Mała „Wielka” Armia
W ostatnią niedzielę byłem w krakowskiej Tauron Arenie na koncercie Małej „Wielkiej” Armii Janosika. Wraz z piętnastoma tysiącami widzów wzruszałem się, słuchając kolęd w wykonaniu ponad dwustu dzieci. Większość z nich samodzielnie przygrywała sobie na skrzypcach, wiolonczelach i basach. Słuchając tych pięknych pieśni, w tak energetycznym wydaniu, czułem mocne wzruszenie.
Wzruszyłem się, że jestem gałązką z tego samego pnia, co ich autorzy i wykonawcy.
Po koncercie Damian Pałasz – organizator i dobry duch tej armii – przedstawił wszystkich artystów.
Wymieniał z pamięci imię każdego dziecka, którego twarz pojawiała się na ogromnym telebimie. Trwało to ponad dziesięć minut.
Dzieci dumne i radosne. Chłopie, gdyby tych dzieci było tam nawet czterysta, stałbym do samego końca i klaskał!
Wzruszyłem się, że jestem gałązką z tego samego pnia, co Damian Pałasz.
Wraz ze mną stali i oklaskiwali ich wszyscy „ziomale” – niemal nikt nie opuścił hali przed czasem. Każdy czuł, że wykonawcom należy się ogromny szacun. Kultura!
Wzruszyłem się, że jestem gałązką z tego samego pnia, co ci ziomale.
Patrzyłem na te dzieci – uśmiechnięte, radosne, ubrane w piękne regionalne stroje, pieczołowicie odprasowane przez rodziców. To oni dowożą je na próby z całego Podhala i ćwiczą z nimi w domach. Dziś te dzieci, po wczorajszym wielkim triumfie, po prostu poszły do szkoły.
Wzruszyłem się, że jestem gałązką z tego samego pnia, co ci rodzice i te dzieci.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)