Gdy siedzieliśmy nocną porą przy ognisku na Korwinaliach ‘08 w Sarbinowie, zagadnęła nas przechodząca nieopodal kobieta, pytając, co to za flaga powiewa nad naszym obozem (chodziło o pokaźnych rozmiarów flagę UPR). Zaproszona do ogniska, gdy zorientowała się, że rozmawiamy o "polskich sprawach", powiedziała zdecydowanym głosem: "A ja mam żal do Polski". Tu opowiedziała swoją przejmującą historię, jakich niestety wiele w naszym "państwie prawa", a ostatnio i "miłości":
Na początku lat dziewięćdziesiątych, chcąc "wziąć sprawy w swoje ręce", założyliśmy z mężem małą firmę. Ja zajmowałam się trójką małych dzieci i pomagałam przy papierach, a mąż od rana do wieczora ciężko pracował. Zarabialiśmy niewiele, ale żyliśmy nadzieją, że będzie lepiej. Po kilku latach takiego życia udało nam się zaoszczędzić na krótki urlop. Dzieci były zachwycone, a my - zachłyśnięci beztroską długo wyczekiwanego odpoczynku zapomnieliśmy wysłać w terminie PIT. Myśleliśmy, że to drobnostka. Urząd Skarbowy wymierzył karę, przysłał kontrolę, następną karę i firma zbankrutowała. Wraz z małymi dziećmi znaleźliśmy się bez środków do życia i w długach. Pozostała nam emigracja. Dziś dobrze nam się powodzi, choć nie wykonujemy w Norwegii żadnych ambitnych zawodów. Stać nas na beztroski urlop w Polsce i na wiele więcej. Ale dlaczego nie mogliśmy tego mieć tu – głos zaczął się jej łamać – Mam ogromny żal do Polski...
Nas też coś ścisnęło w gardle, a w sercu mieszał się wstyd i wściekłość. Kiedy wreszcie nasze państwo, przez wieki oczekiwane, da nam godnie i spokojnie żyć na naszej Ziemi?
Paweł Chojecki
***
"Król państwo umacnia sprawiedliwością, niszczy je ten, kto podatkami uciska." Prz 29:4


Komentarze
Pokaż komentarze (21)