0 obserwujących
22 notki
8971 odsłon
298 odsłon

O "Niesamowitej Słowiańszczyźnie" Marii Janion

Wykop Skomentuj

p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120%; }

Maria Janion, znana ze studiów nad romantyzmem, jest autorem wydanej w 2011 r. książki pt. Niesamowita Słowiańszczyzna, w której próbuje ona zastosować na polskim gruncie teorie tzw. „postkolonializmu”. Wedle tych teorii,niegdyś skolonizowaneludy i narody wciąż patrzą na siebieoczamikolonizatorów zkrajów cywilizacyjnie „lepszych”.

Tojest właśnie „postkolonializm”.Dotyczyon np. Afryki.OtóżMaria Janion przedstawia tezę o polskiej, postkolonialnej tożsamości. Nie chodzi tujedynie o okres zaborów ani o jego konsekwencje w niepodległej Polsce. Chodzi o całą – odwieczną – polską tożsamość.Korzeni tego zjawiska należałoby szukać u zarania polskich dziejów.

Maria Janion twierdzi wręcz, że chrystianizacjaSłowian zachodnichbyła zamachem naich„słowiańskość”.Państwu Mieszka I i jego następców łaciński zachód narzucił swoją kulturę.Nigdy jednak nie przyjął tego kraju w poczet krajów „Zachodu”. Zawsze uważał go za kraj peryferyjny.IsamiPolacy zresztą takujemnie o sobie myślą. Na przykład mówią bardzo często, że Polska jest na „drodze do Europy”. Jednocześnie twierdzą, żePolska jestw Europie od X wieku.Są ubogimi krewnymi „Zachodu”a ten,mówiąc wciąż o „Europie wschodniej”, nie uważa ich za krewnych.

Peryferyjność Polski zaczęła się więc już za Mieszka I, trwała przez całe Średniowiecze. Nie słabła w dobie Renesansu ani w XVII w., twierdzi Maria Janion.W XVII w.,aby swoją peryferyjność przerobić w siłę, Polacy wymyślili nawet teorię „przedmurza”.Szło to w parze z pogardą wobec prawosławnego wschodu. Polacy nie chcieli być „Wschodem”, wiedząc poniekąd,że dla„Zachodu” Polska „Wschodemjest.

Tu Maria Janion posługuje się częstym u teoretyków „postkolonializmu”pojęciem „orientalizacji”, wziętym z prac poświęconych Indii czy krajom arabskim.Jest to, wedle krytyków tego pojęcia, pseudonaukowy opis „inności”, która jest przecież pojęciem złożonym. Zatem „Zachód”,pisze Maria Janion, zawsze Polskę „orientalizował”; Polska zaś, zawsze broniła się przed „orientalizacją”.

Maria Janion uważa,sięgając tu po niektóre pisma romantyków,że Polacy powinni odnaleźć swoją „słowiańską tożsamość”. Podejmuje ona też drugi temat – kwestię szybko zniweczonych, takonauważa, wpływów wschodniego, bizantyjskiego, czy też słowiańskiego obrządku na ziemiach zachodnich Słowian, w tym i w państwie Piastów.

Nie dowiadujemy się, czytając książkę Marii Janion, czym miałaby być ta „słowiańskość”. Trudno nie mniemać, że autorkaNiesamowitej Słowiańszczyzny po prostu szybuje w chmurach, w strefie spekulacji.

Moim zdaniem, rzecz tkwi w mętnym – wątpliwym – pojęciu „słowiańskości”. Jedyną „słowiańskością”, o której można racjonalnie rozprawiać, to fakt, że języki słowiańskie są do siebie podobne. Czyli językoznawcy – slawiści – mogą mówić o czymś, co upodabnia do siebie ludzi od Łużyc po Władywostok i od Archangielska po Bułgarię. Poza tym, wszystko jest spekulacją.„Słowiańskość” jest mitem, tak jak „germańskość” czy „łacińskość”. Można by też snuć teorie np. o tym, że Rzym i chrystianizacja zgniotły „celtyckość” Galiiiżywić nadzieję, że Francja, której nazwa pochodzizresztąod ludu germańskiego, wskrzesi swoje „celtyckie korzenie”.To są mity.Mity skonstruowane przede wszystkim w XIX w., w dobie romantyzmu, w głównej mierze pod wpływem romantyzmu niemieckiego.Nie wolni o tego byli polscy poeci: Mickiewicz wygłaszał w paryskim Collège de France wykłady o literaturach „słowiańskich”; Słowacki napisał wiersz o „słowiańskim” papieżu.

Odnosi się wrażenie, czytającwywodyMarii Janion, że chrześcijaństwowschodniebyłoby dlawszystkich„Słowian” właściwsze, bo bardziej „słowiańskie”; chętnie zresztątak myślą Rosjanie. Nie widzętu nic „słowiańskiego”. Tu przecież Bizancjum – Konstantynopol – jest fundamentem. A Rosjanie, wbrew temu, co się nierzadkood nichsłyszy, nie są Słowianami najwłaściwszymi. Prócz fundamentu bizantyjskiego, nie bez znaczenia jest wichdziejach okres tatarski; później ważną rolę odegrały wpływy Oświeceniai romantyzmu. W znanym, dziewiętnastowiecznym sporze między okcydentalistami a słowianofilami, ci ostatni nie reprezentowaliżadnejprawdziwej, słowiańskiej” Rosji; ich koncepcje, to „słowiańskość” urojona, pod niemałym wpływem koncepcji niemieckich np. koncepcji „Volksgeistu” („ducha narodu”).

Cyryl iMetody dokonali prawdziwej inkulturacji Ewangelii,azachodni misjonarze niszczyli kulturę ludów, które ewangelizowali? Tu mamy znowumieszaninę pojęć. Wszyscy misjonarze, i wschodni i zachodni, głosili Ewangelię, a Ewangelia jest, zawsze i wszędzie, rewolucją. Taka jest jej istota. W tym sensie, głosili coś zupelnie nowego – coś, co zawsze i wszędzie wchodzi w konflikt z ludzką kulturą. Tak jest i dzisiaj, na całym świecie, nawet w krajach powszechnie uważanych za chrześcijańskie. Więc Cyryl i Metody, tak samo jak zachodni misjonarze, nie mogli nie wchodzić w konflikt z kulturą Słowian – z ich „słowiańskością”.To jest najważniejsze.A sprawa np. języka liturgii, aczkolwiek ważna, jest drugorzędna.Chwalić można Cyryla za to, że posługiwał się językiem „słowiańskim” a nie łaciną czy greką. Ale był to język starobułgarski(zwany wtedy ogólnie „słowiańskim” a potem cerkiewnosłowiańskim) wtedy gdy, jak twierdzą slawiści, zróżnicowanie dialektalne u Słowian było już faktem dokonanym.Toteż nigdzie cerkiewnosłowiański nie stał się językiem narodowym, tak jak nigdzie nie stała się nim łacina. Zresztąteraz, w Kościele katolickim, języki narodowe są językami liturgii.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale