Jakiś czas temu na naszych łamach zadałem pytanie: „Dlaczego tak się spieszą?” (iPP maj 2008) w kontekście usankcjonowania nowego superpaństwa UE za pomocą traktatu lizbońskiego. Postawiłem tezę, że chodzi o pieniądze, które nieubłaganie się kończą (w wiek emerytalny wchodzi pokolenie powojennego boomu demograficznego). Wywołany przez rząd USA kryzys bankowy i finansowy dopełnił dzieła.
Nie udało się traktatem zniszczyć do końca państw narodowych i obecnie każde z nich zaczyna na własną rękę ratować swoją skórę. (Tylko nasi okupanci wyskoczyli przed orkiestrę i udając zasobnych, lekką ręką „pożyczyli” bankrutującej Islandii wyrwane z naszych kieszeni 200 milionów $) Tzw. solidarność europejska okazała się pustym frazesem, a karmione propagandą świetlanej przyszłości ludy UE zaczynają wrzeć. Zaczęła Grecja, potem były Łotwa, Hiszpania, Islandia. Media starają się nie dostrzegać problemu, ale czas rozrachunku się zbliża.
Rząd Tuska jest bankrutem. Podatki są już tak wysokie, że gospodarka stoi w recesji, a ludzie zaciskają ze złości zęby. Teraz wystarczy tylko iskra, by sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wentylem bezpieczeństwa mogłyby być nowe wybory, ale czy rozeźlona ulica do nich doczeka?
Potwierdza się też przypuszczenie, że J. Kaczyński celowo oddał władzę PO-paprańcom, by na nich spadło odium społecznego niezadowolenia. Czy jednak powracający do władzy PiS ma szansę uratować Polskę? Owszem, zna się na służbach specjalnych i polityce zagranicznej. Ale tu trzeba ratować gospodarkę! Pomóc może tylko antyfiskalny i wolnorynkowy program od dwudziestu lat bezskutecznie głoszony przez Unię Polityki Realnej. Módlmy się o rozwagę dla polityków i wyborców!
Paweł Chojecki
Artykuł pochodzi z nowego numeru "iPP" - od czwartku 29.01 w kioskach RUCH.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)