3 obserwujących
531 notek
208k odsłon
98 odsłon

Cum on Feel the Noize of Mega Therion: Slade / Therion - Relacja

Wykop Skomentuj1

Tego typu zespołu to żywy skansen (w brew pozorom piszę to w bardzo pozytywnym sensie) a występy to ostatnia szansa po obcowania z muzyką graną choćby w najmniejszym stopniu przez oryginalnych muzyków. Widmo profesjonalnych cover bandów i hologramów na dobre zainstalowane zostały w show biznesie.

Wróćmy jednak do naszych glamowych dziadków, którzy nadal posiadają moc sprawiania, że mimowolnie nóżki same przytupują w rytm muzyki. Obok mnie pod scena przeważały raczej szpakowate głowy uzbrojone w nostalgiczne spojrzenia - pytanie czy patrzące jedynie na groteskowe popisy gitarzysty na scenie, czy też w głąb wspomnień z własnej młodości? Zresztą pewnie jedno nie wyklucza drugiego. To był rasowy rock and roll grany przez rasowych rock and rollowców.

Nie tylko ja czekałem na skoczny szlagier pt. „Run Runaway” z obowiązkowym wstępem zagranym na skrzypcach (zaszczytna rola przypadła basiście). Żeby dobrze się rymowało Slade poprawił kawałkiem „Far Far Away”. Nie muszę chyba wspominać jak wielką furorę wśród wrocławskiej publiczności sprawiła kultowa ballada „Everyday”, to zdecydowanie był jeden z tych najbardziej magicznych momentów… chociaż wolałem, gdy grano gorące przeboje pokroju „Mama Weer All Crazee Now”, czy „Cum on Feel the Noize” – jeden z największych hymnów Slade, którym postanowili uwieńczyć swój występ.

Zachowanie sceniczne, wszystkie figlarne ruchy gitarzysty stonowany, ale jednak posiadający znamiona glamu wizerunek - na finał przygotowano nawet efekciarską gitarę o fikuśnym wyglądzie i podświetlanym na niebiesko gryfie (sic).

Ujmującym gestem basisty było założenie specjalnej koszulki na bis. Na awersie widniała flaga Union Jack a na rewersie polskie barwy narodowe. Odbiór tym bardziej milszy, gdy rozpatrzymy to w kontekście zbliżającego się Dnia Flagi Rzeczpospolitej Polski (z czego zespół pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy). Cóż od zawsze rozczulają nas tego typu chwyty – wystarczy, że byle grajek pomacha Polską flagą ze sceny i publiczność jest kupiona…

Repertuar był przekrojowy, jak wspomniałem nastawiony na przeboje, który starannie zostały rozplanowane, tak aby zadbać o odpowiednią dramaturgię. Przyczepić można się jedynie od biedy do brzmienia, które na mój gust było nieco przebasowane, (piszę to z perspektywy bycia centralnie na przeciwko sceny). Mimo że koncert do najbardziej widowiskowych nie należał, to jednak miał swój nostalgiczny urok. Sądzę, że ten sam gig zagrany w warunkach klubowych jakościowo zyskałby znacząco. Kolejni wielcy odhaczeni, dobrze się złożyło, bo dzięki temu mogłem obejrzeć mentorów KISS w akcji, niedługo przed zbliżającym się krakowskim koncercie.


Therion

Finał (jak na finał przystało) pierwszego dnia był iście epicki. Wszystko za sprawą występu sztokholmskich gigantów metalu symfonicznego - Therion. Początek występu był niepozorny pochopne wnioski wyciągnąłem z jeszcze wówczas niepełnego składu, który pojawił się na scenie. Z czasem, stopniowo skład rozrastał się aż w końcu na scenie zaroiło się i zrobiło całkiem tłoczno. Ostatecznie Therion wystąpił jako septet. Odnośnie kwestii personalnych, to dzieje Theriona są delikatnie rzecz ujmując burzliwe, niezliczone zmiany składów, nierzadko z albumu na album. Jak wiadomo ostatecznie z oryginalnego składu pozostał jedynie mózg całego przedsięwzięcia Christofer Johnsson (wiosło, gardło). Występ uświetniał udział śpiewaczek operowych, które zniewalały publiczność syrenimi głosami. Jak było widać i słychać mieliśmy do czynienia z świetnie zaaranżowanym koncertem. Również w przypadku Therion nie można było mówić o nie wiadomo, jakim widowisku. Jednak pod kątem choreografii przyznać trzeba, że co prawda subtelnie ale jednak działo się.

Set był dynamiczny, przekrojowy od Theli (1996) obejmujący również monumentalne -ostatnie trzypłytowe dzieło Beloved Antichrist (2018) - przeliczając na winyle daje nam to album sześciopłytowy (a i owszem ukazał się również i w takiej wersji). Co prawda jedynie w roli otwieracza posłużył „Theme of Antichrist”, ale zawsze coś.

Pomimo, że Therion sprawnie przeleciał się po swej bogatej dyskografii, to całość była niezwykle spójna. Nie odczuwało się przesadnej pompatyczności (chórki znają swoje miejsce w stadzie) tam gdzie dla dramatyzmu należało je uwypuklić, istotnie brylowały. Bardzo dobrze zobrazowane zostało kształtowanie się stylu i konsekwencja obrania swej ścieżki artystycznej od połowy lat 90. do dnia dzisiejszego. Kto liczy na powrót do brzmienia z pierwszych płyt, nadal będzie zawiedziony. Tak jak stojące za mną komando weteranów, zakochanych w czwartym krążku. Dawało temu wyraz skandując przez pół koncertu tytuł Lepaca Kliffoth (1995). Niestety na marne zdzierając gardła. Biedni niewtajemniczeni nowicjusze przede mną mocno zdziwieni nie wiedzieli, co się dzieje wymieniali się zdezorientowanymi spojrzeniami. Rozumiem, że Therion ma dość bogatą dyskografię i można się w tym wszystkim pogubić, ale żeby nie znać tak przełomowego dzieła w historii zespołu?

Koncert był bajeczny, osobiście najbardziej cieszyły mnie te najstarsze kawałki, płyty z Theli (1996) – „Cults of Shadow” i zagrany na bis „To Mega Therion”, który spotkał się z najbardziej żywiołowym przyjęciem, co zresztą nie powinno dziwić. Jednak uczciwie przyznać trzeba, że to właśnie materiał symfoniczny, a raczej „operowy” powalał swym rozmachem i kunsztem. Szwedzkiemu zespołowi udaje się jak mało któremu, zachować optymalne proporcje nie zapominając, że jest to przede wszystkim muzyka metalowa.

Bezpośrednio po koncercie słyszałem głosy rozczarowania, że wszystkie orkiestracje i partie klawiszowe nie były grane na żywo, niektórzy zarzucali playback partii operowych… co do drugiej kwestii jestem niemal przekonany, że byłoby to niemożliwością. Za to jestem w stanie zrozumieć tych, którzy mają pretensje o brak obecności klawiszowca na scenie – wtedy występ choćby pozornie zyskałby na autentyczności. Niemniej w ostatecznym rozrachunku nie ma dla mnie to większego znaczenia. Koncert był na poziomie oczekiwań, które były niemałe.

Szkoda mi koncertu Napalmów, ale i tak byłem usatysfakcjonowany poziomem imprezy, nagłośnieniem i to że mogłem odhaczyć Slade z listy dinozaurów.


Ignacy J. Krzemiński

Zobacz galerię zdjęć:

Nocny Kochanek
Nocny Kochanek Slade Therion +44 zdjęcia +45 zdjęć
Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura