daliśmy się sprowokować do wrzasku, do gwałtowności, choć tylko powiedzieliśmy "nie"
(gorzej, nasze "nie" nazywają wątpliwościami, które w najbliższym czasie rozwieją, a tymczasem co chcą, podpiszą)
jednak za parę chwil powiedzą, że to wrzask, szalony, niekontrolowany i nieprzemyślany wybuch złości młodych ludzi, którzy jeszcze nie potrafią brać za swoje działania odpowiedzialności
powiedzą, że wykrzyczeliśmy swoje absurdalne nie, a kiedy poproszą nas - właściwie już chyba pojawiają się takie głosy - byśmy coś zaproponowali - mając pieniądze, i walcząc o ich rozmnożenie - zaczną lansować w różnych środowiskach mniej lub bardziej sprzeczne, mniej lub bardziej nastawione w jednym kierunku (powiedzą - egoistyczne i krótkowzroczne) tezy / pomysły / rozwiązania
damy się?
wyjdźmy bucom naprzeciw!
uzgodnijmy warunki jak najbardziej egalitarnej ochrony naszej własnej twórczości, naszego wkładu w cokolwiek, naszej działalności, naszego otoczenia i zmuśmy ich do pochylenia się nad tym
zmuśmy ich jawnie, legalnie, bez dyktatu
powiedzmy im (tym lokalnym i tym globalnym zwolennikom acta) o naszych działaniach wprost
- zaproponujmy ochronę każdego dzieła, nie tylko tego, kto ma pieniądze na ściganie ludzi czort wie gdzie i za co
- zatem zaproponujmy coś na kształt równorzędnych serwisów, wymieniających się zgłoszeniami autorstwa i dzieła oraz identyfikatora (hash jakiś, by łatwo tym operować) -jak serwery irca po padzie połączeń np.
- acta ułatwia ściganie za naruszenie praw autorskich ale nijak nie zająknie się w temacie ułatwień dostępu, czy w ogóle dostępu do informacji o prawach autorskich
(no najzwyczajniej xxxx jakaś musiała to pisać) - zaproponujmy powszechny zestaw praw użytku dozwolonego
- zaproponujmy rozsądne definicje pojęć legalne/nielegalne kopiowanie, oraz - co w mojej opinii znacznie ważniejsze - przetwarzanie
bowiem coś, co acta penalizuje - nagranie sobie filmu komórką w kinie - to raczej wyjątkowo skomplikowane przetworzenie czyjegoś utworu, do tego znacznie obniżające jego wartości - oni chcą za to karać jak za publiczne udostępnienie tego, co właśnie kupiłem w markecie
więcej, acta nie daje mi prawa żadnego coveru - nawet pierdząc w takt dźwięku reklamy proszku w kibelku
ustalmy - wyrzeźbiłem coś, wsio podobne w jakiejś mierze jest wolne od ochrony, zaś w pozostałym zakresie, na pewno szerszym - już nie - świat twórców netowych dawno wprowadził różnorodne typy licencji - może zaproponujmy, by próczy wersji stricte komercyjnych, w przypadku udostępniania/sprzedaży, trzeba przygotować wersję w którejś licencji otwartej/niekomercyjnej
wówczas dowolne przetwarzanie mogłoby dotyczyć tylko udostępnionych wersji otwartych, nie zaś tych komercyjnych - wprowadźmy rozróżnienie przetwarzania i kopiowania zależne dla licencji wtórnej, tj tej, z którą sami coś udostępnimy
jeśli kupiłem płytkę z filmem za 10e - licencja komercyjna, to nie mogę udostępnić przeróbki polegającej tylko na wycięciu np. #abc i wklejeniu #abd - wprowadźmy do czegoś na kształt acta, obok użytku dozwolonego, także prawo do cytowania
owszem, parę postów temu bodaj zaproponowałem, by obejść acta wykorzystując możliwość budowania serwisów udostępniającego kolejne cytaty
(wtedy te sklejone cytaty to dla nas końcowych użytkowników to samo co odpalenie ściągniętego czort wie skąd avi)
niech cytat będzie konkretnie określony - np. w innej jakości, odtwarzany w dowolny inny sposób - zaproponujmy kształt dzieł medialnych, albo i szerzej, których prawa autorskie nie mogą być objęte ochroną - np. skrajne downsample + zaszumienie + incydentalne podmianki (2 zerwane struny na 3min rokowej/orkiestrowej mp3'ki, czy avi w 8 kolorach dynamicznie dopasowanych do oryginalnego obrazu) - kto chce, korzysta
do tego albo obowiązek publikowania takiej wersji razem z oryginalną, albo depenalizacja takich przetworzeń
- oprogramowanie komputerowe traktowane jest inaczej, rządzi się swoimi prawami
jednak najwyraźniejszą sprawą wiążącą je z np. muzyką są płyty - co to za bzdurny zapis, że nie wolno tego kopiować/archiwizować albo pożyczać?
