1 obserwujący
4 notki
4806 odsłon
  956   1

Fenomen Xaviego

(fot. Getty Images)
(fot. Getty Images)

Xavi. Ten niski, nażelowany Hiszpan o (jak wielu twierdzi) romskiej aparycji był jednym z powodów zakwitnięcia mojej miłości do katalońskiego klubu. Kibice Barcelony wspominający z rozrzewnieniem złote czasy tej drużyny zawsze najcieplej myślą o szeroko uśmiechniętym Ronaldinho, magicznym Inieście, niepowstrzymanym Messim i właśnie o Xavim – liderze, moim nieskromnym zdaniem, najmocniejszego kolektywu w historii piłki nożnej. Blaugrana właśnie od odejścia Xaviego na emeryturę (tak, uważam, że gra w lidze katarskiej równa się piłkarskiej emeryturze), czyli 2015 r. zaczęła ulegać stopniowej degradacji. Oczywiście czynników było kilka, a odejście Hiszpana dzierżącego „6” na plecach bynajmniej nie było tym najważniejszym. Do tragicznej sytuacji doprowadził przede wszystkim Josep Maria Bartomeu, nieszczęsny Prezydent FCB piastujący swój urząd w latach 2014-2020. Praktykował on prawdopodobnie najgłupszą i najbardziej nieudolną politykę w światowej piłce klubowej, która wielokrotnie zahaczała o kryminał. Dosłownie. Bartomeu w marcu zeszłego roku został aresztowany. Ponoć wynajął firmę , której zadaniem było oczernianie tych, którzy nieprzychylnie odnosili się do jego prezydentury. Oskarżano go też o korupcję. Swoją cegiełkę do barcelońskiej ściany płaczu dołożył też Messi, który po 2015 r. zawodził właściwie we wszystkich kluczowych momentach (0:3 z Juventusem w 2017, 0:3 z Romą w 2018, 0:4 z Liverpoolem w 2019, hańbiące 2:8 z Bayernem w 2020). Swoją chorobą bezradności zarażał całą drużynę. Ale odejście Xaviego też zrobiło swoje. W końcu był on filarem złotej ery tego klubu, uosobieniem siły, tryumfu, kompletnej dominacji. Bez niego katalońska układanka okazywała się z roku na rok coraz bardziej niekompletna. W końcu, w listopadzie zeszłego roku sytuacja była tak beznadziejna, że FCB wylądowała na 9 miejscu w La Liga, za "potęgami" takimi jak Osasuna czy Rayo Vallecano. Potrzebne były natychmiastowe zmiany. Szczęśliwie, te nastały. Za wiecznie naburmuszonego i obwiniającego wszystkich, tylko nie siebie trenera – Ronalda Koemana – przyszedł właśnie on, Xavi. I zrobił coś, o czym marzył każdy Cules - kompletnie odmienił tę drużynę. Na tę chwilę Blaugrana jest niepokonana od 15 spotkań, 2 w tabeli ligi hiszpańskiej, walczy o trofeum Ligi Europy. Gra koncertowo – bez piłki dusi rywali swoim pressingiem. Z piłką, rzecz jasna, rozgrywa swoją „tiki-takę”, jednak kiedy rozklepywanie rywali nie przynosi skutku, bywa do bólu pragmatyczna – dośrodkowaniem szuka w polu karnym głowy Aubameyanga lub Luuka De Jonga, którzy z niezwykła skutecznością finiszują akcje. Do formy wrócili weterani – Pique, Alba a nawet 38- letni Dani Alves. Fantastycznie grają ci najmłodsi. Gavi imponuje swoją zaciętością, a Pedri już przyrównywany jest właśnie do Xaviego i Iniesty. Ale przede wszystkim Barca gra do końca. Zawsze wierzy w zwycięstwo, niezależnie od okoliczności. Dobitnie pokazał to ostatni mecz z Levante, w którym drużynie z Valencii zasądzono 3 rzuty karne, a Duma Katalonii i tak w 92 minucie trafiła na 3:2 i wygrała spotkanie. Xavi znów rozpala serca kibiców Barcelony, lecz tym razem z ławki trenerskiej. Czyżby okazał się tym niezbędnym, brakującym elementem układanki? Czy dzięki niemu Blaugrana wróci na szczyt? Jak zawsze, czas pokaże.


Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport