Helveticus - Jan Śliwa Helveticus - Jan Śliwa
170
BLOG

Warszawa i Jerozolima

Helveticus - Jan Śliwa Helveticus - Jan Śliwa Rozmaitości Obserwuj notkę 4

 

Gdy myślimy o Powstaniu Warszawskim, narzucają się porównania do powstania w Getcie. Ktoś skomentował: ale potem powstało Państwo Izrael (i wszystko się dobrze skończyło).

Owóż państwa nie powstają same z siebie - powstają dzięki woli, wspartej siłą.

Słucham obecnie wersji audio książki Amosa Oza "Opowieść o miłości i mroku". Autora trudno zaliczyć do izraelskich jastrzębi. Jest to jego rodzinna historia oraz splątana z nią historia Izraela, konfliktów między Żydami lokalnymi i przybyszami z diaspory, między syjonistami i ortodoksami, między Żydami i Arabami. Duże wrażenie zrobił na mnie opis nocy 29 listopada 1947, z szabatu na niedzielę, gdy cała ulica nasłuchuje z jednego radiowego wieści z ONZ. Gdy w końcu rezolucja 181 zostaje przyjęta i po 2000 latach ma powstać Państwo Żydowskie, ludzi ogarnia szał. Nawet ojciec autora, spokojny intelektualista, wydaje z siebie pierwotny krzyk i mówi synowi, by nigdy, przenigdy nie zapomniał tej nocy.

Realiści wiedzą, że Państwo Żydowskie jeszcze nie powstało, ma dopiero powstać. Autor, ze swoją wiedzą post factum pisze, że co setny z radujących się Żydów tego wyzwolenia nie przeżyje. O 8:20 rano został ostrzelany przez Arabów pierwszy autobus, pół godziny później następny. Zaczęła się wojna.

Jerozolima została odcięta od świata, ledwo było co do jedzenia, toaleta w domu autora nie miala wody, a okno było zasłonięte workami z piaskiem. Państwa arabskie wysłały swoje wojska, Anglicy im działań przynajmniej nie utrudniali. Dlaczego Żydzi w końcu się obronili? Nie wdaję się w szczegóły militarne, można je znaleźć choćby w Wikipedii. Jednak widać, że spełnienie tego marzenia o wolności mogło równie dobrze być decyzją samobójczą, gdby tylko inaczej potoczyły się losy. Żydowskie niedobitki musiałyby uciekać - tylko dokąd, jeżeli na palestyńskich murach pisano "Żydzi precz z Palestyny!", a na europejskich: "Żydzi do Palestyny!"

Nie wiadomo przed czasem, jakie będą wyniki naszych działań. Gdyby to wiedzieć, można by mecze przegrane oddawać walkowerem, by zachować siły na zwycięstwa. Lecz kto się przyzwyczai do walkowerów, nie będzie walczyć nigdy i niczego nie wygra.

O Powstaniu pisałem parę lat temu na portalu Pinezka (który niestety zamarł)

http://pinezka.pl/felietony-archiwum/1641-powstanie-warszawskie

Głównie krytykuję historie alternatywne, gdzie wyjmujemy z sekwencji zdarzeń Powstanie, nic poza tym się nie zmienia, a wszyscy żyją długo i szczęśliwie. AK-owcom rdzewieją steny w szafach, a oni sami, otoczeni powszechnym szacunkiem, radośnie budują socjalizm. A Baczyński? Zostaje zastępcą Iwaszkiewicza i goni oszołomów.

 

Interesuje mnie (prawie) wszystko

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości