Według dość powszechnego mniemania badania prenatalne pozwalają na oddzielenie płodów zdrowych od chorych.
Po pierwsze - wykrywalne jest prawdopodobieństwo, nie choroba. Aktywacja genów zależy od wielu czynników - również od otoczenia, stylu życia, itp.
Po drugie - sam fakt wykrywalności nie oznacza, że coś z tym trzeba zrobić. Niektórzy się podniecają, że da się wykryć skłonność do Alzheimera w starości. Przecież na coś w końcu trzeba umrzeć, nie popadajmy w przesadę.
Po trzecie - badania te stosowane są głównie jako podstawa do aborcji. Powiadają, że choroby genetyczne można również leczyć w czasie ciąży, ale nie sądzę, by tak złożone zabiegi naprawdę przy stanie polskiej medycyny odgrywały statystycznie znaczącą rolę. Czyli: rampa - i na lewo albo na prawo. Ale takie zastrzeżenia mają tylko katole.
Po czwarte - tylko niektóre choroby są wykrywalne. Niestety do dziś nie ma pewnego testu na łajdactwo. I co mają zrobić rodzice, którym się urodzi dziecko z syndromem Urbana-Palikota? Jeżeli do tego fizycznie jest potworkiem, jak Urban, to może rodzice z wyrobionym zmysłem estetycznym go usuną. Ale wygląd i dusza nie są skorelowane. Co robić? Ktoś z forumowiczów sugerował, że nawet zwierzętom okazuje się miłosierdzie, usypiając je w miarę potrzeby. W końcu nie żyjemy w średniowieczu, omyłkę w aborcji można skorygować eutanazją.
Dlatego właśnie słowo "postęp" mnie odrzuca.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)