3 obserwujących
532 notki
215k odsłon
  134   0

Wiara, że wszystko jest w porządku: DAF / Nitzer Ebb - Relacja

Wokaliście Gabrielowi ‘Gabi’ Delgado-Lópezowi oraz perkusiście Robertowi Görlowi stawia się poważne zarzuty: należą do głównych podejrzanych o stworzenie podwalin dla współczesnej muzyki tanecznej.

O ile Douglas McCarthy jawił się jako zwierzę, tak Gabriel Delgado-López okazał się wcieloną bestią sceniczną, którego zapału nie było wstanie ostudzić litry wylewanej na siebie wody.

To było porażające, wigor, mimika, całokształt choreografii, w której w centrum był siłą rzeczy Gabi. To co wyczyniał przez cały występ - trudno opisać. Było to widowisko „jednego aktora”, pełne prowokacji utrzymanej w dobrym smaku, niespotykanej, szczerej ekspresji i autentycznego entuzjazmu z występowania na scenie. Gabi przeżywał każdy wyśpiewywany tekst, oddając swoimi minami i gestykulacją przekaz w taki sposób, że słuchacz nieznający języka szprechanego mógł z łatwością domyśleć się kontekstu.

Trzeba podkreślić, że DAF był do bólu konsekwentny, język niemiecki nie ograniczał się jedynie do wykonywania własnej twórczości, wszelkie zapowiedzi i pogadanki z publicznością również były po niemiecku.

Jego kompan grał na jak najbardziej żywym zestawie perkusyjnym... niczym nieskrępowany puszczał podkład z płyt kompaktowych. Czynił to absolutnie niedyskretnie. W normalnych okolicznościach uznano by to za niewybaczalną potwarz - ale że płynie w żyłach duetu (elektro) punkowa krew, uznać to można za swego rodzaju manifestację, może nawet prowokację? Zaś odtwarzacz kompaktowy za artefakt, silnie związany z epoką przełomu lat 80./90. – czy cokolwiek zmieniłoby, gdyby podkład był puszczany z płyty winylowej lub po prostu z komputera?

Zaskakujące było to, że DAF odpalał hicior za hiciorem z złotego okresu trylogii z lat 1981-1982.

Większość z tego co pragnąłem usłyszeć i spodziewałem się gdzieś pod koniec, na finał bądź bisy rzucono na pierwszy ogień: „Der Mussolini”, w którym Gabi przechodził samego siebie, żywo i dosadnie wzmacniać przekaz stosownymi gestami – dacie wiarę, że niemiecki zespół wykonuje na koncercie salut rzymski? (sic)

Dla wielkiego miłośnika Laibach możliwość usłyszenia „Alle gegen Alle” w oryginale było spełnieniem jednego z muzycznych marzeń. To samo tyczyło się wyżej wspomnianego „Der Mussolini”, który również miał doczekać się coveru, ale ostatecznie doczekał się mocnego hołdu w postaci jednego z największych przebojów Słoweńców pt. „Tanz mit Laibach”.

Zresztą co tu się dziwić, skoro owa trylogia była wypchana po brzegi hiciorami jak „Sato-Sato”, „Sex unter Wasser” czy „Liebe auf den ersten Blick” i „Alles ist gut”, którymi zespół bisował. DAF nie ograniczał się jedynie do słynnego tryptyku sięgając po mniej znane płyty np. po Die Kleinen und die Bösen (1980), z którego wykonano zadziorny „Nachtarbeit”. Również pod względem różnorodności DAF mistrzowsko górował nad Nitzer Ebb, choć i Niemcom zdarzały się jednostajne bloki, ale taki też jest przecież urok gatunku. Gdzie pewna doza mechaniczności i powtarzalności jest po prostu konieczna.

Wracając do sfery brzmienia to nagłośnienie było idealne, selektywne, na odpowiednim poziomie głośności tak żeby słuchacza nie zmęczyć intensywnością. Wszak był to festiwal producentów muzycznych - wszystko musiało być jak w zegarku. Optimum osiągnięto choć odnosiłem wrażenie, że Nitzer Ebb było ciutkę przebasowane. Przez co muzyka traciła na głębi. Zdecydowanie tego błędu nie popełniono w przypadku nagłośnienia DAF.

Ciekawym dla mnie zawsze aspektem na tego typu gigach jest wczucie się niektórych fanów, którzy nosili fryzury z epoki. Nadaje to kolorytu zwłaszcza, że mowa o słuchaczach, których w czasie świetności grup występujących nie było jeszcze nawet na świecie… Sądzę, że dla obu grup było to szczególnie miłe, że nie zostali reliktem, że sięgają po ich twórczość kolejne pokolenia słuchaczy.

Oba występy były jak bezcenna wycieczka do skansenu EBM, było momentami archaicznie i przedpotopowo ale tak właśnie miało być, tego świadomie oczekiwałem. Można było na żywo posłuchać i zobaczyć twórców pogranicza muzyki elektronicznej, przedsionka muzyki techno, która została bezwzględnie zmieciona przez raveowy potop lat 90.


Ignacy J. Krzemiński

Zobacz galerię zdjęć:

Nitzer Ebb
Nitzer Ebb Deutsch Amerikanische Freundschaft +16 zdjęć +17 zdjęć
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura