W Szwajcarii 1 sierpnia obchodzi się rocznicę założenia konfederacji w 1291. Jest to wesołe święto, kulinarnie dominuje grilowanie, a wizualnie fajerwerki. Są publiczne, kosztowne i efektowne, jak te:
Bazylea 2012, widziane z Niemiec (5 km)
ale i prywatni kupują tego mnóstwo, aż po kapiszony rzucane przez dzieci na asfalt.
Tylko że...
ta ciągła kanonada mi w ten dzień kojarzy się mniej przyjemnie.
Ale szczęśliwy kraj, który swoje sprawy urządził dawno temu, a teraz może się po prostu cieszyć. Do tego jest zamożny i nie śpiewa o tym, że jeszcze Szwajcaria nie zginęła, bo niby dlaczego miałaby ginąć?
Oby za sto lat było można to powiedzieć o Polsce...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)