Szedł ulicą wydychając wspomnienia.
Wiedział, że ulica jest złudzeniem, a samochód, który zaraz zawiezie go do bazy tworzenia wspomnień jest tylko alkoholiczną halucynacją.
Wiedział, że nie ma już nic za ścianą powiek, a mimo to dalej drążył dłutem by wbić się w jej spojówkę. By choć na chwilę przeanalizować jeszcze raz jej źrenicę, zrozumieć ich oprawę, pojąć proces przemiany błękitu w czerwień.
Nie lubił widzieć jak płacze, lecz gdy jej oczy zlewały się z deszczem a orgazm mimowolnie pojawiał się po usłyszeniu winylowej płyty musiał znosić jej rozmazany, nie markowy tusz.
Porządek gwiazd tej nocy był nieładem, a amfetamina była nad wyraz słodka.
Mieszał ją z wódką, bo wiedział, że sam trunek już mu wystarczy. Wiedział, że potrzebuje teraz co raz więcej, by jeszcze wyraźniej zobaczyć jej obraz. Z samą wódką była ona niewyraźna, nieosiągalna, była jakby na wyciagnięcie ręki, ale nie do złapania.
Wiedział także, że narkotyków nie miesza się z alkoholem, a mimo to przeprowadzał ten zabieg na własnej wątrobie.
Wiedział także, że ze złudzeń się nie wyrasta, że one zostają w Tobie i łącznie ze wzrostem członka przy szczytowaniu są one jeszcze głębsze i nie do wytępienia.
Wiedział, że tylko szczytując z nią nie boi się śmierci, że w innych wypadkach czuję się jak by uprawiał tanią miłość z tanią dziwką z zalanego mgłą Moulin Rouge.
Co więcej wiedział, że powrót do przeszłości jest wyłącznie złudzeniem, a on dalej mimo to szukał tego samochodu, tego pociągu, tego statku kosmicznego, który w stanie utrapienia własnej moralności wysyłał go do wykreowanych marzeń, w których ona piła do niego miłością głupiej dwunastolatki.
On wiedział tak wiele, a tak na prawdę nie wiedział nic.
Każdy z nas ma swój Paryż.
Każdy z nas jest takim Owenem Wilsonem, który szuka swojego Paryża o północy.
I tego środka lokomocji, którego pierwszym przystankiem na żądanie jest "Przeszłość".


Komentarze
Pokaż komentarze