowego.
Jak widzą to bardziej doświadczeni życiowo salonowicze?
Propaganda rozwiązłości i uznawanie patologii za normę jak chcą jedni, czy obnażenie hipokryzji jak wolą drudzy?



Komentarze
Pokaż komentarze (15)