Justyna Kowalczyk w swoim blogu (blog w serwisie natemat.pl) opisuje jak wyglądają jej letnie treningi w Zakopanem. Mistrzyni pisze o tym jak ważna jest dla niej możliwość trenowania w kraju i jak bliskie jej jest właśnie Zakopane.
I byłoby już całkiem pięknie gdyby nie brak jakiejkolwiek trasy nartorolkowej. Trasy nie ma więc Mistrzyni musi trenować na zwykłych drogach. Jest to może całkiem niezła atrakcja dla turystów, którzy przy okazji spaceru mogą spotkać Justynę Kowalczyk, a nawet spróbować zamienić z nią kilka słów. Jednak dla trenującego zawodnika może to być dużym utrudnieniem, a nawet stanowić całkiem spore zagrożenie. Na nieodpowiedniej trasie wzrasta ryzyko wypadku i kontuzji.
A jak sama Justyna Kowalczyk pisze:
„Cóż, trasa nartorolkowa by się przydała! Powiem więcej, to WIELKI WSTYD, że jej tu nie ma i nie będzie.”
Zatem działacze PZN – Wstydźcie się!
I jeszcze dodam na koniec historię z ostatniej zimy.
W krakowskich mediach informowano swego czasu, że w Kasinie Wielkiej u podnóża Lubogoszczy powstała trasa biegowa utworzona z myślą o Justynie Kowalczyk i młodych adeptach narciarstwa biegowego. Skusiło mnie i pojechałem sprawdzić jak trasa wygląda i czy jest dostępna. Na miejscu okazało się, że nikt o sprawie nie wie i o trasie nic nie słyszał. Jeden z pracowników stacji narciarskiej pod Śnieżnicą skwitował podawanie informacji o powstaniu trasy w dwóch słowach: „Pie... głupoty”. A potem wskazał z obszar między drogą z Kasiny do Mszany i lasem pod Lubogoszczą mówiąc, że tam właśnie biega Justyna jak jest w domu.
w średnim wieku, niezbyt dynamiczny, z małego miasta przeniosłem się do dużego by w końcu uciec na wieś ;) Jeżeli przez jakiś dłuższy czas mnie nie ma to znaczy, że straszę prosiaki w lesie. kmarius[at]poczta.fm
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości