Dziś mówią, że nie było to jednoznaczne. Że Świat nie jest (nie był) czarno-biały.
A dla mnie był to właśnie taki czarno-biały świat. Świat widziany oczami dziecka.
W czarno-białym telewizorze najpierw mrowie czarno-białych plamek. Potem szary generał mówił coś niezrozumiałego. Przed telewizorem rodzice o szarych twarzach, bladych z przejęcia, a może od blasku monitora.
Szare dnie bez szkoły spędzane przy oknie. Przez okno patrzyłem na pustą, białą od śniegu ulicę, po której tylko czasem przemieszczała się czarna plama przechodnia.
Szare dni rozdzielały czarne wieczory przy bladej świecy.
Beznadzieja małego miasteczka, w którym nic się nie działo.


Komentarze
Pokaż komentarze