Poprzednio Madonna się pojawiła w chmurach nad Warszawą podczas Cudu nad Wisłą. Co prawda piłsudczycy twierdzili, że nie było żadnego cudu, po prostu zlaliśmy dupę bolszewikom.
Lecz podobno znów u nas będzie. Ale Madonna czy "madonna"? "Madonna" ubawiła mnie przed laty, gdy wytoczyła proces pewnemu facetowi, który używając domeny madonna.com sprzedawał pornografię. Obrażało to niby jej cześć, mimo że niedługo przedtem pokazała spore fragmenty swojego (młodszego podówczas) ciała w albumie "Sex". Głównym argumentem było to, że jest ona naturalną właścicielką tejże nazwy. Drzewiej, gdy ktoś się miał za Napoleona, Einsteina lub Chrystusa, został umieszczany na oddziale zamkniętym. Dziś Madonną może się ogłosić każdy.
Ciekawe, że w tym czasie na wystawie Sensation w Brooklyn Art Museum przedstawiono obraz prawdziwej Madonny pokrytej odchodami słonia
http://en.wikipedia.org/wiki/Sensation_%28art_exhibition%29
Burmistrz Rudolph Giuliani chciał obciąć fundusze dla muzeum, ale został obwołany kołtunem. Myślałem wtedy, co by było gdyby "odważny" artysta obsrał nie Madonnę, lecz "madonnę"? Podejrzewam że zapomniano by wtedy o wolności sztuki i nie wypłaciłby się do końca dni swoich.
Tak więc żyjemy sobie w tym celebryckim światku - i co dalej? Kto młody, może przeczekać. A kto nie tak młody? Może trwać w swoim ciemnogrodzkim oszołomstwie i liczyć na to, że kiedyś i to się przeje.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)