fakt, kopia/archiwizacja i pożyczka to różne sprawy, zatem rozdzielmy je
kopia i archiwizacja - albo mogę sobie kopiować płyty na własny użytek, np. celem archiwizacji, albo autor czegoś ma obowiązek odesłać mi nową płytkę np. w starej technologii, kiedy padnie stara, albo kopiuję ile chcę
co więcej przy okazji kopii - dla czego mam mieć tylko jedną kopię? a czemu w samochodzie i w pracy i w domu nie mogę słuchać tego samego, dlaczego muszę nosić płytkę ze sobą
do tego acta wsadzi mnie do pierdla, kiedy wezmę sobie tą płytkę do samolotu, bo np. słuchając czegoś w trakcie przelotu nad jakimś państwem nie miałem prawa tego robić, .. xxxxx
nie zgadzajmy się dłużej na taki badziew
ja i wsio, co tyczy się mojego użytku dozwolonego winno móc
pożyczka - odpłatnie? nieodpłatnie? w ramach użytku dozwolonego, bądź tymczasowego przenoszenia licencji (odpowiedni serwis?)
problemy w tym zakresie wynikają chyba w dużej mierze nie tyle z tego, że takie działanie jest zabronione, ale z tego, że właściciel praw nie musi wprowadzić formy wypożyczenia - niech to kosztuje swoje, pewnie różnie przy wykorzystaniu komercyjnym i niekomercyjnym)
- zainteresujmy się ludźmi ściganymi za udostępniane utwory - z jednej strony można się upierać, że stworzyli (i zarobili na tym) lewy rynek medialny
z drugiej jednak zmodyfikowali światową kulturę, przetworzyli ją, rozpropagowali
(olbrzymia pewnie część czytelników nie ma bladego pojęcia, jak powszechne na całym świecie pośród młodych ludzi było/jest śledzenie mnóstwa różnych .. "utworów chronionych prawem autorskim")
- związane z powyższym - zablokujmy wreszcie twierdzenie, że to, że udostępnię komuś jakiś utwór/program oznacza konkretną, wymierną (wg acta, rozumiem, nawet w wysokości detalicznej) stratę dla właściciela praw autorskich
bzdura
bujda na resorach
taki bzdet, że ktokolwiek poważny uciekłby na ciemną stronę księżyca, byle tylko nie stać koło oszołomów głoszących te brednie
sęk w tym, że ustawodawcy oraz władza sądownicza idzie wyłącznie tym tropem
ciekawe, czy właściciele praw do bonanzy stracili coś na tym, że oglądamy ją ponownie po latach w necie - przecież możliwości innego oglądania nie mamy - a ciekawe, ilu z nas po obejrzeniu zdecydowało się ściągnąć legalne pudełko rodzicom
ciekawe, ile stracili na lewych kopiach swojego oprogramowania właściciele np. autodesku czy mathworksa, bo na mój gust, a akurat o tym mam pojęcie niemałe, zarobili - dlaczego bsa i inne xxxxx ścigać ma użytkowników, a wspierać kłamców
(twierdzenie powyższe - tak tylko nieobeznanym dopowiem - wynika z tego, że na rynki, które same nie miały kiedy się rozwinąć i rozwinąć programistów przygotowujących potrzebne narzędzia, trafiło obce i lewe oprogramowanie, na którym wychowały się pokolenia użytkowników i pracowników, z czasem (nie tylko z racji ustawy z '94, raczej z racji opłacalności tegoż) każdy z nich przenosił się na legalne oprogramowanie
(tia, niektórzy zbańczyli i się nie przenieśli, innych złapała policja i też zbańczyli)
ta opłacalność ma tu kardynalne znaczenie
inna rzecz, w zasadzie nie słyszałem nigdy poważnego głosu w tej sprawie, nóż widelec komuś się oczka otworzą - zabezpieczenia wielu programów są naprawdę trywialne, wprost dla rynków powiedzmy rozwijających się i wprost pod te rynki
