521 obserwujących
825 notek
2898k odsłon
  2291   0

KOTY PRZESTANĄ SIĘ NIEŚĆ

 

Wczoraj zastanawialiśmy się wspólnie nad tym, dlaczego nie udało się przewidzieć rzeczy, których nie udało się przewidzieć; dzisiaj spróbujmy przewidzieć rzeczy, które się zdarzą, opierając się na nie do końca udanych rezultatach przewidywań sprzed czterech lat, i tym wszystkim co się w międzyczasie zdarzyło. Wybory już za tydzień licząc od niedzieli, a od ich wyniku zależeć będzie to, jak wyglądać będzie Polska za cztery lata, jeśli będzie, bo jak wiemy nic na tym świecie nie jest stuprocentowo pewne i stałe.

Jak to mi ostatnio ktoś przypomniał, cytując polską arystokrację, w Polsce są dwie partie polityczne; jedna jest polska, a druga antypolska, i jest to generalnie zgrabne i celne ujęcie problemu. Rzecz można nieco uprościć kosztem koniecznego spłaszczenia perspektywy: są dwie grupy liderów; jedna widzi swój interes, pozycje społeczną i szansę na spełnienie ambicji w „zarządzaniu” krajem w granicach zakreślonych na mapach, druga grupa uważa, że zarządzanie jest zbyt trudne i mało opłacalne; szybciej można się dorobić realizując interesy możnych tego świata w Polsce, bo interes, pozycja społeczna i spełnienie ambicji przychodzi natychmiast i nie jest rezultatem „ciężkiej orki” w pomyślnym budowaniu wszystkiego, po raz kolejny od zera.

Rzecz sprowadza się do prostego zjawiska: albo ktoś jest chory na Polskę, albo jest na nią zdrowy. Normalny, przeciętny, zdrowy i trzeźwo patrzący na świat sukinsynek nie zachoruje na Polskę, nie ma szans. Spójrzmy na to pragmatycznie: mam, powiedzmy, 20-30 lat, życie przed sobą, ogólne kwalifikacje (umiem pisać, czytać, liczyć i kombinować, jak Tata z Mamą nauczyli)  i duże ambicje (finansowe i każde inne), które Tata z Mamą wdrukowali. I patrzę sobie na tę Polskę, kolejny raz po wojnie, po raz kolejny po długotrwałej okupacji, przypominam sobie, ile tam muszę sobie przypomnieć z historii, i dochodzę do prostej konkluzji: narobię się jak wół, żadna kasa, żadne balety, ciągle z tą samą babą trzeba się pokazywać na mieście, bo to przecież zakłamany katolski kraj, ludzie będą mnie krytykować i łachy wieszać, a potem w nagrodę przyjdą obcy i albo Auschwitz albo od razu dół z wapnem. Zero kalkulacji, to oczywiste.

A druga opcja? Dobry start, bo taka kasę, możliwości, stypendia dla dzieci, możni tego świata mogą dać, bo mają z czego; świetne samopoczucie, bo po przyjęciu szczepionki na Polskę, awansujesz od razu na Europejczyka albo na: „a portfelem – świata obywatela!”, ludzie cię krytykują łachy wieszają, ale media ci słodzą, więc ci ta krytyka i te łachy to lotto, a poza tym ci ludzie to i tak zapyziałe barany; skończysz jak Urban w roli opasłego korka systemu, laski z baletami TIR-ami ci pod chałupę będą przywozić, a żona nie będzie narzekać, bo tego samego gatunku – przecież Zosi z Pana Tadeusza nie wybrałeś, ale porządną zdzirę; dzieci na stypendiach i habilitowanych fakultetach w Juesej... Rozsądny wybór narzuca się sam z siłą wodospadu.

I to tyle na temat opcji.

A teraz: co będzie, to zależy od tego czy pierwsze, czy drugie - jeśli to nie jest najoczywistsza z oczywistych oczywistości, to co nią jest?

Jak to tam może albo i nie może wyglądać arytmetycznie to inna rzecz i mnie się nawet nie chce tego liczyć; ważny jest skutek: albo będą rządzili przez najbliższe lata chorzy na Polskę, albo z Polski wyleczeni.

Jak chorzy, to przez pierwsze pół roku – rok, poziom jazgotu z klangorem przeplatany wyciem w kierunku księżyca przekroczy wszelkie dopuszczalne normy: świat nas nie będzie lubił; Niemcy będą załamywać ręce nad tradycyjnym Polskim hitleryzmem, Ruskie będą się rozpisywać nad znanym Polskim stalinizmem, a rząd Izraela huknie pięścią w stół i zażąda zwrotu majątku po zamordowanych naszymi „ręcami” sześcioma milionami (no co?) obywateli polskich, i będzie miał rację (przyznaję), bo w kontekście Rosji i Niemiec trzeba brać zanim oni wezmą całą pulę.

 Wojna wszystkich ze wszystkimi! Zieloni wylegną, żeby się kłaść pokotem na pozostawionych po poprzednim rządzie makietach autostrad, konserwatorzy zabytków uznają makiety za „zabytek” i każą budować obok od początku; w każdym miejscu planowanego wiaduktu służby archeo znajdą osadę Wandalów, Ostrogotów albo Celtów (Europejczyków – w razie co można słać skargi do Eurokołchozu), Unia zażąda zwrotu kasy, bo uzna, że ona nie była na kampanie wyborcze ale na coś innego; wzrost zniknie ze statystyk a w miejsce wzrostu pojawi się dziura nazwana przez media od nazwiska chorego ministra finansów, który ją znalazł, bo w Polsce media mają zwyczaj nazywać dziury w budżecie od nazwiska tego, kto znalazł, a nie tego kto robotę spieprzył i nie umiał liczyć (np. Dziura Balcerowicza została nazwana dziurą Bauca, biedny Bauc, ale trzeba było siedzieć cicho).

Lubię to! Skomentuj55 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale