W całej tej sprawie zastanawia mnie tylko jedno, dlaczego nikt nie patrzy z perspektywy pracodawców? Na pewno Pani Ł. czuje się skrzywdzona, ale spróbujmy zastanowić się nad sytuacją pracodawcy. Prawo w oczywisty sposób chroni kobietę w ciąży. Nie można jej zwolnić, a gdy jest zatrudniona na czas określony, umowa wydłuża się do czasu porodu. Nawet gdy nie jest dobrym pracownikiem bądź była zatrudniona na konkretny czas – pracodawca musi ją zatrudniać aż do rozwiązania. Częstą praktyką jest chodzenie na zwolnienia. Wiadomo, ciąża zagrożona – nic nie jest ważniejsze. Po kilkumiesięcznym zwolnieniu przychodzi urlop macierzyński (od 16 do 26 tygodni), a potem wychowawczy (2 lub 3 lata). Przez cały ten czas kobieta jest zatrudniona u danego pracodawcy, oczywiście za czas nieobecności płaci ZUS (oprócz pierwszych 33 dni zwolnienia), a jeśli przysługuje zasiłek wychowawczy – wypłaca go MOPR. Pracodawca jednak musi trzymać przez kilka lat miejsce pracy, przez ten czas płacić za obsługę kadrową (bo wiadomo - deklarację ZUS trzeba zrobić, a wynagrodzenie przekazać). Na miejsce pracownicy w ciąży pracodawca może zatrudnić kogoś innego, ale tylko na zastępstwo, lub musi zapewnić jej inne stanowisko pracy, gdy wróci z długiego urlopu. Ile kosztów przysporzy to firmie, która i tak boryka się z utrzymaniem na rynku? Mam na myśli małe i średnie firmy, bo te duże mają prawników, pieniądze i pozycję, więc nie muszą się martwić takimi przepisami. Jakby tego było mało, wiele kobiet decyduje się na drugie dziecko podczas trwania urlopu wychowawczego, znowu idą na zwolnienia i urlopy, wydłużając okres nieobecności o następne kilka lat. W tym czasie mają wypłacane wynagrodzenie.
Pragnę zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko temu, gdyż jest to zgodne z prawem i, nie ukrywajmy, wygodne dla kobiet. Wiem, że i ja w każdej chwili mogę zajść w ciążę i będę chciała wykorzystać wszystkie możliwości odzyskania od ZUS-u chociaż części wydartych mi pieniędzy. Staram się jedynie zrozumieć także i drugą stronę, która w takiej sytuacji nie ma praw. W wyniku takiego postępowania kobiet coraz więcej przedsiębiorców nie chce ich zatrudniać. Niektórzy twierdzą, że nigdy nie zatrudnią kobiety, a chyba nie o to prawodawcy chodziło?
Czy nie można by zatroszczyć się o godność kobiet w inny sposób? Obecnie panuje pogląd, że państwo ma o wszystkich dbać, zabezpieczać ich materialny byt, opiekę zdrowotną, edukację itp. Idą na to ogromne pieniądze - z podatków oczywiście. Skutki są takie, że ludzie zaczynają sięgać po coraz więcej od państwa, nie patrząc na to, co sami mogliby zrobić. Moim zdaniem umowa o pracę gwarantuje pracę z jednej, a wynagrodzenie z drugiej strony. Natomiast, gdy pracownica jest na kilkuletnim urlopie, nie pracuje i nie wytwarza dochodu, ale pobiera z budżetu wynagrodzenie. Z drugiej strony pracodawca, który musi przeszkolić nową osobę na zastępstwo bądź radzić sobie bez tego stanowiska, traci dużo pieniędzy i czasu. Taki układ jest niekorzystny dla obu stron, a to, co przeżyła Pani Ł., tylko tego dowodzi.
Komunistyczna polityka wysyłania kobiet do pracy zbiera teraz swoje żniwo. Gdyby godziwie płaciło się pracującym, nie ograbiało ich przez podatki w wysokości niemalże 80% pensji, to rodzina sama zapewniłaby sobie godne życie, opiekę zdrowotną, a już na pewno nie byłoby problemów zwolnionych kobiet w ciąży. Kobiety w swoich wyborach kierowałyby się nie tylko uczuciami, ale patrzyłyby też na praktyczną stronę związku i zastanowiłyby się dwa razy, czy i za kogo wychodzić za mąż i z kim mieć dzieci, tak, aby ten, którego wybiorą, umiał im zapewnić byt. Przykro patrzeć, jak wspomniana Pani, zamiast cieszyć się ciążą, walczy o pracę sądownie. Nota bene owa Pani dostanie adwokata przydzielonego z urzędu, jak to zwykle bywa w sądach pracy, co pociąga za sobą kolejne koszty budżetowe.
Poczucie bezpieczeństwa i godnego życia są ważne, problemem jest tylko obrana przez kobiety metoda walki. To nie na pracodawcach powinny się skupiać, a na niecnym prawie, które dopuszcza tak ogromne obciążenia podatkowe i zmusza kobiety do zostawiania swoich dzieci i chodzenia do pracy. Wydaje się, że obecnie obowiązek troski i opieki nad kobietą z dzieckiem przeniesiony został z męża i ojca na pracodawcę i państwo. Oczywiście jest to częścią ogromnego planu rozbijania i osłabiania rodziny, ale to już odrębny temat.
Urszula Hamera



Komentarze
Pokaż komentarze (40)