druga część tematu, gdyby coś nie było dostępne, nie byłoby zainteresowania tymże - a w którym kierunku zwróciłoby się zainteresowanie - w kierunku rzeczy dostępnych
stąd tym bardziej istotną jest koncepcja utworów udostępnianych w zubożonej wersji
- odnośnie oprogramowania w wersji trial, shareware - czy nie chcemy zrobić coś z programami, które mają wersję czasową, która to wersja kompletnie nie przystaje do rzeczywistości używania? jeśli potrzebujemy użyć czegoś raz, na chwilę, na próbę, użyjmy tego z sukcesem, a nie, jak dotychczas, odpalamy programik, klikamy wsio co trzeba, a na końcu guzik działa, bo to shareware
w żadnym razie nie zabraniam czegoś takiego, ale chcę zaproponować koncepcje licencji - konkretna nazwa - która powie nam, że możemy czegoś używać np. konkretnie, ciurkiem, np. przez 3 dni, albo sporadycznie 30x (a nie od np. 5 maja do 5 czerwca)
a tak nawiasem, pomijając prawo prasowe, kto odpowiada za ciągłe gadanie, że to były ataki hackerskie??
przecież tak gadając w kółko Macieju sam się nakręcą i wprowadzą 10letnie kary za każdą głupotę
- podmieniona strona to przestępstwo, ale skoro uprawniające do jej edycji hasło było takie proste, jak ktoś twierdzi, znaczy że jego administrator dopuścił domyślnych do edycji, nie zaś, że edytujący nie mieli uprawnień
- odpytywanie stron to odpytywanie stron, nie dos/ddos/natural *dos
- jeżeli zaś serwisy padają od naturalnego dosa, tzn że państwo nie wywiązało się ze swoich obowiązków - nie użytkownicy - nie dajmy zrobić z siebie idiotów (lol, np któryś art. rzepy o tym traktuje)
- doprowadźmy do zmiany przepisów kk (bodaj poprzedni wpis wskazuje niektóre), które służą albo represjom, albo tym, którzy za nie zapłacili, ale z pewnością wrogie są normalnemu używaniu sieci
(np. niektórzy bowiem bezczelnie wmawiają społeczeństwom, że podanie porawnej odpowiedzi przez komputer a, na zapytanie komputera b, kiedy ktoś, komu można przypisać siedzenie przy komputerze a nie posiada odpowiedniego papierka
takie zachowanie zaś podlega odpowiedzialności karnej
co ciekawe, zgodnie z przepisami kk autor instrukcji obsługi, który poda domyślne hasło do dostępu do sprzętu, którego obsługę opisuje instrukcja, popełnia przestępstwo
albo ktoś wrogi podlegającym polskiemu kk, albo totalny xxxx uchwalał te przepisy.. notabene ciekawe, czy się sprawdzić, co to byli za jedni, i czy podanie tego do inf. publicznej jest legalne)
pisane na szybko, zdaję sobie sprawę, że pewnie dużo będzie trzeba tu poprawić, stąd to cz. 1.
ps.
skoro naród zabiera głos "nielegalnie" tj medialnie (robiąc wrzawę medialną), i twierdzi, że się nie zgadza na podpisanie tej ustawy, czy ktoś nie powinien przeprowadzić referendum w tej sprawie?
(nie czy ktoś może/na jakiej zasadzie, ale czy ktoś ma obowiązek, skoro dana sprawa budzi niepokoje społeczne
tutaj powstaje poważniejszy problem - 1) pewnie nikt takiego obowiązku nie przewidział, bo przecież rząd nie może sobie czegoś wymyślić za plecami narodu, 2) zatem jeszcze poważniej należy traktować zachowanie Tuska - dyktat)
uśmiechu



Komentarze
Pokaż komentarze (2)