Przejawy patriotyzmu spontanicznego rządzącym w Polsce i mediom ich popierającym nie są w smak. A to ktoś coś krzyknie, a to jakieś hasło wywiesi, komuś nerwy puszczą i szarpnie kamerzystę. I znów trzeba będzie się wstydzić przed Europą, a może i całym światem.
Na szczęście jako przeciwwagę dla patriotycznych swawolników można pokazać też ułagodzoną (oswojoną) formę patriotyzmu. Jak było na prezydenckim marszu nie wiem bo nie byłem ale muszę przyznać, że towarzystwo w krawatach i z kotylionami w klapach na ekranie tv prezentowało się ładnie. Trochę przypominało to pochód pierwszomajowy ale nie będę się czepiał. W końcu sam też uczestniczyłem w takiej ułagodzonej formie manifestacji patriotyzmu.
„Lekcje śpiewania” na krakowskim rynku są taką formą, choć pierwotnie były jak najbardziej spontaniczną. Można radośnie ze sceny krzyknąć, że gdzieś tam (w stolicy) rozróby i kłótnie, a my sobie ładnie śpiewamy. Od razu czujemy się lepsi, dowartościowani. Ale aby sobie tego nastroju nie zepsuć lepiej od razu zrezygnować z walki o śpiewnik – po kolejnej lekcji powinniśmy i tak większość tekstów znać na pamięć. Zatem rozpaczliwe próby zdobycia śpiewnika zostawiamy kolekcjonerom. Nastawmy się też, że na otwartą imprezę masową przychodzą też ludzie przypadkowi, którzy tak naprawdę nie wiedzą o co chodzi. Jeżeli nie chcemy wyjść na oszołomów to dajmy spokojnie wygadać się prezydentowi miasta – w końcu facet daje kasę na tę imprezę. Na szczęście zazwyczaj gada krótko. Sporadyczni bywalcy oraz ci o słabszej pamięci będą w tej dobrej sytuacji, że żarty opowiadane przez prowadzących w przerwach między piosenkami nie będą im do złudzenia przypominać dowcipów z poprzednich lekcji. No dobra ale w końcu nie o zabawę w stylu taniego kabaretu tu chodzi, a artyści z Loch Camelot ładnie śpiewają i wstawkami rodem opolskiego kabaretonu wspierać się nie muszą. A rzucane czasem uszczypliwe uwagi pod adresem innych miast (bądź ich mieszkańców) to stały element krakowskiego folkloru.
Natomiast gościom z innych miast warto wcześniej uświadomić, że Kraków to nie tylko Kulturalna Stolica naszego kraju ale też ulubione miejsce spotkań pijaków i „niebieskich ptaków” - nie ma co robić wielkich oczu na widok pijanego obwiesia z biało-czerwoną zamiast szalika.
Pozdrawiam
Mariusz
w średnim wieku, niezbyt dynamiczny, z małego miasta przeniosłem się do dużego by w końcu uciec na wieś ;) Jeżeli przez jakiś dłuższy czas mnie nie ma to znaczy, że straszę prosiaki w lesie. kmarius[at]poczta.fm
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości