
Za nami konkurs Eurowizji 2026. Konkurs który zapamiętam na długo, głównie z przyczyn pozaartystycznych. Izrael którego rząd doprowadził do kryzysu humanitarnego w Strefie Gazy. Za tym estetycznym określeniem kryje się śmierć i głód setek tysięcy ludzi. To smutne że osoby uprawiające sztukę, są zmuszane do politycznych wyborów i upatruje się w nich symboli władzy mordującej ludzi z wyrafinowaniem i cynizmem. Izrael przygotował na Eurowizję balladę „Michel”, która trafiła do moich ekletycznych gustów. Największą obawą było jednak, że Izrael wygra tą edycję konkursu i o mały włos tak się nie stało. Ocalenie zawdzięczamy Bułgarce Darze wykonującej nowocześnie zaaranżowany „bangaranga”. Co było gdyby to jednak Izrael wygrał? Zredukowanie listy krajów prezentujących się na Eurowizji do 10 – 15? Bo jedno jest pewne – rząd izraelski nie ma zamiaru odstąpienia od dotychczasowej polityki.
Co mi się podobało? Było sporo piosenek które trafiły w moje gusta. Grecja i Cypr zaprezentowały imprezowe numery o lekkim podtekście (cypryjskie tańczę na stole dla ciebie i greckie „ jak byłem młody tyle chciałem mieć rzeczy”). Było to miłe i sympatyczne – piosenka powinna też bawić i cieszyć. Australia z przeciętną piosenką ( jeden dotyk – jeden pocałunek) ale za to w porywającym wykonaniu Delty Goodrem. Porażka Szwecji – Felicja zajęła dopiero 20 miejsce - ani piosenka ani jej wykonanie nie wyróżniały się niczym szczególnym. Podobnie było z Niemcami – wszystko profesjonalnie i zgrabnie zrobione i wykonane – ale jednak czegoś zabrakło i podobnie jak w ostatnich latach kraj ten na jednym z ostatnich miejsc w konkursie.
Zakochałem się w chorwackim utworze wykonywanym przez Lelek – utwór o charakterze pieśni ludowej z mądrym tekstem i emocjonalnym wykonaniem. Podobała mi się Mołdawia ( Viva Europa, Viva republika Mołdawia) - Radość i entuzjazm które są nieodłączną częścią tej piosenki to klimat który bardzo mi odpowiada. Doceniłem laureata ostatniego miejsca w konkursie reprezentanta Wielkiej Brytanii. – Anglika śpiewającego po niemiecku „ Ain, Cwai, Drai” z przesłaniem „ ja się do normalnej pracy nie nadaję” . W głosowaniu Jury zdobył 1 ( słownie : jeden) punkt, od telewidzów okrągłe zero punktów, Anglik docenił to uznanie, wybuchnął śmiechem i wszystkich pozdrowił. W tym programowym szaleństwie przypomina mi nieobliczalnego Vincenta Clarka.
Cudownie staroświeckie Włochy z piosenką która może się podobać i której żywot może być dłuższy niż innych piosenek eurowizyjnych. Skrzypcowa Finlandia z niezła piosenką i dobrym pomysłem na partię skrzypiec. Dobra Francja – Monroe łącząca klasyczny śpiew z popem. Nie wiem czy to połączenie jest do końca „smaczne” ale doceniam klasę wokalistki i samego utworu.
Na koniec Malta z sentymentalną balladą której formuła nadawała się na Eurowizję dziesięć lat temu – sympatyczna choć dzisiaj trąci „myszką”, nie wzbudzając takich emocji jak kiedyś.
Co do polskiej piosenki: Nie jestem zwolennikiem gospel i soulu – bo połączeniem takich gatunków jest wezwanie do modlitwy wykonywane przez Alicję Szemplińską. Głosy publiczności dowiodły że Europa również nie lubuje się w tym gatunku. Doceniam głoś i jakość wykonania. Nie jest to jednak utwór który zostanie ze mną na co dzień,
Bułgarskie media pełne entuzjazmu już wyliczają korzyści ekonomiczne jakie przyniesie organizacja konkursu w następnym roku. Turcy przypominają że mąż Dary jest z pochodzenia Turkiem, Macedończycy twierdzą że nie jest Bułgarko-tatarką tylko należy do narodu Macedonii. Cóż sukces ma wielu ojców. I jeszcze więcej matek.
Z tych co odpadli: moje klasyczne gusta faworyzowały grupę Vanilla Ninja z niezłym rockowym numerem, ciekawostką było San Marino z gościnnym występem zapomnianej gwiazdy lat 90'tych Boya George'a, bardzo podobała mi się Eva Marija z Luksemburga z naprawdę doba piosenką i emocjonalną interpretacją, Wraz z kolejnymi przesłuchaniami coraz bardziej doceniam propozycję Portugalii - rzecz totalnie niekomercyjną ale której estetyka coraz bardziej do mnie przemawia.
Co zostanie we mnie po tym konkursie? Oksymoron „bangaranga” na określenie igraszek damsko męskich ( jakoś mi to pasuje do tej czynności ), Włochy do słuchania na co dzień, Chorwacja z Andromedą i Mołdawia też do słuchania na co dzień. Nie zapomnę wyluzowanego Anglika, chociaż kojarzy mi się z wielkim niemieckim przebojem sprzed lat i izraelskiej „ Michelle”. Dobry konkurs, szkoda tylko że w cieniu brudnej i bezwzględnej polityki.


Komentarze
Pokaż komentarze