66 obserwujących
642 notki
968k odsłon
  1142   0

Jak cuda Jezusa potwierdzają że nadeszły czasy ostateczne

Czasy ostateczne nadeszły. Jezus jest na świecie, przybliżyła się Basileia. Jego działalność charakteryzują podwójne  wydarzenia eschatologiczne: egzorcyzmy i cuda.

Jeśli ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was Królestwo Boże(Mt 12,28 par). Wypędzanie złych duchów przez Jezusa jest ściśle złączone z Jego orędziem o nadchodzącym Królestwie Bożym. To ja — ego ekballo — jest pełne emfazy. A jednak egzorcyzmy nie są akcją cudotwórcy — a więc człowieka, lecz czynami Ducha (por. Wj 8,15) Bożego: gesta Dei. Zapowiadają ustanowienie przyszłego Królestwa w czasach ostatecznych. Równocześnie stanowią początek końca królestwa szatana. Mówi o tym Jezus w tych barwnych słowach: Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże i wtedy dom jego ograbi (Mk 3,27).

We własnej interpretacji Jezusa Jego egzorcyzmy — podobnie jak Jego orędzie — są tylko aktem wstępnym, związaniem mocarza. Ograbienie domuszatana, wtargnięcie Królestwa Bożego, dokonuje się dopiero przez Jezusowe uzdrowienia: Niewidomi wzrok odzyskają, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli są wskrzeszani... (Mt 11,5 par) — oto speł­nienie proroctwa Izajaszowego (35,5-6; por. 29,18-19; 61,1) o nadejściu już wyzwolenia Izraela, Królestwa Bożego, ery zbawienia. (W proroctwie nie ma ani sło­wa o trędowatych i umarłych — czyż nie jest to potwierdzenie z ust Jezusa historyczności tych dwóch rodzajów Jego cudów?)

Trzeba zauważyć stronę bierną: trędowaci doznają oczyszczenia... itp. Podobnie np. odpuszczają ci się (afeontai) twoje grzechyweź sobie łoże i idź do domu(Mt 9,2.6 par), a nie: ja ci odpuszczam grzechy.To nie ludzki cudo­twórca jest tu w akcji, to Bóg sam działa przez Jezusa. Jezus jest narzędziem Bożego działania. Jezus jest posłem Bożej bliskości (Mk 1,15). Jest oczy­wiście świadom faktu, że w Nim Bóg rozpoczyna Swoje zbawienie świata. Że to sama Jego, Mesjasza, Osoba jest znakiem, że przybliżyło się Kró­lestwo Boże, na którego pełnię ciągle jeszcze czekamy, i której to pełni cuda są signaprognostica.

Wymowne światło rzuca tu religioznawstwo porównawcze. Oto helleni­styczne opisy cudów opiewają osobę cudotwórcy, np. Apollina, Asklepiosa itp., za wszelką cenę starając się podnieść jego prestiż. Natomiast opisy synop­tyczne — jakże wstrzemięźliwe! — interesują się raczej misją Jezusa.

Podobnie interpretuje Jezus swoje czyny — jako eschatologiczne czyny Boże — w swoich biada pod adresem Korozain i Betsaidy: Gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno we włosienicy i popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będziew dzień sądu niż wam (Mt 11,21-22 par). Jezus głosi orędzie: plen lego hymin, cuda zaś są dziełami Boga: egenonto, genomenai...

Zresztą to rozróżnienie jest o tyle sztuczne, że egzorcyzmów i cudów Jezusa żadną miarą nie można izolować od Jego orędzia: Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewan­gelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości (Mt 9,35; por. Mk 1,39). Gdy Mateusz przeplata czyny i logia Jezusa, np. podając Jezusowe przepowiadanie Królestwa Bożego w rozdz. 8—10 (Mesjasz cudotwórca: 8—9, i mowa misyjna: 10), to pod tą strukturą teologiczną ewangelisty znajduje się proroka, który swoje orędzie podkreśla jakimś mofeth albo swój jakiś othwyjaśnia kazaniem...

Działalność Jezusa jest więc jedna, przepowiednie i czyny (facta etverba) potrzebują się i tłumaczą nawzajem. Bez orędzia cuda mogą tylko gorszyć, śmieszyć lub wzruszać. Tę więź można jeszcze dalej poprowadzić: cuda nie tylko mają charakter kerygmatyczny — one same są kerygmatem.

Że tak Jezus rozumiał swoje egzorcyzmy i uzdrowienia — jako Dobrą Nowinę, nie o sobie, lecz o Królestwie samego Boga — potwierdza nam rola, jaką w perykopach cudów ewangelicznych odgrywa wiara. Nie trzeba tutaj podkreślać, jak często Jezus ewangelii mówi: Twoja wiara cię uzdrowiła (— se- soken) (zob. Mk 5,34; 6,5-6; 10,52 par; Łk 17,19). To musiało być wyrażenie typowo Jezusa. Mimo że Jezus wskazał uczniom Jana na realizowanie przez się, przez swe cuda, mesjańskich zapowiedzi Izajasza (Mt 11,2-5), i jemu, Chrzcicielowi, nie została oszczędzona konieczność wiary: A błogosławiony jest ten, kto we mnie nie zwątpi! (w. 6; Łk 7,18-23). Nie trzeba też tutaj pod­kreślać, że nie chodziło o jakąś psychologiczną wiarę w uzdrowienie, bo jak można wytłumaczyć taką autosugestią uzdrowienie na odległość (Mt 8,13; Mk 7,29-30) lub uzdrowienie dzięki wierze przyjaciół (Mt 8,13; 9,2.6 par) czy krew­nych (Mk 7,29-30)?

Ale nie chodziło też o wiarę w uzdrowiciela, ludowego cudotwórcę, jak w pogaństwie. Jezus to nie cudowny lekarz. Jego cuda to wydarzenia z dziedziny eschatologii, nie medycyny. Wiara odnosiła się do mocy Boga działającej w Jezusie, poprzez Jezusa! Miejcie wiarę w Boga! (...) Kto powie tej górze: Podnieś się i rzuć się w worze, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy (...) tak mu się stanie (Mk 11,22-23; por. Jilt 17,20 par; znowu passivum reverentiae — Bóg to uczyni). Wiara odnosiła się — jak orędzie, jak sam cud — do bliskości, do nadejścia panowania Boga. Chory nie musiał wierzyć, że Jezus może i chce go uzdrowić; musiał wierzyć, że Bóg jest w Jezusie, dla niego, chorego. Musiał przyjąć — przynajmniej wstęp­nie — Dobrą Nowinę. Musiał się zbliżyć do bliskości Boga. Cud nie był celem, lecz środkiem. Zbawczym środkiem.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura