W ramach dyskusji o rewizji historii czekają na swą kolej notki o tym, czy Stalin był głupszy od Hitlera oraz czy Rosjanie są większymi masochistami od Niemców. Tymczasem chciałbym zaproponować temat aktualny - obecna polska polityka zagraniczna i doktryna wojenna.
Do znudzenia dyskutuje się problem, jaka strategia w 1939 roku zapewniłaby Polsce gładkie i zwycięskie prześlizgnięcie przez II Wojnę Światową oraz jakiego kalibru było działko Łosia. To wszystko interesujące, ale poniekąd musztarda po obiedzie. Teraz mamy jednak (za kilka dni) rok 2015 i musimy sobie podobne pytania postawię na nowo.
Zacznijmy od polityki zagranicznej. Grzegorz Schetyna nie zaprezentował dotychczas wiele poza swoim enigmatycznym uśmiechem, więc skupmy się na Sikorskim i Tusku. Ich linia, to trzymać się lokalnie najsilniejszego, czyli Niemiec, w nadziei, że jak im będzie dobrze, to i nam nie będzie najgorzej. Moim skromnym zdaniem w przypadku zagrożenia ze wschodu (przy kokietowaniu przez Putina niemieckiej gospodarki) ten sojusz jest całkowicie bezwartościowy. Ale i to było często dyskutowane.
Przejdźmy do meritum: Czy Polska anno 2015 ma jakąkolwiek doktrynę wojskową? Mam na myśli określenie, z jakiego kierunku istnieje zagrożenie i jaki ma ono charakter? Jakich chwytów ma zamiar użyć nasz potencjalny adwersarz i jak daleko ma zamiar się posunąć? Polska jest członkiem NATO, więc pełnowymiarowy atak wrogiego państwa raczej nie wchodzi w grę, raczej destabilizacja, wspieranie separatystów oraz umacnianie wpływów gospodarczych. Ale czy na pewno nie? Może jednak jakiś blitzkrieg między Świętami a Nowym Rokiem, gdy reakcje Zachodu są spowolnione (jak Afganistan, czy stan wojenny)? Tak prędki i tak zdecydowany, by Zachód musiał odpowiedzieć mocno - lub wcale, bo się nie odważy? A może nie państwo tylko terroryści? Jacy, skąd? Jak chcą przeniknąć na nasze terytorium, jak chcą działać? Czy mają swoją siatkę śpiochów, jakich broni mogą użyć? A może tylko sparaliżować kraj ciągłym zagrożeniem, fałszywymi alarmami i pogłoskami siejącymi strach?
I dalej: czy w świetle zdefiniowanych zagrożeń skład naszej armii, jej uzbrojenie i wyszkolenie są adekwatne? Jakie jest morale żołnierza atakowanego zewsząd tezami, że patriotyzm to faszyzm, a używanie armii do czekogolwiek oprócz parad jest kryminalne, a nawet parady są nieekologiczne i demoralizują młode pokolenie? Czy dowództwo ma cojones, by nie wywiesić po godzinie białej flagi ani nie uciec na południe przez Łysą Polanę?
Ja tylko pytam... Nie wiem, więc pytam. Może ktoś zna odpowiedź - zapraszam do dyskusji. Ale może odpowiedzi nie zna nikt. Wolałbym, żeby tak nie było.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)